Reklama

3 tys. zł - tyle można wyżebrać?

Ludzie żebrzący na ulicach niechętnie mówią o zarobkach, nie wspominając o rekordach opłacalności. Gazecie Finansowej udało się jednak zorientować w wysokości zarobków w tej "branży".

Reklama

Ile?

Reklama

"Kiedyś w ciągu jednego dnia zarobiłem 500 zł" - wyznaje skrzypek grający w tramwajach. "Jak jest słaby dzień, zarabiamy kilkadziesiąt złotych. Jak lepszy, to ponad stówę"- twierdzi chłopak zbierający w duecie z kolegą. Większość zbierających na ulicach unika jednak odpowiedzi. "Żeby można się napić, zjeść i zapalić. Tak po ludzku" - tłumaczy pan Edzio pilnujący aut na jednym ze śródmiejskich parkingów w Warszawie.

Przeciętny "zbieracz" może w ciągu miesiąca zarobić ok. 1000-1500 zł jeśli "jest kiepsko", a od 2 do 3 tys. zł, gdy "idzie dobrze". Osiągają te dochody pracując oczywiście tylko 5 dni w tygodniu. Bezrobotni zatrudnieni przy oczyszczaniu miasta mogą liczyć na miesięczną pensję w wysokości 600 zł. To, jakby nie liczyć, połowa jałmużny z "kiepskich dni".

Gdzie i kiedy?

Samo żebractwo nie jest w Polsce przestępstwem. Za wykroczenie uznaje się nakłanianie małoletniego do żebrania oraz nachalne żebranie w miejscach publicznych. W praktyce oznacza to, że sprawców można jedynie pouczyć lub ukarać mandatem kredytowym. "Kiedy patrol odjeżdża, żebrzący powracają, lub przenoszą się w inne miejsce" - twierdzi Adam Godlewski ze Straży Miejskiej w Warszawie. Najbardziej "mobilni" z krakowskich żebraków mają nawet kilka "strategicznych" miejsc w zależności od pory dnia. Wiadomo, że rano jest lepiej posiedzieć w okolicach dworca, a po południu - na Rynku albo w okolicach Wawelu.

Pieniądze dają przede wszystkim ludzie niezamożni, raczej starsi. Darczyńcami "mnicha" z Rynku Starego Miasta w Warszawie są dodatkowo dzieci, które chcą zrobić z nim zdjęcie. Odmawiają z reguły ludzie bogaci.

Na wino, samochody i domy

Nie należy mieć złudzeń: większość osób stojących na ulicach zbiera na kolejne piwo bądź wino. Niektórzy robią to z czystej biedy. Ale są i tacy, którzy z żebrania uczynili świetnie prosperujący biznes. Jak podaje "Wprost", do jednego z krakowskich banków przychodzi co kilka dni "żebrząca staruszka", która uzbierała już na koncie 60 tys. zł na mieszkanie dla córki. W Białymstoku jedna ze staruszek posiada okazały dom, a do "pracy" dowożą ją samochodem synowie.

Sposób na życie

Eksperci wyliczyli, że żebraniem lub włóczęgostwem trudni się ok. 1 proc. każdego społeczeństwa, bez względu na jego zamożność, kulturę bądź mentalność. Motorem działania bywają życiowa konieczność, ale i pokusa łatwego zysku. Niektórzy jednak nie potrafią po prostu żyć inaczej. Iwan Awramowicz, rodowity Serb, miał 110 lat, posługiwał się 7 językami, a w ciągu 100 lat włóczęgi odwiedził ponad 50 krajów, gdy serbska policja zatrzymała go na szosie w kierunku Macedonii. Szedł przed siebie i mówił, że jest wolny i szczęśliwy.

Dowiedz się więcej na temat: Warszawa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »