Reklama

Rynek prosi o korektę!

Dobre nastroje nie opuszczają inwestorów na warszawskiej giełdzie. Dynamiczne zwyżki z poprzedniego tygodnia były kontynuowane także w trakcie ostatnich pięciu sesji, choć ich skala nie była już tak pokaźna, jak poprzednio.

Indeks największych spółek zyskał ponad 1% a wskaźnik szerokiego rynku zwyżkował o ponad 2%. Gwiazdami były jednak indeksy małych i średnich firm. mWIG40 zyskał 3,5% a sWIG80 wzrósł o 3%. Obroty na rynku "maluchów i średniaków" bardzo wyraźnie się zwiększyły. Rosną one zresztą już drugi tydzień z rzędu, wskazując, że nie są to ruchy przypadkowe. Oba indeksy pokonały z łatwością poprzednie szczyty całej, trwającej ponad rok tendencji wzrostowej. Ich większym "kolegom" wciąż do tego trochę brakuje. WIG20 od dłuższego czasu najbardziej "zapatrzony" jest na Wall Street. Mimo to, nie poszedł śladem Nasdaqa, czy S&P500 i nie zdobył się na ustanowienie rekordu. W przypadku największych spółek nie widać zupełnie wzrostu obrotów.

Reklama

Trwająca już cztery tygodnie tendencja wzrostowa

"prosi się" o korektę, ale rynek ma swoje prawa i nie jest wykluczone, że "z marszu" zdecyduje się na jeszcze jeden zryw. Byłoby to bardzo korzystne z punktu widzenia byków, ponieważ pokonane w ten sposób szczyty broniłyby indeksy przed późniejszymi spadkami. Z pewnością w komfortowej sytuacji znalazły się pod tym względem mWIG40 i sWIG80. Z punktu widzenia indeksów branżowych, stawka w mijającym tygodniu była wyjątkowo wyrównana. Zdecydowanym liderem były znów firmy spożywcze, których wskaźnik zwyżkował o ponad 4,5%, jednak po ponad 2% zyskały sektor bankowy, budownictwo i informatyka. Tylko nieznacznie w tyle została telekomunikacja, której subindeks wzrósł o niecałe 2%.

Sporym wydarzeniem była sprzedaż przez Skarb Państwa kolejnego pakietu akcji. Tym razem walory Bogdanki ?poszły? w prywatne ręce w inny sposób, niż walory Lotosu, czy KGHM. Zaoferowane zostały w całości naszym funduszom emerytalnym. Transakcję przeprowadzono równie szybko i sprawnie, jak poprzednie. Tym razem kurs akcji notowanych na giełdzie nie "zdążył" nawet spaść. Mało tego, wzrósł w ciągu tygodnia o ponad 7,5%. W tym roku przychody z prywatyzacji przyniosły już budżetowi ponad 5 mld zł. Trzeba też zauważyć, że pozbywanie się przez Skarb Państwa akcji o tak dużej wartości zupełnie nie wpływa negatywnie na sytuację na rynku wtórnym, czego można się było obawiać. Na ten rok przewidziano jednak aż 25 mld zł wpływów z prywatyzacji. Wkrótce czekają nas oferty PZU i Taurona.

Europa

Dla zdecydowanej większości europejskich parkietów miniony tydzień był udany. Indeks we Frankfurcie zyskał 1%, w Londynie zwyżka sięgnęła 1,6%. Paryski CAC40 wzrósł o 0,5%. O ile jednak wskaźniki w Stanach Zjednoczonych dotarły do maksimów trendu wzrostowego, to w Europie udało się to jedynie londyńskiemu FTSE. DAX-owi brakuje do tego 2% a indeksowi w Paryżu prawie 4%. Dotarcie do tych poziomów wydaje się w najbliższym czasie mało prawdopodobne. Zwyżkom sprzyjała przede wszystkim dobra atmosfera na Wall Street oraz uspokojenie się sytuacji wokół Grecji. Ale też do pełnej "normalizacji" jeszcze bardzo daleko.

Parlament Europejski poparł pomysł utworzenia Europejskiego Funduszu Walutowego, odpowiednika Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który wspomagałby kraje, znajdujące się w trudnej sytuacji. Powstaje jednak pytanie, czy celowe jest mnożenie tego typu instytucji i czy nie lepiej byłoby skoncentrować środki w ramach jednej ogólnoświatowej organizacji.

Bardziej niż dyskusje i dalekosiężne plany potrzebne zdają się być skuteczne działania doraźne. Agencja ratingowa Fitch podtrzymała negatywną ocenę dla Portugalii, wyraziła zaniepokojenie sytuacją w Hiszpanii, w związku ze spadkiem dochodów budżetu oraz zgłosiła wątpliwości, czy greckie plany opanowania sytuacji przyniosą zamierzony skutek.Informacje, płynące z gospodarek poszczególnych państw strefy euro nie są nadmiernie optymistyczne. Niemiecki eksport obniżył się w styczniu o 6,3%, po raz pierwszy od ponad pół roku. Gospodarka Portugalii skurczyła się w czwartym kwartale ubiegłego roku o 1%, po spadku o 2,5% w trzecim kwartale. W Wielkiej Brytanii niespodziewanie obniżyła się produkcja przemysłowa.

Gospodarka Estonii w ostatnich trzech miesiącach ubiegłego roku wzrosła o 2,5%, po raz pierwszy od ośmiu kwartałów. W skali roku spadek nadal jednak sięga 9,5%. W porównaniu do 15,6% spadku w trzecim kwartale to i tak znaczny postęp.PKB Węgier spadł w czwartym kwartale o 4% a w całym ubiegłym roku o 6,3%. W tym roku prognoza zakłada 0,3% spadek. Na Litwie produkcja przemysłowa wzrosła w styczniu o 21%, po raz pierwszy od prawie dwóch lat. Agencja Fitch podwyższyła perspektywę ratingu tego kraju do stabilnej. W czwartym kwartale litewska gospodarka skurczyła się jednak o 12,8%. Stopa bezrobocia w Czechach wyniosła 9,9% i osiągnęła poziom najwyższy od sześciu lat.

Giełdy naszego regionu radziły sobie jednak całkiem dobrze. Węgierski BUX zwyżkował o ponad 4%, praski PX50 rósł o niemal 3%. Wskaźniki w Rumunii i Rosji zyskały po około 2%. Na minusie tydzień kończyły Sofia, Ryga i Tallin.

USA

Z małym, dwudniowym opóźnieniem, byki na Wall Street zdołały doprowadzić do nowego szczytu w rocznicę jednej z największych fal wzrostowych w historii amerykańskiej giełdy. Udało się to dopiero w końcówce czwartkowej sesji, po niezbyt udanym jej początku. To stwierdzenie dotyczy jednak tylko indeksu S&P500. Dow Jones, by tego dokonać, musiałby wzrosnąć jeszcze o 114 punktów, czyli o 1 proc. Nasdaq zaś, pokonał szczyt z 19 stycznia już nieco wcześniej i znajduje się o 2% ponad nim.

W skali pięciu dni, licząc od 4 do 11 marca, Dow Jones zyskał 1,6%, S&P500 wzrósł o 2,4% a Nasdaq o 3,3%. Mimo tych osiągnięć, wątpliwości co do dalszych losów giełdowych rynków i w Stanach Zjednoczonych i na świecie, wcale nie ubyło. Po pierwsze, S&P500 przebił poprzedni rekord o zaledwie setne części procenta. Po drugie, uczynił to w samej końcówce sesji i przy niezbyt wielkim obrocie. Po trzecie, trwająca nieprzerwanie od dziesięciu sesji zwyżka "prosi się" korekty. Po czwarte, cała trwająca od 9 lutego fala wzrostowa, która przyniosła zwyżkę indeksu o prawie 100 punktów, czyli o 9%, musiała poważnie nadwyrężyć siły byków i z pewnością skłania coraz bardziej liczne grono inwestorów do realizacji zysków i pozbywania się akcji.

Po piąte, ryzyko kupowania akcji w tym momencie wydaje się zbyt duże, co w poważnym stopniu ogranicza siłę popytu a więc i perspektywę wzrostu. Po szóste, nie widać raczej zbyt poważnych powodów fundamentalnych do inwestowania w akcje, bo globalna i większość lokalnych gospodarek, z amerykańską włącznie, nie tryska siłą. Po siódme, zagrożeń nie brakuje, poczynając od obaw o nawrót recesji, o którym mówi coraz większy zastęp ekonomicznych i rynkowych guru, po pewne jak w banku zbliżające się zaostrzenie polityki pieniężnej. Po ósme, wszystkie wcześniej wymienione argumenty i obawy, przemawiają za- kontynuacją hossy. Taka bowiem bywa natura rynków, że zwyżka karmi się strachem a emocje rozmijają się z racjonalnymi argumentami i pchają notowania w takim kierunku, którego nikt się nie spodziewa.

Zagrożeń i wątpliwości nie brakuje

.

Z jednej strony, amerykańscy ekonomiści podwyższyli prognozę wzrostu gospodarki w tym roku z 3 do 3,1%, z drugiej zaś obniżyli swoje przewidywania na przyszły rok z 3,1 do 3%. Mówiąc szczerze, ta precyzja jest porażająca, szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę jakim wielkim agregatem jest PKB i jak "zgrubnie" się go szacuje. Niemniej jednak wnioski są proste: w tym roku będzie nieco lepiej, w przyszłym już nie tak bardzo. W lutym deficyt budżetowy Stanów Zjednoczonych wyniósł 221 mld dolarów i był najwyższy w historii. Jeśli finansowy świat bał się tak bardzo kłopotów Grecji, to by nie zwariować po informacjach płynących z USA, powinien po prostu ich nie zauważać. I tak też wydaje się robić. Martwić będziemy się później. Nouriel Rubini, Kasandra ostatniego kryzysu, przepowiada, że rośnie ryzyko podwójnego dna recesji, a w najlepszym razie amerykańska gospodarka przejdzie recesję w formie litery U. Dane gospodarcze są słabe, zagrożenia zdecydowanie wzrosną, gdy

w drugiej połowie roku wygasną rządowe programy stymulacyjne.

Rosną zastępy ekspertów i rynkowych guru, przepowiadających przynajmniej głębszą korektę na amerykańskim parkiecie. Na razie nikt się tym nie przejmuje. Ma rosnąć i rośnie. Tymczasem David Rosenberg, były główny ekonomista Merrill Lynch, zwraca uwagę, że wskaźnik ceny do zysku na akcję od kilku miesięcy utrzymuje się powyżej 20, podczas gdy historyczna średnia wynosi nieco ponad 16. Akcje są więc ewidentnie zbyt drogie i zdaniem Rosenberga S&P500 jest przewartościowany o 26%. Rynki widziały już jednak nie takie przewartościowanie. Podobnego zdania jest Marc Faber, który uważa, że jeśli zwyżka S&P500 doprowadzi indeks do poziomu 1200 punktów, to prawdopodobna jest co najmniej 20% korekta w dół.

Azja

Na rynkach azjatyckich sytuacja robi się coraz bardziej interesująca. Tydzień na plusie kończą indeksy wszystkich giełd, za wyjątkiem chińskiej. Po ponad 3% zwyżkowały wskaźniki w Indonezji i Singapurze. W Hong Kongu wzrost sięgał 2%. Pozostałe giełdy szły w górę po około 1 proc. Liderem wzrostów okazał się jednak japoński Nikkei. Zwiększył on swoją wartość aż o 3,7%. Po silnej korekcie spadkowej, trwającej od połowy stycznia do połowy lutego, wskaźnik wyraźnie odrabia straty a dynamika wzrostu w ostatnich dniach jest imponująca. Do styczniowego szczytu pozostało mu jeszcze tylko 2%, ale trudno się spodziewać, by dotarł do niego w najbliższym czasie, bez ostudzenia emocji i przynajmniej niewielkiego odpoczynku. Japońska gospodarka wciąż nie wygląda na kwitnącą. W minionym tygodniu zweryfikowano w dół dynamikę wzrostu PKB za ostatni kwartał ubiegłego roku. Okazało się, że wzrósł on o 0,9% a nie o 1,1%, jak się spodziewano. W porównaniu do 2008 r. wzrost sięgał 3,8%, jednak spodziewano się zwyżki o 4,6%. Produkcja przemysłowa w styczniu zwiększyła się o 18,5% w porównaniu do stycznia ubiegłego roku. Inwestorzy patrzą jednak przede wszystkim na perspektywy gospodarki, a te zależą od siły japońskiej waluty. Im słabszy jen, tym lepsze nastroje na giełdzie, bo jest wówczas szansa na zwiększenie eksportu i poprawę sytuacji firm sprzedających swoje wyroby za granicę. Rząd będzie się starał zrobić wszystko, by utrzymać kurs waluty na niskim poziomie i pobudzać popyt wewnętrzny. W piątek pojawiły się pogłoski o planach wprowadzenia kolejnego, wartego 110 mld dolarów pakietu zasilającego banki i zachęcającego w ten sposób do pobudzenia akcji kredytowej.

W zupełnie innym kierunku zmierza sytuacja w Chinach. Shanghai B-Share stracił w tym tygodniu na wartości 1,8% a Shanghai Composite zniżkował o 0,6%. Po kilkutygodniowej stabilizacji, indeksy znów kierują się w dół. Na razie sygnały nie są zbyt niepokojące, jednak jeśli sytuacja wkrótce się nie poprawi, możemy być świadkami spadków, sięgających nawet 6%. Ruch w górę, w kierunku szczytu z połowy stycznia, położonego o 6,5% wyżej, jest raczej mało prawdopodobny. Bardzo dobre dane gospodarcze, jakie opublikowane zostały w tym tygodniu, spowodowały bowiem wzrost obaw przed dalszym zaostrzaniem polityki pieniężnej.

Tym razem można się spodziewać podwyżki stóp procentowych. Produkcja przemysłowa w styczniu zwiększyła się w porównaniu do pierwszego miesiąca ubiegłego roku aż o 20,7% i był to najbardziej dynamiczny wzrost od pięciu lat. W lutym po raz kolejny zanotowano gwałtowny wzrost eksportu i importu. Eksport zwiększył się o 46% a import o 45%.

W styczniu import skoczył aż o 86%. Nawet, jak na "chińskiego smoka" to liczby zbyt imponujące, by nie wzbudzały niepokoju. Tym bardziej, że wciąż zwiększa się zagrożenie inflacją. W lutym wyniosła ona 2,7% i szybko zbliża się do wyznaczonego przez Ludowy Bank Chin celu inflacyjnego na poziomie 3%. Obawy przed podwyżkami stóp procentowych są więc coraz większe i coraz bardziej uzasadnione. To zaś wyraźnie widać na giełdzie.

Prognozy na przyszły tydzień

Hossa na giełdach trwa i trudno z tym faktem dyskutować. Można się cieszyć, można się bać, że zaraz się skończy. Nie sposób przewidzieć dalszego kierunku ruchu indeksów. Wszystko przemawia przynajmniej za krótkotrwałą korektą. Obawy o losy kontynuacji wzrostów są jednak coraz bardziej poważne. Być może do głosu dojdą dopiero za kilka tygodni. Nie można ich jednak bagatelizować. Posiadacze akcji wciąż są w bardziej komfortowej sytuacji, niż ci, którzy mają chęć dopiero je kupić.

Roman Przasnyski Główny Analityk Gold Finance

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »