Reklama

Orlen: Kryzys paliwowy zażegnany

PKN Orlen w kilka tygodni oszacuje wysokość należnych odszkodowań z tytułu zabrudzenia ropy dostarczanej rurociągiem Przyjaźń. Przedstawiciele spółki informują, że czysty surowiec już płynie, a kryzys paliwowy został ostatecznie zażegnany.

- Ropa płynie, to bardzo ważne. Rosjanie uznali nasze prawo do roszczeń, co również jest bardzo istotne. Mogliśmy sobie na to pozwolić dzięki twardym negocjacjom i procesowi dywersyfikacji - powiedział dziennikarzom prezes Orlenu Daniel Obajtek.

Reklama

Na razie surowiec jest przesyłany jedną nitką (od 9 czerwca), natomiast zgodnie ze zobowiązaniami strony rosyjskiej od początku lipca uzdatnione będą dwie pozostałe.

Na początku czerwca podczas spotkania w Moskwie, stronie polskiej zaprezentowano mechanizm rekompensat, jakie Transnieft przekaże rosyjskim producentom ropy naftowej na pokrycie roszczeń kierowanych do nich przez odbiorców surowca takich jak Orlen.

- Czym innym są kary wynikające z umów związane z niedostarczeniem ropy, te roszczenia już złożyliśmy, a czym innym są kary z tytułu zabrudzenia ropy. To jest jeszcze przez nas szacowane. Taka informacja zostanie podana w ciągu paru tygodni - wyjaśnił prezes Orlenu, dodając, że spółka będzie kierować swoje roszczenia do dostawców.

Niezależnie od tego Orlen będzie domagał się odszkodowania za ropę, które także okazała się brudna, w która przypłynęła drogą morską, tankowcem Mendeleev Prospect.

Wtorkowa "Gazeta Wyborcza" podała, że Orlen kupił za kilkadziesiąt milionów dolarów tankowiec rosyjskiej ropy, wiedząc, że jest zanieczyszczona. Orlen odpiera zarzuty, tłumacząc, że transakcja zakontraktowania tankowca Mendeleev Prospect odbyła się 5 kwietnia 2019 r., czyli kilka tygodni przed poinformowaniem przez PERN o zamknięciu rurociągu "Przyjaźń" (24 kwietnia), którym płynęła zanieczyszczona ropa z kierunku wschodniego.

- Z tego samego kierunku, od tego samego dostawcy, tankowiec przypłynął 4 kwietnia i ropa była zgodna z normami. Zgodnie z procedurami następny tankowiec był zamówiony 5 kwietnia. Informacje o skażeniu dostaliśmy 19 kwietnia - powiedział Obajtek. - Będziemy ubiegać się o odszkodowania za wszelkie straty jakie ponieśliśmy. Pracujemy nad rozwiązaniami, jesteśmy bliscy ich wypracowania - dodał.

Prezes Orlenu podkreślił, że mimo iż ropa nie płynęła rurociągiem Przyjaźń przez 46 dni, koncern prowadził normalną produkcję. - Ceny na stacjach były stabilne, paliwa na stacjach nie brakowało - powiedział Obajtek. Brakujące wolumeny były dostarczane z alternatywnych kierunków drogą morską. Spółki dysponowały też zapasami surowca. Obecnie około 50 proc. ropy naftowej sprowadzanej do Polski przez PKN Orlen pochodzi spoza kierunku wschodniego.

Kryzys naftowy rozpoczął się około dwa miesiące temu - 19 kwietnia pojawiła się informacja, że rurociągiem Przyjaźń płynie przez Białoruś w kierunku zachodnim zanieczyszczona ropa. Białoruskie rafinerie ograniczyły produkcję paliw o 50 proc. Tranzyt ropy wstrzymała ukraińska Ukrtransnafta a także białoruski Homeltransnafta. Również PERN, by chronić krajowy system przesyłowy i instalacje rafineryjne, 24 kwietnia wstrzymał odbiór zanieczyszczonej rosyjskiej ropy.

Dostawy wznowiono 9 czerwca. - Kryzys paliwowy został definitywnie zażegnany. Pozostałe dwa rurociągi będą udrożnione, zgodnie z porozumieniem, na początku lipca, ale dostawa ropy z tego rurociągu i podział ropy z tego rurociągu w pełni nas na dziś satysfakcjonuje - podsumował prezes koncernu.

morb

Sprawdź bieżące notowania PKN na stronach BIZNES INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »