Reklama

Ekspert: Rekordowy wzrost Dow Jones to nie bańka spekulacyjna

- Ostatnie rekordowe sesje indeksów Dow Jones Industrial na Wall Street nie są oznaką bańki spekulacyjnej, ale optymizmu inwestorów; rynek akcji nie jest przewartościowany - powiedział prof. James Angel z McDonough School of Business na Georgetown University.

Przez ostatni tydzień na Wall Street obserwowano duże mocne wzrosty, a indeks Dow Jones Industrial osiągnął największą wartość w historii, pokonując dotychczasowy rekord z października 2007 r. Komentatorzy zastrzegali, że chodzi o nominalną wartość, czyli nieuwzględniającą inflacji. Gdyby ją uwzględnić, to Dow Jones pozostawałby wciąż 10 proc. poniżej poziomu z 2007 r. - podał dziennik "New York Times". Ale i tak wzrost był imponujący.

- Zajęło sporo czasu, by odbić się od dna, ale wartość rynku prawie się podwoiła od najgorszego momentu (w marcu 2009 - PAP). Powód? Patrząc w przyszłość mamy dobre wiadomości: nie nastąpił koniec świata, powstają nowe miejsca pracy, mamy dobre dane z rynku energii, innowacyjnych technologii, z rynku nieruchomości mieszkaniowych, a gospodarka rośnie, choć nie tak szybko jak byśmy chcieli - powiedział prof. James Angel. Inwestorzy myślą więc - dodaje - że firmy zarobią w przyszłości na tyle, by uzasadnić te wyższe ceny akcji.

Reklama

Zdaniem eksperta, na razie "nie ma oznak", by te wzrost był oznaką bański spekulacyjnej. - Rynek akcji nie jest ani wyjątkowo tani, ani przeceniony zbyt wysoko - ocenił. Podkreślił, że z bańką spekulacyjną mamy do czynienia, kiedy inwestorzy ignorują tradycyjne narzędzia wyceny akcji, czyli np. nie biorą pod uwagę, ile firma zarabia i skupują akcje nawet tych firm, które przynoszą straty. - Wtedy trzeba się martwić. Ale na tym etapie nie widzą takich oszustw. Ale to nie oznacza, że to nie może nastąpić - zastrzegł ekspert.

Komentatorzy wskazywali, że wzrosty na Wall Street to przede wszystkim efekt utrzymującego się ogromnego wsparcia, jakiego rynkom udziela Rezerwa Federalna w formie ogromnych pieniężnych bodźców, które zaostrzyły apetyt inwestorów na bardziej ryzykowne aktywa. "NYT" pisał jednak w ubiegłym tygodniu, że na Wall Street nie spieszono się z otwieraniem szampana i zalecał ostrożność, gdyż "siła rynku akcji nie ma odzwierciedlenia w prawdziwej gospodarce". Kluczowe pytanie brzmi też, co się stanie, kiedy Fed wstrzyma swe akcje wspierania gospodarki. Analitycy są jednak zdania, że strumień "tanich" pieniędzy nie wyschnie tak szybko, co sugerowały niedawne wypowiedzi dwóch osób z FED, w tym szefa Rezerwy Federalnej Bena Bernanke.

Sprawdź bieżące notowania indeksów światowych na stronach BIZNES INTERIA.PL

Angel uważa jednak, że "skoro FED wpompował ogromne pieniądze w gospodarkę, to przyjdzie czas, kiedy będzie musiał to zatrzymać". Jego zdaniem odpowiedni czas nastąpi, "zanim gospodarka rozkwitnie, kiedy ludzie wciąż będą narzekać na bezrobocie". - To będzie prawdziwym testem dla Bena Bernanke jako szefa FED - czy będzie mieć odwagę to zrobić, biorąc pod uwagę polityczne ataki - mówi Angel. Podkreśla, że zbyt długie utrzymywanie zachęt finansowych grozi wzrostem inflacji, na czym ucierpi gospodarka.

Sprawdź: PROGRAM PIT 2012

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »