Reklama

Analiza Interii. Z iloma kryzysami musi się zmierzyć Joe Biden?

Kryzys zdrowotny? Oczywiście, szaleje pandemia. Kryzys gospodarczy podąża za nią w ślad. Okazało się jednak 6 stycznia, że USA przechodzą równocześnie kryzys społeczny, polityczny i ustrojowy. Z nimi wszystkimi musi się zmierzyć 46. prezydent Joe Biden.

Jeśli ktoś widział kiedyś katastroficzną hollywoodzką superprodukcję "Trzęsienie ziemi", pamięta na pewno scenę, kiedy pęka tama, a woda z potężnego zbiornika ma zatopić całe Los Angeles. Teraz nie o jedno miasto chodzi, ale o całe Stany Zjednoczone. A prezydent Joe Biden, jak inżynier Stewart Graff, musi łatać pękającą w niezliczonych miejscach tamę.

Gdzie tama pęka najmocniej?

Reklama

Wydawało się, że niemal wszystko wiemy, bo o porażkach poprzedniej administracji w zarządzaniu krajem, gospodarką i relacjami międzynarodowymi napisano już biblioteki. Nic z tego. Problemów jest o wiele więcej i są jeszcze bardziej fundamentalne.

Fatalnie zarządzana na szczeblu federalnym walka z pandemią, polityka gospodarcza sprzyjająca ochronie interesów wielkich korporacji, napięcia społeczne spowodowane narastającymi od dekad nierównościami nagle pogłębione z powodu lockdownu i skoku bezrobocia, system ochrony zdrowia nastawiony na leczenie bogatych, segregacyjny system edukacji - to zidentyfikowane już najmocniejsze pęknięcia w obszarze spraw wewnętrznych. A do tego dochodzi pogarszająca się pozycja międzynarodowa USA. 

Tak sytuacja prezydenta-elekta wyglądała od listopadowych wyborów do 6 stycznia, kiedy to niezamierzający ustąpić po przegranej Donald Trump podłożył pod tę tamę bombę. Zrobił to zachęcając swoich zwolenników do inwazji na Kapitol 6 stycznia. Ameryka nie została tak upokorzona od 11 września 2001 roku, gdy "świątynię demokracji" dewastowali ludzie-bizony. 

Obrona demokracji, jej instytucji, i ich pracy na rzecz obywateli, a być może nawet zapobieżenie wojnie domowej będzie prawdopodobnie dla Joe Bidena pilniejszym wyzwaniem niż walka z pandemią, nieudolnie i chaotycznie prowadzona przez poprzednią administrację. To niezwykle skomplikowane wyzwanie, bo są powody by się obawiać, że "atak na Kapitol" był tylko pierwszą bitwą w wojnie domowej, jaką rozpoczęły białe elity o utrzymanie swego stanu posiadania.

Okazuje się, że podobne incydenty nie należały do rzadkości w historii USA, a miały bardzo podobny mechanizm. Jeffrey Sachs, profesor Uniwersytetu Columbia (30 lat temu współautor polskich reform gospodarczych) uważa, że szturm zwolenników Donalda Trumpa na Kapitol wpisuje się w historię wielu zdarzeń polegających na tym, że biali suprematyści mobilizują tłum do przemocy w celu obrony swojej uprzywilejowanej pozycji. Do takich ekscesów dochodziło kilkukrotnie w XIX i w XX wieku, np. kiedy Afroamerykanie próbowali głosować, Indianie - chronić swoje tereny łowieckie i zasoby naturalne, a meksykańscy robotnicy rolni domagali się bezpieczeństwa pracy.  

"W całej historii Ameryki większość wypadków przemocy tłumu nie była spazmatyczną eksplozją oddolnego protestu, ale strukturalną przemocą z góry, podżeganą przez białych polityków żerujących na lękach, nienawiści i ignorancji białej podklasy (...) ta (...) przemoc ze strony tłumu od ponad 150 lat stanowi kluczowy element obrony hierarchicznego społeczeństwa przez klasę wyższą białej Ameryki" - napisał Jeffrey Sachs na stronach Project Syndicate.  

"Podżeganie do przemocy tłumu wobec osób kolorowych jest zazwyczaj sposobem, w jaki bogaci biali kanalizują frustrację biednych białych. Nie jest to taktyka specyficznie trumpowska, ale jest to najstarsza sztuczka w amerykańskiej encyklopedii politycznej. Chcesz wprowadzić regresywną obniżkę podatków dla bogatych? Wystarczy powiedzieć białym żyjącym w trudnych warunkach ekonomicznych, że Czarni, Muzułmanie i imigranci przybywają, by narzucić im socjalizm" - dodał.

Noblista Joseph Stiglitz zwraca z kolei uwagę, że silne poparcie Republikanów dla Donalda Trumpa w poprzednich wyborach oraz przez całą jego kadencję może oznaczać, iż partia ta zamierza reprezentować interesy elit biznesowych uciekając się do metod antydemokratycznych. Nie będzie się przy ty brzydzić sojuszy z ekstremistami - religijnymi fundamentalistami, białymi suprematystami i nacjonalistycznymi populistami.

"Wielu z nich skorzystało na cięciu podatków dla korporacji i bogatych, łagodzeniu przepisów środowiskowych i mianowaniu przyjaznych biznesowi sędziów, którzy wiedzieli, że zawierają pakt z diabłem" - napisał Joseph Stiglitz.

Pandemia i gospodarka

Niemniej pilna dla nowego prezydenta jest rzecz jasna walka z pandemią. W USA koronawirus rozprzestrzenia się najszybciej na świecie. Do tej pory zachorowało tam ponad 24 mln osób, a 400 tys. zmarło. Joe Biden zaraz po wyborach jako pierwszy zespół w sztabie prezydenta-elekta powołał ten do walki z pandemią. Dodajmy, że walka z pandemią za Donalda Trumpa praktycznie nie była zarządzana na szczeblu federalnym.

Joe Biden zapowiedział już, że planuje nowy program finansowy na walkę z pandemią o wartości 1,9 biliona dolarów. Stan gospodarki to kolejna dziura w tamie. Dochodzi do tego rosnące bezrobocie, wynoszące w grudniu 6,7 proc., a więc niemal dwa razy tyle, ile w lutym zeszłego roku, przed wybuchem pandemii, choć dwa razy niższe niż po wybuchu pierwszej fali.   

DJIA

31 496,30 +572,16 1,85% akt.: 05.03.2021, 22:10
  • Otwarcie 31 195,24
  • Max 31 580,33
  • Min 30 766,81
  • Wartość odniesienia 30 924,14
  • Godziny otwarcia 15:30 - 22:00
Zobacz również: NASDAQ Internet FTSE MIB ALL ORDS

Być może powrót do reformy ochrony zdrowia i ubezpieczeń zdrowotnych (zdewastowanej przez Donalda Trumpa) nie będzie pierwszą i najpilniejszą decyzją nowej administracji, ale konieczną zwłaszcza w świetle tego, jakie słabości systemu odsłoniła pandemia. Podobnie będzie konieczna reforma systemu edukacji i nastawienie go na wyrównywanie szans, zamiast na segregację od najmłodszych lat życia.

I tu wracamy do dziury w tamie powstałej 6 stycznia. Jeśli trafnie przypuszczają Jeffrey Sachs i Joseph Stiglitz, że atak na Kapitol był tylko pierwszym gestem potrząsania bronią przez białe elity, administracji amerykańskiej piekielnie trudno będzie przebudować system podatkowy i znaleźć trwałe źródła finansowania dla wspomagania gospodarki w czasie pandemii, po wyjściu z niej, oraz dla reform.

I nie chodzi tu wcale o polityczną większość, którą Joe Biden będzie miał zarówno w Izbie Reprezentantów, jak też w Senacie. Chodzi o to, że przeciwnicy zmian mogą trwale odwoływać się do przemocy.

Chińska pogoń

W jaki sposób Joe Biden zmieni politykę migracyjną? To kolejne bardzo ważne dla USA pytanie, na które odpowiedzi będzie szukać nowa administracja. Migration Policy Institute obliczył niedawno, że jedna niewielka zmiana dotycząca zaostrzenia przez administrację Donalda Trumpa polityki wydawania nieimigracyjnych wiz pracowniczych przyniosłaby amerykańskiej gospodarce w "normalnych" czasach straty rzędu 100 mld dolarów. W ten sposób przez minione cztery lata USA straciły wiele. Najwięcej prawdopodobnie na "wojnach handlowych" z Chinami.

Pozycja międzynarodowa USA to spory obszar spękanej przez ostatnie cztery lata tamy, przez którą przecieka woda. Najważniejsze i strategiczne w długim terminie będzie zajęcie pozycji właśnie wobec Chin. Analitycy spraw międzynarodowych zwracają uwagę - potrzebne jest wykonanie ogromnej pracy dla wzajemnego zrozumienia priorytetów i swoich interesów.    

Chiny gonią USA, a najnowsze analizy pokazują, że mogą stać się największa gospodarką świata jeszcze przed 2030 rokiem. Stephen Roach, profesor Uniwersytetu Yale i były główny ekonomista globalnego banku inwestycyjnego Morgan Stanley zwraca uwagę, że pandemia to już drugi z kolei kryzys, który gospodarkę USA powalił na kolana, a chińską ledwo drasnął. I twierdzi, że wynika to z różnicy w jakości zarządzania kryzysem.

Im słabsze będą gospodarczo USA, im bardziej wyraźna będzie różnica w prędkościach rozwoju dwóch olbrzymów, tym trudniejszy będzie powrót do stabilizacji w stosunkach tych państw. Wywołane przez Donalda Trumpa "wojny handlowe" wepchnęły mocarstwa na kolizyjny kurs i muszą teraz z niego zejść.

Ale Chiny to dla USA niejedyne wyzwanie. Atak hakerski na urzędy administracji zauważony w grudniu, prawdopodobnie sterowany przez Rosję pokazuje, że nie zamierza ona rezygnować z globalnej rywalizacji. Zmiana polityki USA wobec Rosji po spolegliwej postawie poprzedniej administracji jest wciąż jedną z najciekawszych zagadek ewolucji międzynarodowego układu sił i wpływu, jaki będą na niego miały USA.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Prócz Chin i Rosji czekają Joe Bidena wyzwania związane ze stosunkami z Iranem, Koreą Północną, a także z Unią Europejską. Administracja poprzednika zrobiła wiele, by pchać Unię w kierunku dezintegracji. Wbrew pozorom USA mogą zrobić dużo, by dać Unii impuls do wzmacniania jedności.

Mogą to zrobić poprzez swój udział w tworzeniu wspólnych, transatlantyckich reguł gry wobec międzynarodowego handlu, inwestycji, przepływów kapitałowych, opodatkowania i rajów podatkowych, technologii, sprawiedliwości społecznej i poszanowania prawa. Wyzwaniem dla USA, które zadłużyły się już najbardziej od II wojny światowej, będzie pomoc dla najuboższych krajów i wspieranie ich odbudowy po pandemii.

Jacek Ramotowski

Dowiedz się więcej na temat: Joe Biden | USA | gospodarka światowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »