Reklama

Skutecznie służyć Polsce

Konieczne jest powszechne przekonanie, że kapitał ma narodowość. Z tego twierdzenia wypływać musi naczelne zadanie ochrony własnego, polskiego kapitału w spółkach, zwłaszcza jeśli chodzi o obszary strategiczne dla bezpieczeństwa państwa - mówi były minister skarbu państwa Dawid Jackiewicz, i wyjaśnia filozofię zarządzania majątkiem narodowym.

Reklama

Maciej Wośko: To, że ministerstwo skarbu nie jest już potrzebne - wiemy. Rada Ministrów przyjęła uchwałę w sprawie reformy zarządzania mieniem skarbu państwa i niedługo resort zostanie zlikwidowany. Moje pytanie jest następujące: czy to ministerstwo było potrzebne kiedykolwiek?

Dawid Jackiewicz, minister skarbu państwa: - W kształcie, w jakim je zastałem, z pewnością od wielu lat - nie. To nie było żadne ministerstwo skarbu, tylko ministerstwo pospiesznej i byle jakiej prywatyzacji. Resort działał bardzo źle. I to nie tylko dlatego, że kolejni ministrowie pracowali fatalnie, o czym się przekonaliśmy m.in. przygotowując audyt.

Nie za ostro?

- Nie. Ale nie będę już wracał do stylu pracy poprzedników i wielu nieprawidłowości, które są badane przez prokuraturę. Wierzę, że ten styl nigdy nie wróci, a właściwe instytucje rzetelnie zbadają dostarczone przez nas materiały. Chcę się skupić na kwestiach strukturalnych i prawnych, które sprawiały, że Ministerstwo Skarbu Państwa było niewydolne i nieskuteczne. Proszę sobie wyobrazić, że wszystkie zadania spoczywające na resorcie są rozproszone w 44 ustawach, 17 rozporządzeniach i 10 upoważnieniach. Nikt wcześniej nie podjął wysiłku, aby uporządkować ten obszar, choć zgodnie z art. 218 Konstytucji RP - powinna zostać uchwalona ustawa regulująca zasady nadzoru nad majątkiem skarbu państwa. Tymczasem wciąż funkcjonował prawny chaos w tej materii.

Dlaczego?

- Nie wiem. Mogę się domyślać, że ten chaos był dla niektórych wygodny, bo rozmywał kompetencje i odpowiedzialność. Wiem, że w takich warunkach trudno było o profesjonalny nadzór. Do tego dochodził brak jakiejkolwiek spójnej strategii dla spółek, które mają przecież jednego właściciela - Polaków. Przyznam, że już przed laty byłem zszokowany brakiem takiego dokumentu. Zamiast systemu naczyń połączonych mieliśmy kilka czy kilkanaście udzielnych księstw, często zwalczających się czy zawiązujących koalicje przeciwko ministrowi skarbu. Zupełnie chora sytuacja. U źródeł naszej koncepcji, wedle której wraz z końcem roku ministerstwo skarbu zakończy działalność, leżały też bardziej, nazwijmy to tak, prozaiczne przyczyny. Ten resort jest molochem, zatrudnia wielką liczbę urzędników, w niektórych wypadkach staje się organizmem niemal niesterowalnym. Trzeba było z tym skończyć, więc kończymy.

Co dalej? Kiedy można spodziewać się powołania nowego bytu, który będzie nadzorował państwowy majątek w spółkach?

- Nad nową koncepcją nadzoru pracuję od pierwszego dnia w ministerstwie. Myślę, że już niebawem będę mógł ostatecznie powiedzieć, jaką przyjmie on formę. W planie ogólnym mówimy o przewartościowaniu wizji tego, czym ten nadzór być powinien. A więc przede wszystkim - powinien być nowoczesny i profesjonalny. Na pewno nowy podmiot nie będzie wyłącznie strażnikiem prawidłowo wypełnianych tabel, ale partnerem dla spółek. Wymagającym partnerem. Reforma ma też wymiar techniczny. Zależy mi, by powstała oszczędna struktura, maksymalnie sprawna w działaniu. Nie stać nas bowiem na straty czasu i energii, a te zjawiska występują zawsze, gdy nadmiernie rozbuduje się procedury.

W ostatnich miesiącach przekazywał pan poszczególne spółki, z gigantami takimi jak Orlen czy Lotos na czele, pod nadzór właściwych merytorycznie resortów. Co będzie nadzorował nowy holding czy, wedle innej wersji, agencja państwowa powstała po likwidacji Ministerstwa Skarbu Państwa?

- W nadzorze skarbu państwa wciąż pozostaje obecnie blisko 400 podmiotów. To bardzo różne przedsiębiorstwa - od dużych, dobrze sobie radzących spółek, po podmioty w likwidacji lub upadłości i tzw. resztówki, gdzie mamy 1-5 proc. akcji. Musimy przewidzieć i zaplanować przyszłość każdej z nich, poruszając się w bardzo różnych obszarach, jeżeli chodzi o skalę działalności, możliwości i stopień naszego zaangażowania w przedsiębiorstwo. Dotyczy to oczywiście także spółek likwidowanych, bo ich majątek wciąż można efektywnie wykorzystać.

Mówi pan o "nowej filozofii" zarządzania publicznym majątkiem. Na czym ta filozofia polega?

- To myślenie opiera się na kilku filarach. Po pierwsze - konieczne jest powszechne przekonanie, że kapitał ma narodowość. Z tego twierdzenia wypływać musi naczelne zadanie ochrony własnego, polskiego kapitału w spółkach, zwłaszcza jeśli chodzi o obszary strategiczne dla bezpieczeństwa państwa. Dlatego właśnie m.in. uzupełniliśmy ustawę o kontroli niektórych inwestycji, co dało podstawę do stworzenia listy podmiotów wymagających szczególnej ochrony. Mówię tu oczywiście o KGHM i o Azotach. Co oczywiste, nie praktykujemy też i nie będziemy praktykowali pospiesznych, nieprzemyślanych prywatyzacji spółek.

Takich jak Polski Holding Nieruchomości?

- Dobry przykład. Podjąłem decyzję, by ostatecznie wycofać się z prywatyzacji przez giełdę, jakiej chciał minister Mikołaj Budzanowski. PHN posiada w swoim portfelu ok. 140 nieruchomości i 700 ha gruntów w Warszawie, Poznaniu, Trójmieście czy we Wrocławiu. Zamiast wypuszczać taki skarb z ręki - będziemy stawiali na jego rozbudowę i ekspansję. Szykowana jest wielka ofensywa inwestycyjna PHN. W najbliższych dwóch latach spółka chce rozpocząć kilkanaście dużych projektów, budując biurowce czy magazyny. PHN rozpoczął w tym zakresie intensywną współpracę z innymi spółkami skarbu państwa.

Wróćmy do pytania o filozofię. Mówi pan często o przejrzystości w zarządzaniu majątkiem skarbu państwa.

- Tak, to kolejny element, którym chcemy się różnić od poprzedników. Chodzi o przejrzystość we wszystkich wymiarach, od procedur zarządczych przez prezentację kondycji spółek, po kwestie związane z zakupami czy przetargami. Jednym z wymiarów budzących, i słusznie, największe zainteresowanie społeczne, jest system wynagradzania kadry zarządzającej. Archaiczna, dająca pole do nadużyć "ustawa kominowa" została więc zastąpiona nowymi, sprawiedliwymi, przejrzystymi zasadami wynagradzania zarządów i rad nadzorczych. I jest jeszcze kwestia z mojego punktu widzenia najważniejsza: współpraca. Jeśli państwowe spółki chcą myśleć o ekspansji zagranicznej, a jest to jeden ze strategicznych celów rządu, muszą działać razem. To standard w rozwiniętych krajach i my musimy jak najszybciej implementować ten - oparty o współdziałanie - paradygmat u nas.

Pan otwiera spółki na współpracę w bardzo zdecydowany sposób. Podobno ciągle wzywa pan do siebie menedżerów, zamyka ich w jednym pomieszczeniu i nie wypuszcza, dopóki nie wymyślą i nie uzgodnią metod kooperacji...

- Straszny jestem, prawda? (śmiech) Oczywiście pański opis tych spotkań jest mocno przesadzony. Po pierwsze nie ciągle, tylko raz na jakiś czas. Po drugie nie wzywam, tylko zapraszam. Po trzecie, prezesi i menedżerowie spółek skarbu państwa sami chcą się ze sobą, w większym gronie, spotykać. Chcą, bo wiedzą, że idąc w jednym kierunku, działając synergicznie, łatwiej będzie im realizować swoje plany i pomnażać wartość przedsiębiorstw. A więc tak, potwierdzam, spotkania się odbywają, a ja im z dumą patronuję. Zachęcam spółki do przedstawiania pomysłów, do dzielenia się know-how. I bardzo się cieszę, że ta nowa filozofia współpracy w zarządzaniu publicznym majątkiem przynosi znaczące efekty.

Na przykład?

- O, przykłady można mnożyć bardzo długo. Zacznę od Grupy Azoty, która w kwietniu podpisała umowę na dostawy gazu ziemnego do spółek w Tarnowie, Puławach, Policach, Kędzierzynie-Koźlu i Grzybowie. Kontrakt jest ważny do września 2019 r., a jego wartość to około 3,3 mld zł. Azoty przedłużyły też, w czerwcu br., dwuletni kontrakt z PKP Cargo, na mocy którego przewozić będą ponad 4 mln ton produktów nawozowych i chemicznych dla spółek z Grupy. Współpraca narodowych czempionów powinna odbywać się w oparciu o dwa filary: rachunek ekonomiczny oraz patriotyzm gospodarczy. I tak właśnie dzieje się w tym przypadku.

PGNiG współpracuje z Orlen Upstream w kontekście poszukiwań węglowodorów w Polsce. Jak szeroki jest ten projekt?

- Chodzi o znalezienie nowych źródeł węglowodorów. Dotychczasowa współpraca spółek objęła działania na kilkunastu koncesjach, między innymi w rejonie Basenu Pomorskiego, Karpat, a także, od niedawna, Bieszczad. W tej chwili trwają prace nad udokumentowaniem i zagospodarowaniem kolejnych dwóch złóż w Wielkopolsce. PGNiG pracuje także z Lotosem, te dwie spółki mają udziały w złożu Vale na szelfie kontynentalnym, wspólnie badają również możliwości koncesji lądowych w województwach warmińsko-mazurskim i zachodniopomorskim. Z tego, co wiem, wykonane tam zostały już zdjęcia sejsmiczne, planowane są poszukiwawcze odwierty.

Wróćmy na chwilę do Polskiego Holdingu Nieruchomości, o którym mówił pan w kontekście zatrzymanej prywatyzacji. Na czym polega współpraca PHN z KGHM?

- Uściślijmy: współpraca dotyczy PHN i KGHM TFI. W lipcu podpisany został list intencyjny dotyczący budowy dwóch nowoczesnych budynków klasy A w centrum Wrocławia. Umowa powinna być gotowa jeszcze we wrześniu, potem trzeba będzie poczekać między innymi na zgodę UOKiK. Fundusz inwestycyjny zapewni środki na realizację projektu, Polski Holding Nieruchomości zwiększy swoje portfolio i poprawi wyniki, KGHM TFI będzie profitentem sukcesu. Tak właśnie wyobrażam sobie wykorzystanie oraz pomnażanie własnego kapitału i zatrzymywanie go w rodzimym krwiobiegu gospodarczym.

Mówił pan wielokrotnie, że państwowe spółki powinny korzystać z usług polskich instytucji finansowych, naszych ubezpieczycieli.

- Tak i będę to powtarzał do znudzenia. Francuskie firmy, nie tylko państwowe, mają konta we francuskich bankach. Niemieckie spółki, nie tylko kontrolowane przez państwo, korzystają z usług niemieckich ubezpieczycieli. A polskie spółki skarbu państwa miewały konta u Hiszpanów, zaś polisy ubezpieczeniowe u Niemców. Z uznaniem przyjąłem więc na przykład projekt PZU polegający na powołaniu Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych. Na marginesie dodam, że bardzo podoba mi się system ubezpieczeń wzajemnych, który w Europie stanowi około 40 proc. rynku i z radością przyjąłem informację, że na czele AMICE, czyli organizacji skupiających europejskie towarzystwa, stanął Polak, Grzegorz Buczkowski. TUW PZU zaczyna od ubezpieczania spółek skarbu państwa, dając im uczciwą ofertę skrojoną na miarę. Planujemy, że w przyszłości będzie ubezpieczał także gminy czy szpitale. Działalność TUW już przynosi rezultaty, PZU zwiększa udziały rynkowe, szczególnie w obszarze ubezpieczeń majątkowych.

Mocno zaangażował się pan w stworzenie Polskiej Fundacji Narodowej, która ma promować naszą gospodarkę. Pomysł spotkał się ze sporą krytyką, a najczęstszym stwierdzeniem jest: "przecież to nic nie da".

- Da, jestem o tym przekonany. Stanie się to dzięki profesjonalnym metodom działania Fundacji, która będzie korzystała z usług najlepszych specjalistów. Korzystamy przy tym z efektu skali: razem możemy zrobić więcej, niż są w stanie dokonać pojedyncze firmy. Spółki skarbu państwa ufundowały to przedsięwzięcie, będące uzupełnieniem dla działań podmiotów rządowych, ponieważ wierzą, że dobry wizerunek Polski i polskiej gospodarki za granicą przyniesie im wymierne korzyści. Tymczasem ten wizerunek jest podkopywany przez naszych przeciwników politycznych, co niesie ze sobą określone skutki - na szczęście nie tak istotne, jak niektórym pewnie by się marzyło.

Dbałość o wizerunek jest zrozumiała, wszyscy chcemy być lubiani i poważani, ale w jaki sposób przełoży się to bezpośrednio na wyniki spółek-fundatorów?

- Posłużę się przykładem PGE. Dla tej spółki transparentna polityka informacyjna i budowanie długoterminowego zaufania są kluczowe w kontaktach z zagranicznymi inwestorami dłużnymi. Inwestorzy ci mają sfinansować działania liczone w dziesiątkach milionów złotych. Muszą mieć więc nie tylko prawdziwy obraz firmy, ale też dostęp do rzetelnych, atrakcyjnie podanych informacji na temat Polski, stanu naszej gospodarki, realny, a nie odbity w krzywym zwierciadle obraz stosunków społecznych panujących w naszym kraju.

By tak było, trzeba nie tylko reagować na kłamstwa rozpowszechniane obecnie w przestrzeni publicznej, ale też pracowicie obalać budowane długimi latami mity. Jednym z nich, by pozostać przy energetyce, jest ten głoszący, iż Polska jest "trucicielem Europy". A przecież wcale nim nie jesteśmy. Mamy więcej odnawialnych źródeł energii niż Dania, uznawana za europejskiego lidera w tej dziedzinie. Od 1989 r. obniżyliśmy emisję CO2 o 30 proc. przy jednoczesnym siedmiokrotnym wzroście PKB! Nikt inny nie ma takich osiągnięć w tej materii. Trzeba się tym chwalić i Fundacja, w umiejętny sposób, się tym zajmie.

Czy Polska Fundacja Narodowa będzie zajmować się także działalnością lobbingową? Eksperci zgodnym chórem powtarzają, że wszyscy mają "swoich" lobbystów, tylko nie my...

- Jako były europoseł mogę coś, niestety, o tym powiedzieć. W Brukseli głos naszego biznesu był i jest zdecydowanie zbyt słabo słyszalny. Gdyby było inaczej, polski rząd nie musiałby teraz szykować się do ponownych negocjacji na temat limitów emisji CO2 dla energetyki na lata 2012-2030. Obecny kształt tych rozwiązań może wpłynąć na ceny prądu, a w konsekwencji - na konkurencyjność naszej gospodarki. Fundacja ma przełamać swoisty imposybilizm także na polu lobbingu.

Nasza rozmowa to pewnie jedna z ostatnich okazji, gdy możemy się do pana zwracać: panie ministrze. Zgodnie z uchwałą Rady Ministrów resort będzie działał jedynie do końca roku. Jakie są pańskie dalsze plany?

- O szczegółach dotyczących najbliższych miesięcy nie chciałbym jeszcze mówić. Mój plan jest zaś niezmienny od lat: w dalszym ciągu będę służyć Polsce, z całych sił i najlepiej jak potrafię. Bez względu na to, gdzie będę. I to nie zmieni się w styczniu, za rok czy za 15 lat.

Roymawia Maciej Wośko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »