Reklama

Bezpieczeństwo energetyczne: Znaczenie Polski w regionie powinno rosnąć

Z jednej strony Unia Europejska z pakietami klimatycznymi, z drugiej Rosja ze swoim gazociągiem Nord Stream 2 w tle, a pośrodku Polska poszukująca energetycznej równowagi. Czy działanie w podobnym środowisku ma wpływ na bezpieczeństwo energetyczne kraju, czy utworzenie Polskiej Grupy Górniczej naprawi rodzime górnictwo i dlaczego import ropy i gazu nie jest już problemem - tłumaczy w rozmowie z Interią dr Dominik Smyrgała z Collegium Civitas.

Interia.pl: Mając na uwadze bezpieczeństwo energetyczne kraju, co jest dzisiaj najważniejsze?

Reklama

Dr Dominik Smyrgała: - Zdecydowanie rozwój segmentu energoelektrycznego, który jest obecnie przestarzały i nieefektywny. Zarówno potrzeby modernizacji i rozbudowy linii przesyłowych, mało efektywne, przestarzałe bloki energetyczne, jak i nośnik energii, z którego wytwarzana jest w Polsce elektryczność są dzisiaj głównym problemem.

- Wyzwaniem dla kraju - co wyszło dobrze w zeszłe wakacje, gdy został w Polsce ogłoszony przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne 20 stopień zasilania, czyli de facto blackout - jest zapewnienie pewnych dostaw energii. Trzeba zwrócić uwagę na nośnik energii w kraju, którym pozostaje węgiel, w szczególności w kontekście unijnych pakietów energetyczno-klimatycznych i rozwoju rynku energii odnawialnej. Oprócz tego problemem jest przyłączona do systemu moc elektroenergetyczna, nie tyle w ujęciu nominalnym, ale rzeczywista w danym momencie, np. w trudnych warunkach, przy wysokiej temperaturze i braku wody. Rok 2015 udowodnił, że jest z tym w Polsce ogromny problem. W tle - o czym warto pamiętać - wciąż nierozwiązane są kwestie z kopalniami.

Czyli rynek ropy i gazu schodzi jakby na drugi plan?

- W moim odczuciu ropa nie jest problemem od bardzo dawna. Mamy całkowicie zglobalizowany rynek, nadpodaż surowca. Wiadomo, że taniej jest przesyłać "czarne złoto" za pomocą rurociągu, ale nie jest to dzisiaj jedyna możliwość importu ropy do Polski. W ostatnich latach zdywersyfikowano rynek dostaw, uniezależniając się od jednego dostawcy. Działa naftoport, do którego może płynąć ropa z Arabii Saudyjskiej czy Iranu.

- Także rynek gazu w ostatnim czasie przeszedł istotną transformację. Wybudowano wiele interkonektorów, dających możliwość rewersu (infrastruktura umożliwiająca przesłanie gazu ziemnego pomiędzy państwami, czyli np. transgraniczny obrót pomiędzy Niemicami a Polską - red.). Niedługo też rusza terminal LNG w Świnoujściu, który będzie w stanie odebrać i regazyfikować do 5 mld metr. sześc. gazu rocznie.

Głównym nośnikiem energii w Polsce jest węgiel, a według zapowiedzi płynących ze strony rządu zostanie nim jeszcze przez bardzo długi okres. Jednakże, jak to pogodzić z problemami całego sektora... 26 kwietnia 2016 r. doszło do zawiązania Polskiej Grupy Górniczej, która zaczęła działać 1 maja. Rozwiąże to w jakimś stopniu trudności rodzimego górnictwa?

- Jest taka szansa, ale reforma nie może przebiegać w ten sam sposób, jak wcześniej, że najpierw organizowana jest zbiórka na ratowanie górnictwa, zapowiadana kolejna transformacja, następnie ograniczenie bądź ukrycie w umiejętny sposób długów. To nie zadziałało. Pomimo licznych prób dotychczasowy system naprawczy nie sprawdził się. Pomimo dofinansowania, umorzeń po pewnym czasie znowu wszystko wracało do punktu wyjścia, czyli problemów z płynnością, trudności z wypłatami, realizacją zobowiązań, itp. Reforma górnictwa poza zmianą obowiązującej dzisiaj konstrukcji wymaga także przeprowadzenie konkretnych działań zarządczych w spółkach i kopalniach.

Jest nadzieja, że do tego dojdzie?

- Część nieefektywnych modeli zarządczych została wyłapana podczas audytu, którego wyniki odnośnie do Kompanii Węglowej zostały zaprezentowane w połowie marca. Jeżeli dojdzie do faktycznej i przemyślanej realizacji projektów naprawczych w oparciu o rzeczywistą eliminację problemu, to reforma może przynieść oczekiwane skutki. W moim odczuciu nie trzeba wydobywać 75 mln ton węgla rocznie. Można mniej, ale o wyższej jakości i przy niższych kosztach. Przede wszystkim trzeba skupić się na części kosztowej, by w ogóle myśleć o rentowności sektora.

Nie stąpamy po polu minowym poprzez zaangażowanie energetyki w górnictwo. Alians ma w pewnym stopniu uzasadnienie, ale w razie niepowodzenia - jeden sektor ciągnie drugi w problemy...

- Oczywiście za potencjalne problemy zapłaci w rachunku za prąd podatnik. Natomiast rozwiązania mogą być różne. Tak naprawdę są to kwestie indywidualne, być może nawet na poziomie poszczególnej kopalni. Można sobie wyobrazić holding pionowy, który kontroluje cały łańcuch produkcji od dołu do góry. To pewnego rodzaju forma, by utrzymać ogniwo nierentowne (kopalnie) przez ogniwo przynoszące przychody (energetyka). Ważne żeby mechanizm poszukiwania racjonalizacji kosztów na jakimś etapie w końcu się pojawił. W przypadku bezpieczeństwa energetycznego musimy pamiętać o tym, że cena prądu, która jest uwzględniona w rachunku klienta czy cena sprzedawanego węgla - to wszystko konsekwencja bardzo długiego łańcucha produkcji.

Z drugiej strony pojawia się pytanie ile jeszcze będziemy mogli z węgla korzystać?

- Presja z zewnątrz, i nie ma co tego ukrywać, jest ogromna. Jeszcze istotniejsze dzisiaj wydaje się, czy ten model węglowy będzie wystarczający przy wzroście zapotrzebowania na elektryczność.

Postanowienia paryskie to jedna strona medalu. Druga to nowe technologie i innowacyjne podejście do węgla, w tym sposoby na jego gazyfikację np. bezpośrednio pod ziemią.

- Nie jest to jedyna technologia, która w przypadku węgla jest brana pod uwagę. Rzeczywiście istnieje możliwość gazowania węgla pod ziemią, ale także: gazowanie węgla na powierzchni, a w przypadku ciepłownictwa, w szczególności tzw. niskiej emisji (budynki indywidualne) dyskutowane jest wykorzystanie "błękitnego węgla", oczyszczonego, nie emitujący szkodliwych gazów podczas spalania (W Instytucie Chemicznej Przeróbki Węgla w Zabrzu są prowadzone badania nad tym rozwiązaniem.).

- Można sobie wyobrazić ogniwa węglowe osiągające wyższą sprawność i wykorzystujące sole węglanowe. Wszystko jednak jest na razie drogie, zbyt drogie. Naukowcy z MIT twierdzą, że odkryli metodę spalania węgla przy wykorzystaniu odpowiednich katalizatorów, dzięki czemu redukcja emisji spada o 60 proc. Technologie są różne, tylko która z nich okaże się możliwa do wprowadzenia? Najważniejsza jest opłacalność.

Zwrócił Pan uwagę na ważną sprawę - efektywność ekonomiczną. Jest z tym problem jeśli chodzi o górnictwo, uwzględniając np. globalne ceny węgla. Krajowy surowiec przez koszt wydobycia staje się niekonkurencyjny przy imporcie.

- Jest to rzeczywiście prawda, trzeba jednak zwrócić uwagę na trzy istotne aspekty z czego podobny stan wynika, dlaczego koszt jest tak wysoki. W wyciągu z audytu, który poszedł w informacji prasowej, wynika, że stan zagospodarowania ścian w polskim górnictwie wynosi 60 proc. Oznacza to, że wykorzystanie sprzętu i ludzi też wynosi 60 proc. Wniosek jest taki, że na którymś etapie z jakiejś przyczyny otwarto zbyt dużo ścian. Jest to jeden z powodów wpływających na koszty. Kolejną rzeczą jest stan, w którym "wysokie koszty wydobycia" nie odstraszają zagranicznych inwestorów: australijskich czy niemieckich. Technologicznie, organizacyjnie, zarządczo jesteśmy nieefektywni w niektórych ogniwach wydobycia, dlatego się to nie opłaca. Wygląda zatem na to, że zagraniczni inwestorzy traktują sektor za dochodowy, inaczej nie mówiłoby się o inwestycjach, a polskie kopalnie trzeba zamykać ze względu na długi. W latach 2007-2014 w KW nastąpił bardzo wysoki koszt ogólnego zarządu i kosztów sprzedaży. Już wtedy, gdyby zaoszczędzono można by na ich podstawie przeprowadzić część restrukturyzacji, która zachodzi teraz. Możliwe, że bylibyśmy w zupełnie innym miejscu z górnictwem.

Pozostaje także kwestia braku wyraźnych zmian po stronie kosztów pracowniczych.

- Stopień uzwiązkowienia w negocjacjach redukcyjnych na pewno nie pomaga. Nie wrzucałbym jednak wszystkich związków górniczych do jednego worka. W różnych, branżowo specjalizowanych związkach zawodowych, np. ratowników górniczych, czy innej specjalistycznej profesji związek zawodowy, jest czymś zupełnie innym, niż duża związkowa centrala. Po drugie - problemem jest sposób wynagradzania górników, mocno archaiczny. Wystarczy wspomnieć o trzynastkach, czternastkach, sposobie organizacji posiłków regeneracyjnych, które muszą w górnictwie funkcjonować.

PGG, która ruszyła 1 maja jest w Pana odczuciu programem testowym? Możemy oczekiwać, że kolejne zmiany dotkną KHW i JSW?

- Na pewno PGG będzie najistotniejsza, bo jest największa. W pozostałych spółkach górniczych mamy jednak inną skalę problemu. Wcześniej też pojawiały się pomysły na ich naprawę. Trzeba poczekać na wyniki pilotażowego programu, co znów będzie podstawą dla działań w innych spółkach.

Z jednej strony Unia Europejska z pakietami klimatycznymi, z drugiej Rosja ze swoim gazociągiem Nord Stream 2. Przywódcy Czech, Polski, Słowacji, Węgier, Litwy, Łotwy, Estonii, Danii, Norwegii, Islandii, Szwecji i Finlandii krytykują pomysł budowy nowego gazociągu. Francja i Niemcy jednak forsują inwestycję. Równolegle do tego, rząd Polski chce budować Baltic Pipe. W czerwcu ma ruszyć terminal LNG. Działają wspomniane już interkonektory. Nie cichnie jednak odgórny przekaz, że jest jeszcze nie do końca dobrze i trzeba wciąż szukać nowych źródeł.

- W przypadku Nord Stream 2 i Baltic Pipe wchodzi w grę jeszcze jeden element. Rynek energii w UE będzie podzielony na regiony. Polska w tej chwili znalazła się razem z Niemcami, Czechami, Słowakami we wspólnym, regionalnym rynku energii. Dla tych regionów muszą być przygotowywane rozwiązania na sytuację kryzysową, rozbudowa infrastruktury bardziej bądź mniej ważnej i istotnej z perspektywy bezpieczeństwa energetyczne, dywersyfikacja dostaw i źródeł surowców. W przypadku, gdyby Polska, jak i cały region, zostali tylko z Nord Stream o ogromnej przepustowości, i pomijając polityczne uwarunkowania tego gazociągu mającego na celu ominięcie Ukrainy - to sami pozbawilibyśmy się alternatyw na inne kierunki dostaw w sytuacjach awaryjnych i byli podatni na kaprysy głównego dostawcy.

Znaczenie Polski może energetycznie wzrastać w związku z realizacją ww. projektów?

- Baltic Pipe i terminal LNG dają podstawy sądzić, że Polska istotnie zyska energetycznie. Będzie to znacząca poprawa bezpieczeństwa i znaczenia strategicznego Polski w regionie. Mamy wydobycie własne zapewniające ok. 5 mld metr. sześc. Resztę sprowadzamy, przy czym terminal w Świnoujściu ma zapewnić kolejne 5 mld metr. sześc. Jesteśmy w zupełnie innej sytuacji niż kilka lat temu i to zarówno ze względu na bilans energetyczny, jak i doświadczenia z koncernami energetycznymi na zachodzie Europy. Pojawiają się tezy, że Polska może zabezpieczyć gazowo państwa w regionie i jest w tym wiele prawdy.

Rozmawiał Bartosz Bednarz

- - - -

dr Dominik Smyrgała - obecnie adiunkt w Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Zrównoważonego Rozwoju, kierownik studiów podyplomowych "Bezpieczeństwo energetyczne: państwo, samorząd, biznes" Collegium Civitas, oraz członek zarządu Fundacji Inicjatyw Bezpieczeństwo-Rozwój-Energia FIBRE. Pomysłodawca kursu Szkoła Analizy Sektora Energetycznego, którego zadaniem jest stworzenie trwałej podstawy kształcenia młodych profesjonalistów w zakresie energetyki oraz identyfikowanie najbardziej utalentowanych z nich. Celem szkolenia jest opracowanie bazy kompetentnych osób, które mogłyby uczestniczyć w kształtowaniu polityki energetycznej państwa w przyszłości. Kolejna, druga edycja kursu przewidziana jest na jesień.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »