Reklama

Amerykański pas rdzy wciąż czeka na nowe życie

Pas rdzy - w czasach świetności gospodarcze serce Ameryki, dziś krwawiące i rozpaczliwie krzyczące o nowe życie. Donald Trump zawiódł jego mieszkańców, którym cztery lata temu obiecał wielką repatriację amerykańskiego przemysłu. Za to m.in. zapłacił przegraną w pojedynku o drugą kadencję.

Stany Zjednoczone zawsze były krajem kontrastów. W dziesięcioleciach po drugiej wojnie światowej różnice ekonomiczne udało się zmniejszyć dzięki wysokiemu wskaźnikowi migracji. Kapitał z graniczącego z Kanadą tzw. pasa rdzy chętnie przenosił się do cieplejszego miejsca w obrębie tzw. pasa słońca i zubożałe Południe wzbogaciło się z rozwojem przemysłu. Znaczna część populacji Afroamerykanów odpłynęła z kolei na Północ. Migracja była siłą napędową amerykańskiego sukcesu gospodarczego. Fakt, że jej wskaźniki znacznie spadły w ciągu ostatniego ćwierćwiecza, nie pozostaje bez wpływu na możliwości realizacji wzrostu gospodarczego.

Zardzewiały przemysł

Reklama

Określenie "pas rdzy" odnosi się do stanów okalających region Wielkich Jezior na północnym zachodzie: Illinois, Indiana, Michigan, Ohio, Pensylwania, Wirginia Zachodnia i Wisconsin. Na początku XX w. były to prosperujące ośrodki górnictwa węgla kamiennego, hutnictwa, przemysłu ciężkiego i lekkiego. Ich los odmienił się w wyniku recesji w latach 70. oraz na skutek wzrostu konkurencji zagranicznej. Potem było już tylko gorzej, gdyż w miarę postępu technologicznego następowała automatyzacja produkcji i redukcja zatrudnienia. Przede wszystkim jednak gospodarka oparta na przemyśle ustępowała gospodarce opartej na usługach, pozostawiając smutną spuściznę w postaci nieczynnych, rdzewiejących (stąd: pas rdzy) hal produkcyjnych i magazynów. A temu, co przetrwało, dobijający cios wymierzyła ekspansja gospodarcza Chin, które w pierwszej dekadzie XXI w. szturmem wdarły się do globalnych łańcuchów wartości, od przemysłu stalowego po tekstylny.

Rzeczywistość pasa rdzy w sposób symboliczny oddaje historia Detroit, niegdyś bogatego i tętniącego życiem ośrodka przemysłowego, siedziby amerykańskich koncernów motoryzacyjnych: Forda, General Motors i Chryslera. Na przestrzeni 70 lat populacja miasta zmalała o niemal 65 proc. O skali upadku świadczy fakt, że Detroit było zmuszone w 2013 r. ogłosić niewypłacalność i oddać się w zarząd komisaryczny. Ostatecznie wierzyciele wyrazili zgodę na redukcję długu o 7 mld dol., dzięki czemu miasto odzyskało kontrolę nad swoimi finansami.

W pasie rdzy ludzie od lat borykają się z bezrobociem, ubóstwem i uzależnieniami, a średnia życia jest niższa niż w innych częściach USA. W postindustrialnej Ameryce kapitał ma niewielką motywację do relokacji na obszary o niskich płacach. Wysoko wykwalifikowani pracownicy przenoszą się do prosperujących miast na wschodnim i zachodnim wybrzeżu, co jeszcze bardziej pozbawia wrażliwe regiony kapitału ludzkiego, który mógłby przyczynić się do ich regeneracji. Odkąd globalizacja otworzyła przed fabrykantami azjatyckie rynki z tanią siłą roboczą, przemysł jest w permanentnym kryzysie.

Dowiedz się więcej na temat: USA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »