Reklama

2021: Przejściowy rok w finansach publicznych

Czy rząd ma jakiś plan dla finansów publicznych na ten rok? - zachodzą w głowę ekonomiści. - Powinno to wynikać z ustawy budżetowej, którą parę dni temu przyjął Senat. Ale to z niej nie wynika - twierdzi dyrektor Klubu Odpowiedzialnych Finansów przy Europejskim Kongresie Finansowym Ludwik Kotecki. Rok 2021 nazywa okresem "przejściowym".

 

Reklama

Finanse publiczne w czasie pandemii to zagadka, nad którą głowią się ekonomiści. Co się z nimi stało? Po wybuchu epidemii w zeszłym roku rząd postanowił znowelizować budżet państwa i zaplanował w nim deficyt w wysokości 109,3 mld zł. Na wszelki wypadek, gdyby musiał ponieść ogromne koszty związane z pandemią.   

- Ogłoszona w sierpniu zeszłoroczna nowelizacja była nadmiarowa. Podniesienie deficytu o prawie 110 mld zł było nie do zrealizowania - mówił Ludwik Kotecki. 

Choć wirus wciąż szleje, a wydatki publiczne na wspomaganie gospodarki w czasie pandemii wyniosły już ok. 200 mld zł, deficyt budżetu państwa po listopadzie wyniósł zaledwie 13,2 mld zł (na koniec roku - jak powiedział Interii minister finansów Tadeusz Kościński - deficyt wyniósł poniżej 90 mld zł). 

Dlaczego jest tak dobrze, skoro jest tak źle?

 Zamiast wydawać pieniądze z budżetu, rząd postanowił, że pieniądze z różnych "tarcz" będą wydawane przez Polski Fundusz Rozwoju, Bank Gospodarstwa Krajowego i specjalnie powołany do tego "fundusz covidowy". Słowem będą to instytucje wchodzące w skład całego sektora instytucji rządowych i samorządowych, ale nie mające wpływu na stan finansów budżetu centralnego. Ale deficyt finansów publicznych w 2020 roku rząd zaplanował w niebotycznej wysokości 12 proc. PKB, choć ostatecznie - według MF - wyniesie poniżej 10 proc. PKB.

  Po drugie, budżet został zaplanowany tak, że lwia część niezrealizowanych w zeszłym roku wydatków przechodzi na kolejny, czyli na ten rok. Kościński w wywiadzie dla Interii powiedział: - To kwota 11,6 mld zł przyjęta w rozporządzeniu Rady Ministrów. Oprócz tego w nowelizacji budżetu na 2020 przewidziano wpłatę 26,5 mld zł do Funduszu Solidarnościowego na realizację jego zadań czyli m.in. na wypłatę 13. i 14. emerytury oraz 12 mld zł wpłaty do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych jako bufor ograniczający ryzyka systemowe.

 A na ten rok i tak rząd zaplanował deficyt w wysokości 82 mld zł. - Rząd połączył deficyt zeszłoroczny, żeby stworzyć sobie duże pole dla wydatków w 2021 roku. Reguła (fiskalna) mówi, że połowę (ubiegłorocznych wydatków) można w tym roku zrealizować nie patrząc na limity z reguły. To jest raczej podyktowanie nie konkretnym planem gospodarczym ale obawą przed ryzykami, których nie znamy, jak np. "trzecia fala", czy też tym, co może zdarzyć się jesienią. Na to wszystko została ogromna rezerwa wydatkowa - mówił Ludwik Kotecki.

 Przypomnijmy, że reguła fiskalna, która mówi o tym, jak należy planować wydatki, kiedy dług publiczny przekracza dopuszczalne limity, została w zeszłym roku "zawieszona". Rząd zaproponował równocześnie mechanizm jej stopniowego odwieszania, czyli przechodzenia do stabilnej polityki budżetowej.

 Zabawa w detektywa

Ten rok, z powodu wielu ryzyk związanych z rozwojem pandemii nie będzie jednak jeszcze okresem powrotu do stabilności w finansach publicznych - uważa Ludwik Kotecki. 

- Zgodnie z tym, co uważa Komisja Europejska, rok 2021 będzie przejściowy. Jeżeli nie będzie mutacji (wirusa) i szczepionka będzie działać, KE zacznie wymagać stopniowego powrotu do dyscypliny (finansów publicznych) - mówił były wiceminister finansów.

  Jego zdaniem, problem polega na tym, że z budżetu państwa nie można wyczytać żadnych planów rządu ani dotyczących polityki gospodarczej ani polityki fiskalnej. Sytuacja wygląda trochę tak, jakby ktoś miał w domu spory... nieporządek, także jeśli chodzi o panowanie nad pieniędzmi. Powiedzmy, ze kilka stówek schował bieliźniarki, parę włożył do szuflady, w której trzyma sztućce, a kilka ukrył w szafce na buty. 

- Boję się, że rząd sam może się pogubić, gdzie ma pieniądze - mówił Ludwik Kotecki.

- Przejrzystość finansów publicznych to bardzo ważny temat. Dziś trzeba mieć detektywistyczne zacięcie, żeby zbudować obraz finansów publicznych. Nie mówiąc już o tym, że parlament nie ma nad nimi kontroli, bo poza budżet zostały wyprowadzone bardzo duże środki, realizowane w instytucjach, które nie są objęte budżetem - dodał.

- Okazało się, że dzisiejsze ramy fiskalne są dziurawe i można je omijać i to na dużą skalę.

Rząd powinien przedyskutować z ekonomistami, jak poprawić regułę wydatkową (...) Wracając do normalności będziemy musieli wracać do przejrzystości - powiedział. 

Jak wyjść z kryzysowej sytuacji?

Czy w tej sytuacji, rząd zapanuje nad konsolidacją finansów publicznych, która już może w przyszłym roku będzie musiała nastąpić?  

- Sądzę, że konsolidacja już będzie w głowach. Widzimy, że niektóre podatki (np. podatek cukrowy - red.) nie są wprowadzone przypadkowo. Są już wprowadzane z myślą, żeby nie wszystko weszło równocześnie w 2022 roku - mówił Ludwik Kotecki.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Zdaniem Ludwika Koteckiego, nie widać też na razie planu gospodarczego na okres wychodzenia gospodarki z pandemicznego kryzysu.

- Nie widać planu. Przestrzeń została wygenerowana wydatkami covidowymi i rząd z niej korzysta. Brakuje wiedzy, co do zamierzeń gospodarczych rządu. Są ogólne zapowiedzi - polityka nowego ładu, program inwestycji... Ale inwestycji nie widać. Brakuje konkretów - podsumował Ludwik Kotecki.

Jacek Ramotowski

Dowiedz się więcej na temat: makroekonomia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »