W skrócie
- Niektórzy komentatorzy są zdania, że jeśli amerykańskie spółki technologiczne osłabną, to sektory energetyczny i surowcowy nie udźwigną hossy na Wall Street. Jednak analitycy Bank of America, Deutsche Bank i JPMorgan spodziewają się kontynuacji wzrostów w 2026 roku.
- Nikt nie ma licencji na nieomylność. Już w 2023 roku eksperci wielu renomowanych instytucji finansowych alarmowali, że hossa na Wall Street nie potrwa długo, bo wkrótce skończy się ”ekstaza sztucznej inteligencji”. Tymczasem od jesieni 2022 roku do dziś indeks S&P500 wzrósł o 90 proc.
- Ostrzeżeniem dla nowojorskich inwestorów powinien być wskaźnik Buffetta, porównujący łączną kapitalizację akcji z wartością nominalnego PKB USA. Dziś jest on na historycznie najwyższym i bardzo niebezpiecznym poziomie około 230 proc. Jednak sam Warren Buffett kupował ostatnio wybrane akcje
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W połowie ostatniego tygodnia stycznia indeks S&P500 po raz pierwszy w historii znalazł się powyżej psychologicznej granicy 7 tysięcy punktów. Był to jednak tylko incydent po którym, wskaźnik cofnął się i nie zdołał zakończyć "siódemką z przodu" żadnej z trzech sesji od środy do piątku (28-30 stycznia). To z kolei stało się sygnałem ostrzegawczym dla wielu analityków. Powróciły obawy, że hossa na Wall Street dochodzi do swojego kresu.
Amerykańska giełda uzależniona od AI
Od 2023 roku za połowę wzrostu indeksu S&P500 odpowiada siedem firm, głównie bigtechów inwestujących w sztuczną inteligencję: Alphabet, Amazon, Apple, Meta, Microsoft, Nvidia i Tesla. Szacuje się, że w AI do końca 2025 roku zainwestowano globalnie 1,5 biliona dolarów.
Od pewnego czasu wielkim firmom technologicznym zdarzają się jednak wpadki. W czwartek 29 stycznia akcje Microsoftu zostały przecenione o 10 proc., a nazajutrz o 1 proc., mimo że spółka przedstawiła dobre wyniki kwartalne. Wszystko wskazuje na to, że inwestorom nie spodobała się dynamika sprzedaży oraz wydatki na OpenAI.
W tych samych dniach mocno w dół poszły wyceny także innych firm informatycznych, przez co Nasdaq cofnął się najpierw o 0,7 proc., a potem o 0,9 proc. i zaliczył trzecią i czwartą najgorszą sesję w tym roku. Inwestorzy są coraz bardziej są zaniepokojeni brakiem zadowalających wyników w segmentach związanych ze sztuczną inteligencją. Dostępne dane pokazują, że rozwój narzędzi AI wymaga olbrzymich inwestycji, ale ciągle nie przynosi wyraźnych korzyści ekonomicznych.
Rynek przestaje ślepo wierzyć w obietnice rewolucji technologicznej i domaga się twardych dowodów, że wydatki na centra danych w bliskiej przyszłości przełożą się na realne zyski. - Microsoft rozczarował i mamy do czynienia z autentycznymi wątpliwościami, czy inwestycje w AI nie zjedzą wyników spółek informatycznych - oznajmił John Praveen, zarządzający w Paleo Leon, cytowany przez agencję Reuters.
Pod koniec zeszłego roku Sundar Pichai, dyrektor generalny Google, w wywiadzie dla BBC stwierdził, że obecny boom na AI ma w sobie coś irracjonalnego. Z kolei Bank of England (BoE) w raporcie dotyczącym stabilności finansowej ostrzega przed "szczególnie zawyżonymi" wycenami spółek zajmujących się sztuczną inteligencją. Zdaniem ekonomistów BoE, sektor AI będzie napędzany bilionami dolarów długu, co może zagrozić stabilności finansowej całej gospodarki, jeśli ceny akcji gwałtownie spadną.
Optymistów nadal jest wielu
Obserwowana w ostatnim czasie zadyszka spółek technologicznych sprawiła, że liderami nowojorskiego rynku giełdowego stały się sektory energetyczny i surowcowy, co zdaniem wielu komentatorów, nie jest fundamentem zdrowej, długotrwałej hossy. Mimo to niektóre instytucje finansowe podtrzymują dobre prognozy dla Wall Street.
Bank of America przewiduje dodatnie zamknięcie roku przez S&P500, ale na poziomie 7100 punktów, czyli niewiele wyższym od dzisiejszego. Deutsche Bank i JPMorgan widzą szanse na wynik w granicach 7500-8000 punktów. Przyjmują założenie, że AI ostatecznie zwiększy produktywność i marże spółek. Analitycy tych dwóch instytucji są zdania, że rynek nie powinien niepokoić się wysokimi wskaźnikami cena/zysk (C/Z), gdyż ciągle są one uzasadnione potencjalnym, choć odłożonym w czasie wzrostem zysków spółek technologicznych.
Ta hossa nie miała prawa się zdarzyć
Obecna hossa na w Nowym Jorku zaczęła się ponad trzy lata temu - jesienią 2022 rok. Od tamtej pory S&P500 z małymi przerwami pędzi w górę i wzrósł o 90 proc. Już w 2023 roku uważny czytelnik wielu raportów giełdowych mógł odnieść wrażenie, że boom na Wall Street odbywa się wbrew logice. Dziś już wiemy, że nikt nie ma licencji na nieomylność.
W sierpniu 2023 roku niektórzy analitycy twierdzili, że poważne spadki na Wall Street są nieuniknione, bo kiedyś musi skończyć się "ekstaza sztucznej inteligencji". Argumentowali, że gdyby nie wąska grupa spółek technologicznych o największej kapitalizacji rynkowej, to hossa giełdowa nie przybrałaby aż takich rozmiarów.
Ekonomiści JPMorgan ostrzegali wówczas, że koncentracja kapitału na amerykańskim rynku akcji rośnie w najszybszym tempie od 60 lat, a to może mieć fatalne konsekwencje. Nawet w czasie bańki internetowej, której szczyt przypadł na marzec 2000 roku, nie występowały tak duże dysproporcje.
"Jeśli czołowe bigtechy wytracą impet wzrostowy, nadchodząca bessa może całkowicie zrujnować dotychczasowy krajobraz amerykańskiej giełdy. Okresy, w których rynek bardzo mocno koncentrował się niemal wyłącznie na elitarnej grupie najdroższych akcji, często kończyły się spektakularnym resetem" - czytaliśmy latem 2023 roku w raporcie JP Morgan.
Z kolei w listopadzie zeszłego roku Jeffrey Gundlach, szef DoubleLine Capital, mówił, że tak niezdrowego rynku akcji jeszcze nie widział i zalecał trzymanie dużej części portfela w gotówce, czyli w walutach, depozytach bankowych lub krótkoterminowych obligacjach skarbowych USA.
- Sytuacja na giełdzie jest niebezpiecznie spekulacyjna. Najbardziej niepokoi mnie jednak rozwój rynku długu prywatnego, w tej chwili o wartości 1,7 biliona dolarów, na którym pożycza się pieniądze firmom. Pożyczkodawcy udzielają "kredytów śmieciowych", podobnie jak miało to miejsce przed światowym kryzysem finansowym w 2008 roku - powiedział Jeffrey Gundlach w podcaście "Odd Lots" Bloomberga.
Buffett ostrzega, ale wybrane akcje kupuje
Najnowszym ostrzeżeniem dla inwestorów nowojorskich powinien być wskaźnik Buffeta, który multimiliarder spopularyzował w 2001 roku w wywiadzie dla "Fortune". Nazwał go "najlepszą pojedynczą miarą tego, gdzie w danym momencie są wyceny rynku".
Wskaźnik, znany też jako "market cap to GDP ratio", to prosta relacja wartości rynku kapitałowego do PKB. Porównywana jest łączna kapitalizacja akcji (w USA najczęściej Wilshire 5000) z wartością nominalnego PKB kraju. Dziś jest on w USA na historycznie najwyższym i bardzo niebezpiecznym poziomie około 230 proc.
Warren Buffett wyznaczył progi. Rynek atrakcyjny dla zakupów jest przy wskaźniku o wartości 70-80 proc. Powyżej 100 proc. rośnie ryzyko przewartościowania. Sygnałem ostrzegawczym jest 150 proc., a alarm włącza się przy 200 proc., bo wtedy mamy do czynienia z ekstremalnym przewartościowaniem.
Innymi słowy, w długim terminie wycena giełdy powinna rosnąć mniej więcej w tempie gospodarki. Jeśli kapitalizacja rynku znacznie przewyższa PKB, akcje stają się ryzykownie drogie. Jeśli lokuje się poniżej PKB, mogą być niedoszacowane. Inna sprawa, że na Wall Street przewartościowanie wskaźnika było obserwowane już ponad rok temu, ale rynek całkowicie je ignoruje, bo chciwość wygrywa z lękiem.
Sam Warren Buffett nie rezygnuje z nowych inwestycji na giełdzie i kupuje wybrane akcje. Pod koniec zeszłego roku jego spółka Berkshire Hathaway zdecydowała się na zakup walorów Alphabetu (Google) o wartości ponad 2,5 miliarda dolarów. Te akcje w dniu nabycia stanowiły 1,6 proc. całego portfela Berkshire i dały Alphabetowi dziesiąty największy udział w zasobach spółki.
Co ciekawe "Wyrocznia z Omaha" nie ma dużego zaufania do branży technologicznej, choć prawdą jest też, że od dawna dysponuje pakietem akcji Apple. Tym razem Buffett zapewne uznał, że Google jako lider wyszukiwarek mający 90-procentowy udział w globalnym rynku, zapewni sobie stabilne przychody z reklam i chmury.
Jacek Brzeski












