Reklama

Bezpieczne wybory. Nie tylko służby w gotowości

Od 10 października, od godz. 00.01, aż do 14 października do 23.59, obowiązuje na terenie całego kraju alert BRAVO-CRP.

Zarządzenie o wprowadzeniu drugiego stopnia alarmowego (z czterech, najwyższy to delta) podpisał we wtorek premier Mateusz Morawiecki. Powodem są zbliżające się wybory do Sejmu i Senatu (13 października).

Reklama

Wprowadzenie drugiego stopnia alarmowego to m.in. wzmożone monitorowanie stanu bezpieczeństwa systemów teleinformatycznych administracji publicznej i infrastruktury krytycznej, a także monitorowanie i weryfikowanie czy nie doszło do naruszenia bezpieczeństwa komunikacji elektronicznej. - To standardowa procedura podwyższonej gotowości różnych służb i instytucji. Wybory są świętem demokracji, ale wymagają też zwiększonej czujności, żeby nie doszło do zakłóceń - mówi Interii Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

Bezpieczeństwo podczas wyborów nie jest uzależnione jedynie od działania służb, ale również czujności obywateli, którzy powinni zgłaszać wszelkie niepokojące sytuacje lub zdarzenia. Dotyczy to również internetu i szeroko rozumianego zjawiska dezinformacji.

Problemem, na co zwraca uwagę NASK, jest niska świadomość Polaków odnośnie do tego, co jest informacją rzetelną, a co nie. Państwowy Instytut Badawczy zadał ankietowanym siedem pytań, prosząc o ocenę: czy dane zdanie jest faktem, czy opinią. Wyniki badania wskazują na stosunkowo niskie kompetencje polskich internautów w zakresie rozróżniania faktów od opinii. Tylko 4,5 proc. badanych potrafiło prawidłowo rozróżnić fakt od opinii we wszystkich 7 pytaniach testowych (6 na 7 poprawnych odpowiedzi wskazało 8.8 proc., a 5 na 7 - 17,5 proc., 4 na 7 - 25,1 proc.). Natomiast 44,0 proc. ankietowanych rozpoznało poprawnie, które zdanie jest opinia?, a które faktem, tylko w 3 na 7 przypadków. To problem o tyle poważny, że w sieci publikować może praktycznie każdy. Łatwo też ze względu na wielość treści i miejsc do ich prezentowania trafić na te nieprawdziwe, spreparowane lub pomijające kluczowe dla pełnego obrazu szczegóły. I nie chodzi już tylko o sieci społecznościowe, ale również strony internetowe, blogi lub komunikatory.

- Dezinformacja wywiera wpływ na wszystkie dziedziny naszego życia. Zwłaszcza w dobie trwającej cyfrowej rewolucji, zjawisko to osiągnęło niewyobrażalną wcześniej skalę - tłumaczy Krzysztof Silicki, zastępca dyrektora NASK.

Jak definiować dezinformację? - Często różne definicje wokół manipulowania, szerzenia propagandy są utożsamiane z dezinformacją. Mówimy o tym, że dezinformacja, którą na pewno należy się interesować i przeciwdziałać, to informacja, która jest w jakimś zakresie nieprawdziwa, szeroko rozpowszechniona i nakierowana na powodowanie pewnych reakcji społecznych na ogromną skalę. Pojedyncza nieprawda wynikająca z niewiedzy użytkownika, to nie jest jeszcze ta skala, którą koniecznie trzeba się zająć. W przypadku takich wydarzeń jak wybory to skala dezinformacji rośnie - mówi Silicki.

Co robić, jeśli w sieci natrafimy na przykłady dezinformacji? Czarny PR, hejt, mowa nienawiści, spreparowane zdjęcia, fakenewsy - to wszystko możemy zgłaszać. Podczas kampanii wyborczej warto być szczególnie czujnym, jeśli chodzi o szkodliwe zjawiska w internecie. Tak samo zresztą jak w dniu ciszy wyborczej i w dniu decyzji, gdy Polacy pójdą do wyborczych urn. Zgłoszenia nadużyć związanych z bezpieczeństwem użytkowników sieci przyjmuje zespół CERT Polska w Państwowym Instytucie Badawczym NASK. W sprawach dezinformacji - najprościej jednak wejść na stronę bezpiecznewybory.pl, gdzie w kilku krokach można zgłosić potencjalnie szkodliwe lub naruszające bezpieczeństwo treści.

- Portal bezpiecznewybory.pl, to narzędzie, które ma edukować, ale jest też miejscem, gdzie można i trzeba zgłaszać nieprawidłowości. Jeśli jakakolwiek treść spotkana w internecie jest groźna, a przede wszystkim fałszywa, to trzeba ją zgłaszać. Walka z dezinformacją to jest wyzwanie. Mamy coraz więcej narzędzi, które pozwalają nam kontrolować i monitorować to zjawisko - mówił niedawno w rozmowie z Interią Zagórski.

Skala nieprawdziwych informacji (fake news) rośnie w ważnych społecznie, politycznie, gospodarczo momentach. Jednym z nich są właśnie wybory. Większość internautów (63,9 proc.) dostrzega zjawisko dezinformacji w internecie mającej na celu wpływanie na wynik wyborów demokratycznych w Polsce - piszą autorzy badania "Bezpieczne wybory. Badanie o (dez)informacji w sieci", przygotowanego przez PIB NASK. Ponad połowa spotkała się ze zjawiskiem dezinformacji. Manipulację w sieci dostrzega prawie co czwarty internauta. To nie tylko fake news (29,9 proc.), ale również trolling (15,6 proc.) i fałszywe konto internetowe (14,9 proc.).

- Interesuje nas, jak w obecnym świecie cyfrowym określać, definiować zjawisko dezinformacji, jak je monitorować i przeciwdziałać. Jego skala jest coraz większa - tłumaczy Silicki. Dodaje, że internet z samej swojej natury pozbawiony sztywnych regulacji dopuszcza różne modele biznesowe i są one realizowane przez określone podmioty, które są kreatorem pewnego podejścia czy regulacji, chociażby w obszarze zbierania danych lub tworzenia baniek informacyjnych wokół pewnych społeczności i platform. - Bez monitorowania nie jesteśmy w stanie jako społeczeństwo czy cywilizacja określić skali zjawisk, a z drugiej strony internet nie lub monitorowania. To nie jest łatwy temat i wymaga społecznego przyzwolenia na pewne podejście do wspólnej walki z takimi zjawiskami jak dezinformacja w cyberprzestrzeni - wyjaśnia Silicki.

mk

Dowiedz się więcej na temat: wybory

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »