Reklama

Jak ograniczyć ryzyko inwestowania?

Każdy inwestor przechodzi kilka etapów na początku swojej drogi na rynku. Zawierane są pierwsze transakcje, pojawiają się pierwsze zyski. Euforia i samouwielbienie szybko przesłaniają rzeczywistość. Przychodzi jednak dzień, gdy inwestor, wracając z pracy lub nawet z sąsiedniego pokoju, spogląda w ekran i doznaje szoku.

Ceny jego walorów spadają w zastraszającym tempie. Po zyskach, którymi się chwalił nie ma śladu, za to pojawia się pierwsza strata. Rynek spada coraz bardziej, więc przecież zaraz musi się odbić - sądzi inwestor. Niestety, przecena się pogłębia, a inwestor przeklina niebiosa, obiecując sobie, że gdy tylko rynek odbije, natychmiast zamknie pozycje. Mijają dni, a środki na rachunku topnieją jednak coraz bardziej... Czy można było tego uniknąć?

Dla każdego amatora spekulacji, który zdobył już pierwsze doświadczenie na rynku, oczywiste jest że brak zleceń zabezpieczających prowadzi do szybkiego kurczenia się rachunku. Żaden inwestor nie może sobie pozwolić na to, by tracić kapitał w nadziei na odwrócenie niekorzystnej dla siebie tendencji.

Reklama

Utrata kapitału uniemożliwia inwestycje i często skutkuje problemami natury zdrowotnej. Ograniczanie strat jest najważniejsze zarówno przy spekulacji, jak i inwestycjach, i dotyczy nie tylko drobnych inwestorów.

Najlepszym dowodem na to jest przykład Victora Niederhoffera, właściciela jednego z największych funduszy hedgingowych w Stanach Zjednoczonych w latach 90-tych. Zarządzający powszechnie chwalił się niestosowaniem zleceń typu stop-loss. Niestety, gdy w 1997 roku indeks Dow Jones spadł ponad 7 proc. na jednej sesji, Niederhoffer zmuszony był zakończyć swoją działalność.

Sposobów ustawiania zleceń zabezpieczających jest prawdopodobnie tyle, ilu samych graczy na rynku. W artykule chciałbym zaprezentować najpopularniejsze techniki, proste i użyteczne praktycznie dla każdego inwestora. Wyjątkiem mogą być gracze spekulujący na bardzo krótkich interwałach - liczę jednak, że i daytraderzy znajdą w artykule coś dla siebie.

O jeden procent za daleko...

Prawdopodobnie najpopularniejszą metodą wykorzystywaną przy zleceniach zabezpieczających jest ustalanie procentu kapitału, jaki inwestor może stracić na pojedynczej transakcji. Sposób ustalania poziomu, przy którym bezwzględnie zamykamy pozycję jest bardzo prosty:

Inwestor uznaje, że stać go stratę maksymalnie 1,5 proc. kapitału z jednej transakcji. Jeśli postanowi zainwestować cały posiadany kapitał, zlecenie zabezpieczające umiejscowi już 1,5 proc. poniżej ceny nabycia. Jednak jeśli postanowi otworzyć pozycję wykorzystując 25 proc. kapitału, będzie mógł ustawić stoploss aż 6 proc. poniżej ceny nabycia.

Powyższy przykład dobrze ilustruje ważną właściwość zleceń opartych na zwykłych wielkościach procentowych. Otóż im mniejszą część kapitału zainwestujemy w transakcję, tym bardziej odległy stop-loss możemy ustawić.

Daje to możliwość inwestorowi takiego doboru kwoty inwestycji, by zlecenie zabezpieczające nie było ustawione zbyt blisko ceny nabycia. Za niższe zyski płacimy lepszą ochroną.

Istnieje jednak pewien dość poważny problem. Jaką dokładnie kwotę może ryzykować w pojedynczej transakcji? Nie ma na to pytanie prostej odpowiedzi, ponieważ zależy ona od indywidualnej awersji do ryzyka. Zbyt blisko ustawiony stop może łatwo wyrzucić inwestora z rynku, zbytnio oddalony spowoduje, że strata będzie znaczna.

Generalny konsensus waha się od 1,5 proc. do 3 proc. całości kapitału. Optymalną wartość straty trudno ustalić także z innego powodu. Ten powód to zmienność panująca na rynku w danym okresie. Jeśli codzienne wahania są duże, a rynki nerwowe, to prawdopodobieństwo zamknięcia pozycji z powodu uruchomienia stoplossa poważnie wzrasta.

Na rozchwianym rynku ruchy rzędu 3 proc. to codzienność, a nie ułańska fantazja. W związku z tym niebranie pod uwagę aktualnej sytuacji rynkowej należy uznać za wadę tej techniki, znacznie poważniejszą niż trudność ustalenia kwoty, jaką skłonni jesteśmy zaryzykować. Jednak można sobie z tym faktem stosunkowo prosto poradzić, wykorzystując inne techniki, o czym w dalszej części artykułu.

Wsparcie wytrzymało - na razie...

Przeważająca część drobnych inwestorów wykorzystuje do swoich inwestycji analizę techniczną. Mnogość i różnorodność metod analizy technicznej daje szerokie pole do popisu przy ustalaniu poziomów zleceń zabezpieczających.

Inwestor może wykorzystać do swoich celów przebicie średniej kroczącej, linii trendu, ostatniego ważnego dołka, zniesienia Fibonacciego... Wszystkich idei nie sposób wyliczyć, podobnie jak wybrać najbardziej skutecznej. Jednak ta różnorodność jest jednocześnie zaletą i wadą.

Powody, dla których można traktować ją jako wadę, są dwa. Pierwszą jest subiektywizm w odbiorze sygnałów płynących z rynku. Dwóch analityków technicznych może zobaczyć na jednym wykresie dwie różne sytuacje i dobrać poziomy stoploss w zupełnie różny sposób. Racji nie ma tymczasem żaden z nich - rację ma tylko i zawsze rynek.

W tym momencie do głosu dochodzi natomiast ważny element psychologiczny. Inwestor, który sporo czasu poświęcił na analizę, dobranie odpowiedniego momentu otwarcia i zamknięcia pozycji oraz ustawienie stoplossa, często przestaje być obiektywny.

Stwarza to niebezpieczeństwo, że gdy sytuacja przestanie się układać po myśli inwestora - słowem, pomyli on się - istnieje silna chęć manipulacji przy zleceniu zabezpieczającym, byle inwestor pozostał na rynku i mógł odegrać narastającą stratę.

Niestety, niczym nie różni się to od sytuacji, gdy zlecenie zabezpieczające nie jest wystawiane w ogóle. Do swoich umiejętności i osiągnięć należy podchodzić z dystansem. Ustawienie stoplossa w idealny sposób jest trudne, ale dobrego inwestora od przeciętnego odróżnia to, że ten pierwszy przyzna się do błędu i wyciągnie wnioski. Gdy wyeliminujemy emocje z procedury ustawiania i codziennego odnawiania stoplossa, metody analizy technicznej mogą okazać się naprawdę skuteczne. Szczególnie, gdy inwestor będzie konsekwentny w swoich działaniach i nie pozwoli sobie na odstępstwa od przyjętej metody.

Jest jednak jeszcze jeden bardzo ważny fakt, który należy mieć na uwadze przy ustawianiu zlecenia przy istotnych poziomach rynkowych. Otóż inwestor nigdy nie działa w próżni. Jeśli zauważymy taki poziom na wykresie, to możemy przyjąć za pewnik, że inni gracze też go dostrzegli i także ustawią swoje zlecenia właśnie w pobliżu tego poziomu. A to niestety drastycznie zwiększa prawdopodobieństwo tego, ze dany poziom będzie testowany.

Przeciwna strona rynku zrobi wszystko, by umiejscowione zlecenia uruchomić i skokowo przesunąć rynek w pożądanym przez siebie kierunku, po czym ceny mogą powrócić do poprzednich poziomów. Dlatego należy pamiętać - jeśli ustawiamy zlecenie w pobliżu istotnego poziomu rynkowego, zróbmy to kilka punktów niżej niźli wynikało to z naszych obliczeń. W ten sposób szansa na to, że wypadniemy z rynku podczas tzw. polowania na stopy będzie niższa, choć ryzyka zupełnie wykluczyć się nie da.

Takie spadki się nie zdarzają...

Częstym grzechem inwestorów jest niebranie pod uwagę aktualnej sytuacji rynkowej . Stoploss nie może być ustalany w izolacji, bez względu na to, czy mamy trend boczny, czy też może całkowity krach na rynkach.

Jeśli gracz nie weźmie pod uwagę zmienności cen, będzie przegrywać. Nie dlatego, że zajął złą pozycję, tylko dlatego, że nie utrzyma się ona wystarczająco długo na rynku, by zaczęła zarabiać. Jak zatem należy wykorzystać zmienność? Po pierwsze, należy ją zmierzyć.

O ile wygląd wykresu może powiedzieć inwestorowi sporo o wahaniach na rynku, to celowe wydaje się być zastosowanie wskaźników analizy technicznej. Do najpopularniejszych należą ATR (ang. Average True Range) oraz wstęgi Bollingera.

Są one standardowo obliczane przez pakiety służące do analizy technicznej i dają podobną informację - o ile przeciętnie zmieniały się ceny dla danego interwału w badanym okresie. Zaletą wspomnianych wskaźników jest ich prostota oraz uniwersalność. Gdy już na ich podstawie określimy poziom panującej zmienności, możemy przystąpić do wyznaczenia posiomu stoploss. Odbywa się to podobnie jak przy metodzie procentu, co ilustruje poniższy przykład:

Inwestor ustalił, że 15-dniowy ATR dla danego waloru wynosi 3zł. Tuż po nabyciu walorów umieszcza on swój stoploss, odejmując od ceny nabycia dwukrotność ATR, tj. gotowy jest ponieść stratę do 6 zł na danym walorze.

Zlecenia zabezpieczające należy zawsze umieszczać w odleglośći większej niż pojedyncza wartość zmienności, inaczej będziemy wyrzucani z rynku przez zwykły szum techniczny. Jaka to powinna być odległość - ponownie zależy od awersji do ryzyka inwestora.

Standardowo przyjmuje się 3-krotność zmienności dla inwestorów długoterminowych oraz 2-krotność dla średnioterminowych, jednak nie należy tego traktować jako reguły, raczej jako wskazówkę. Odpowiedni dobór odległości nie zwalnia nas jednak od zarządzania własnym kapitałem. Wiedząc już, gdzie znajdzie się nasze zlecenie, musimy następnie wyliczyć, jaką kwotę możemy zainwestować, by ewentualne niepowodzenie nie nadwyrężyło zbyt poważnie naszego kapitału.

Wykorzystanie zmienności ma tą poważną zaletę, że uwzględnia także zmieniającą się sytuację rynkową, a nie tylko tą w momencie zainicjowania transakcji. W związku z tym można zlecenie modyfikować na bieżąco, zamiast przymykać oczy na nerwowość na parkiecie. Należy jedynie pamiętać, ze dowolna modyfikacja może być przeprowadzana wyłącznie w górę. Zlecenie zbliża się do aktualnych cen, a nigdy oddala.

Wszyscy mają stoplossa, miej i Ty

Na zakończenie kilka punktów, o których należy pamiętać przy ustawianiu zlecenia zabezpieczającego:

1. Stoplossa używamy zawsze. Nie ma żadnych wyjątków.

2. Wartość zlecenia zabezpieczającego musi być ustalona przed otwarciem pozycji.

3. Jeśli wyznaczenie rozsądnego stoplossa nie jest możliwe, wstrzymujemy się z inwestycją.

4. Bierzemy pod uwagę zmienność na rynku.

5. Przesuwamy nasz stoploss do góry wraz z rosnącymi zyskami, nigdy odwrotnie.

6. Nie ryzykujemy zbyt wielkiej części kapitału w pojedynczej transakcji.

Ustawianie zleceń zabezpieczających bywa trudne i nigdy nie należy do przyjemnych, ponieważ przypomina nam o tym, ze na rynku się nie tylko zarabia. Jednak stoploss należy traktować jako przywilej, nie obowiązek. Możliwość ograniczenia naszej straty to jedyne, co na rynku zależy tylko i wyłącznie od nas. Korzystajmy z tego.

Marcin Różowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »