Reklama

Brexit: Ostra reakcja rynków

Wielka Brytania w czwartkowym referendum opowiedziała się za wyjściem z Unii Europejskiej. Reakcja rynków jest gwałtowna. Kolejne indeksy otwierają się na czerwono - inwestorzy wyprzedają aktywa w obawie o konsekwencje decyzji podjętej przez Brytyjczyków.

Złoty od rana traci. Za euro trzeba płacić 4,45 (osłabienie o 2,4 proc.), dolara 4,0 (-5,85 proc.) a franka 4,14 (-4,7 proc. o godz. 9:30).

Niewiele lepsza sytuacja jest na światowych indeksach. Europejskie giełdy już na otwarciu księgują wieloprocentowe spadki. Tak jest np. we Francji, gdzie CAC40 otworzył się na -9,9 proc., Hiszpanii (IBEX -11,5 proc.), Niemczech (DAX -8,25 proc.), a także Włoszech (FTSE -6,5 proc.) i Polsce (WIG20 -6,7 proc.).

Oliwy do ogrania dolewa dodatkowo niepewność, która wiąże się z zapowiedzią Davida Camerona, premiera Wielkiej Brytanii, o gotowości do rezygnacji z pełnionej funkcji.

Reklama

Na wieść o decyzji Brytyjczyków traci także ropa naftowa, która spada o 3,65 proc. (WTI) i 3,57 proc. (Brent). Czy można już zatem mówić o globalnej panice na rynkach?

- Nie nazwałbym jeszcze tego, co się dzieje na giełdach paniką. Mamy do czynienia z gwałtownym wzrostem niepewności i awersji do ryzyka - mówi w rozmowie z Interią Piotr Bujak, główny ekonomista Banku PKO BP.

- Jest to sytuacja całkowicie nowa dla świata, stąd też wyprzedaż ryzykownych aktywów i wzmożony napływ kapitału w kierunku bezpiecznych przystani - amerykańskich i niemieckich obligacji - dodaje Bujak.

Można przypuszczać, że po nagłej reakcji rynków, z czasem wszystko będzie jednak wracać do równowagi. Wiele zależy od przyszłych decyzji, które zostaną podjęte zarówno przez stronę unijną, jak i brytyjską.

- Z czasem, gdy będą się wyjaśniać sprawy odnośnie do sposobu, formuły wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii, emocje na rynku powinny opadać. Jeśli pojawią zapewnienia że Brytyjczycy będą dążyć do funkcjonowania w Europie na zasadach podobnych do Norwegii bądź Szwajcarii, to sytuacja powinna wracać systematycznie do normy - komentuje Bujak.

Co ważne, w opinii głównego ekonomisty PKO BP, sytuacja na rynkach może być ważnym impulsem dla premiera Davida Camerona, by zaproponować renegocjacje warunków członkostwa w Unii, co odsuwałoby w czasie samo wyjście Wielkiej Brytanii.

- Trzeba poczekać na decyzje polityczne. Od teraz podjętych kroków negatywna reakcja na rynkach będzie się nasilać albo wręcz odwrotnie - dojdzie do odreagowania i powrotu do normalności. Wszystko zależy w jaki sposób będą prowadzone rozmowy - ocenia Bujak.

- Tym niemniej w krótkim terminie zloty będzie się prawdopodobnie dalej osłabiać, a rentowności obligacji rosnąć - dodaje Bujak.

Bartosz Bednarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »