Reklama

Amerykański pomysł na zachętę do szczepienia się

Koszty nieosiągnięcia "odporności stadnej" mogą być dużo większe niż ewentualne miliardy wydane na motywację sceptyków. Dlatego warto rozważyć nawet płacenie 1000 dol. na osobę za zaszczepienie się - takie rozwiązanie proponuje na stronach internetowych Brookings Institutions Robert Litan, badacz w tym ośrodku.

Wiadomo, że żeby zapobiec rozprzestrzenianiu się koronawirusa duża część z nas musi zostać zaszczepiona, by całe społeczeństwo uzyskało faktyczną "odporność stadną". Polega ona na tym, że wirus zaczyna stopniowo wymierać, ponieważ trafia na odpornych i brakuje mu ludzkich "żywicieli", na których mógłby żerować. Dopiero, gdy się tak stanie, możemy wrócić do normalnego życia rodzinnego, do nauki, iść na imprezy sportowe i koncerty, pełną parą będzie mogła ruszyć działalność usługowa i gospodarcza.

Reklama

Jaka populacja powinna zostać zaszczepiona, żeby społeczeństwo nabyło "odporności stadnej" (czy też "odporności zbiorowiska, populacyjnej, grupowej")? Epidemiolodzy szacują, że próg minimum, nie gwarantujący jeszcze sukcesu w zwalczaniu pandemii koronawirusa, to 60 proc. Wynik 60-70 proc. podaje Michael Osterholm, profesor Uniwersytetu Minnesota, członek zespołu doradczego prezydenta-elekta Joe Bidena do spraw wirusa.

Ale niektórzy naukowcy twierdzą, że bezpieczeństwo gwarantowałoby dopiero 80-90 proc. "wszczepienia" populacji. Bo trzeba wziąć pod uwagę, że żadna szczepionka nie jest w 100 proc. produktywna, a skuteczność obecnie wprowadzonej Pfizera i BioNTech wynosi 95 proc.

W przypadku koronawirusa tego "progu" nie znamy, ale według danych Państwowego Zakładu Higieny "próg bezpieczeństwa" w przypadku innych chorób zakaźnych, jak odra wynosi aż 95 proc., dla krztuśca szacowany jest na  92-94 proc., dla błonicy i różyczki - 83-86 proc., a dla świnki - 75-86 proc.

Sondaże w USA pokazują, że gotowość społeczna do poddania się szczepieniu rośnie. Jeszcze dwa miesiące temu deklarowało ją 40-50 proc. pytanych. To zdecydowanie za mało, dla osiągnięcia "progu bezpieczeństwa" przez populację. Obecnie sondaże mówią o gotowości zaszczepienia się przez 60 proc. Amerykanów.

Wciąż trochę mało, zważywszy, że sondaże pokazują też, iż 5-10 proc. społeczeństwa USA to "antyszczepionkowcy", którzy - jak można przypuszczać - będą prowadzić z mediach społecznościowych kampanię dezinformacyjną i zniechęcać innych do przyjęcia szczepionki. Nie wykluczone, że powstanie "luka szczepień". Warto więc wydać miliardy dolarów, żeby ją zasypać - twierdzi Robert Litan. Alternatywa w postaci wprowadzenia obowiązku szczepień mogłaby wywołać zbyt silny opór społeczny.

" (...) istnieje znaczna niepewność co do tego, czy nawet przy silnej publicznej kampanii edukacyjnej wskaźnik szczepień zapewni prawdziwą ogólnokrajową odporność stadną" - pisze Robert Litan.

"Płatności (za szczepienie) nadal zasługują na rozważenie jako plan B (...), który byłby na wszelki wypadek" - dodaje.

"Plan B" miałby zostać wprowadzony nie od razu, ale wtedy, gdy okaże się, że powstała "luka wszczepienia". Ci, którzy zaszczepią się dobrowolnie i bez motywacji finansowej pozwoliliby zgromadzić dowody, iż ryzyko związane z przyjęciem szczepionki jest minimalne. 

Jedno ukłucie igłą, za trzy tygodnie drugie, oba nie bardziej dotkliwe niż ugryzienie komara. Płatności za szczepienie byłyby także realizowane w dwóch dawkach. Za pierwsze ukłucie zaszczepiony dostawałby 200 dolarów, żeby była silna motywacja do przyjęcia drugiego zastrzyku. Za drugi "strzał" po trzech tygodniach wypłacano by kolejne 800 dol.

"Zakładając, że 75 proc. Amerykanów przyjmie szczepionkę, oznacza to początkowy koszt około 50 miliardów dolarów, a następnie około 200 miliardów dolarów" - napisał Robert Litan i dodał, że z punktu widzenia ekonomicznego to znacznie mniejsze pieniądze niż wydawane na programy mające ratować pogrążoną w lockdownie gospodarkę.

"Uważam, że większość Amerykanów i firm zgodzi się, że korzyści płynące z szybszego przywrócenia gospodarki i naszego społeczeństwa do normalnego stanu są warte poniesionych kosztów" - dodał.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Płacenie za szczepienie to pomysł, który nie pojawił się nagle. Jego autorem wraz z Robertem Litanem jest Greg Mankiw, szef doradców ekonomicznych prezydenta George’a W. Busha. Propozycja ta w środowiskach opiniotwórczych i ekonomicznych USA jest dyskutowana, opowiedzieli się za nią m.in. Paul Romer, laureat Nagrody Nobla z 2018 roku i Steven Levitt, współautor bestsellera "Freakonomics", profesor Uniwersytetu w Chicago. Została omówiona w połowie grudnia przez "New York Times".

Ale my nie żyjemy w Ameryce. W Polsce przeciwko grypie szczepi się w sezonie zaledwie 4 proc. społeczeństwa, co plasuje nas na jednym z ostatnich miejsc w Europie. Z badania Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i ARC Rynek i Opinia  przeprowadzonego w połowie grudnia wynika, że tylko 17 proc. Polaków zamierza się zaszczepić przeciwko wirusowi tak szybko jak to będzie możliwe, a 23 proc. - "po jakimś czasie". To sporo za mało by myśleć o "odporności stadnej", tym bardziej, że 38 proc. badanych nie zamierza się szczepić w ogóle, w tym 34 proc. twierdzi, że nic by ich nie przekonało do zaszczepienia się.

Jacek Ramotowski

***
Trwa wielka loteria na 20-lecie Interii! 

Weź udział i wygraj! Każdego dnia czeka ponad 20 000 złotych - kliknij i sprawdź

***

Dowiedz się więcej na temat: koronawirus | COVID19 | szczepionka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »