Reklama

Były minister finansów: Warto w konstytucji powiązać limit długu z kosztami pandemii

Kto zapłaci - to z grubsza wiadomo. Podatnicy we wszystkich państwach, które na walkę ze skutkami gospodarczymi pandemii zaciągnęły niebotyczne długi. Ale w jaki sposób, i kiedy - nikt tego jeszcze nie wie. O to będzie prawdopodobnie największy spór - ekonomistów i polityków - w niedalekiej przyszłości. I potrwa przez najbliższe lata.

- W tym kryzysie nie było dylematów czy państwa powinny wydawać, czy się zadłużać, czy zawieszać reguły fiskalne w Unii - mówił podczas VIII Kongresu Makroekonomicznego zorganizowanego przez studentów SGH były minister finansów i członek Europejskiej Rady Budżetowej Mateusz Szczurek.

Reklama

- Ale podobnie jak w 2010 czy 2011 roku przyjdzie moment decyzji co dalej robić z bardzo podwyższonym długiem publicznym. Czy pamiętać o granicy 60 proc. z Traktatu z Maastricht i jak szybko do niej wracać - dodał.

Zawieszone reguły fiskalne

Po wybuchu pandemii zupełnie inaczej niż po poprzednich kryzysach (globalnym kryzysie finansowym z lat 2007-2009 i kryzysie zadłużenia w strefie euro z lat 2010-2012) wszystkie państwa Unii zgodnie doszły do wniosku, że dla podtrzymania "zamrożonej" gospodarki z powodu kryzysu zdrowotnego potrzebne są wielkie wydatki ze strony władz publicznych, finansowane wzrostem zadłużenia. Komisja Europejska zawiesiła traktatowe reguły dotyczące wielkości długu i deficytu.

Rządom pomogły w tym banki centralne, które obniżyły stopy procentowe "do zera" co spowodowało, że zadłużanie się jest dla rządów tanie. Natychmiast postanowiły też kupować rządowe obligacje, by rynki nie zostały zalane ich nadmiarem.

Ale można się spodziewać, że pandemia minie. Czy wtedy rządy podejmą poszanowanie od zmniejszaniu długu, do jakich rozmiarów, i w jakim terminie?
- Oby ten moment refleksji przyszedł jak najszybciej - mówił Mateusz Szczurek.
- Najlepiej byłoby na początku przyszłego roku mieć pojęcie co będzie dalej - dodał.

Piotr Arak mówi jednak, że nie przewiduje by dyskusja o sposobach, oraz o powrocie do wcześniejszych pułapów długu mogła rozpocząć się szybko. Oczekuje, że niektóre branże, jak np. lotnicza, nie dojdą do siebie po pandemii jeszcze przez kilka lat, a w tym okresie rządy będą je wspomagać i dalej się zadłużać.  

- W 2021 roku przy drugiej, a potem przy trzeciej fali nadal będą konieczne punktowe działania. Potem będą sektory, które nie powrócą do normalności w ciągu 4-5 lat (...) W średnim terminie będą reperkusje dla pewnych sektorów i w związku z nimi będą koszty. To ogranicza perspektywę momentu, kiedy możemy powiedzieć, że następuje redukcja długu - powiedział.

- Dopiero potem będzie ścieżka schodzenia - dodał.

Mateusz Szczurek mówi, że Europejska Rada Budżetowa proponuje urealnienie traktatowej "kotwicy" długu w relacji do PKB i uzależnienie tej wielkości od kraju. Ocenia, że np. w przypadku Włoch osiągnięcie 60 proc. długu w relacji do PKB w ciągu 20 lat jest nierealne.

- Skoro reguła jest niewykonalna można ją albo ignorować, albo udawać, że reguły nie ma, albo umówić się ścieżkę łagodniejszą, ale realną do osiągnięcia. Nie mówię o poluzowaniu reguł, czy ich usunięciu, tylko o obronie reguł, bo w przeciwnym wypadku będą one abstrakcyjne i ignorowane - powiedział.

A co z Polską?

Ekonomiści uważają, że w pandemiczny kryzys Polska weszła z rozpasanymi - w czasie znakomitej koniunktury - wydatkami. Rząd chwalił się wprawdzie zmniejszeniem relacji długu do PKB do 46 proc., ale Polska miała jeden z najwyższych w Unii strukturalnych deficytów finansów publicznych, co zawsze zapowiada eksplozję zadłużenia gdy koniunktura się odwraca.

I właśnie się odwróciła. Choć na wydatki związane z pandemią Polska znalazła jeszcze "przestrzeń fiskalną", jednak powrót finansów publicznych do stabilności będzie tym bardziej trudny.

- Nie byliśmy w stanie nic oszczędzić na trudne czasy, które przyszły teraz - mówiła Hanna Cichy, analityczka ds. gospodarczych w ośrodku badawczym Polityka Insight.

- Budżet (na 2020 rok) miał być zrównoważony, prawie na pewno nie byłby, choć może próbowano by machinacji księgowych - dodała.

Teraz pytanie, czy wydatki tzw. socjalne, które zresztą z punktu widzenia polityki społecznej okazały się nietrafione, jak 500+ czy też "trzynastki" i "czternastki" dla emerytów, trzeba będzie obciąć.

- To były wydatki suboptymalne (...) Prawdopodobnie konieczność spłaty zadłużenia covidowego wymusi na nas trudne decyzje - powiedziała Hanna Cichy.

- (program 500+)  jest potwornie nieefektywny i (...) bardzo, bardzo drogi. Każdy program publiczny, a już szczególnie tak drogi, powinien podlegać ewaluacji - dodał Mateusz Szczurek.

Ekonomiści i politycy w Unii rozważają możliwość wyłączenia wydatków publicznych na inwestycje z reguł fiskalnych. Ale powstaje kwestia jakości takich wydatków. W "drugą" falę pandemii Polska weszła z zupełnie nieprzygotowaną służbą zdrowia, a przecież już pierwsza fala pokazała, jak dużych wymaga ona inwestycji.

- Czy jesteśmy wydawać publiczne pieniądze z sensem? To jest ważniejsze pytanie niż limity zadłużenia. Takie decyzje (o inwestycjach publicznych) przekraczają zdolności Polski w tej chwili - mówił Mateusz Szczurek.

Piotr Arak przyznaje natomiast, że pieniądze z rządowych "tarcz" niekoniecznie trafiły tam, gdzie trzeba. Tym bardziej wydatki w czasie kolejnych "fal" będą wymagać większej ostrożności.

- Post factum można powiedzieć, że pewne rzeczy można było poprawić (...) Pieniądze wydane zostały na przedsiębiorstwa, które wcale sobie tak źle nie poradziły. Może lepiej gdyby pomoc nie była tak egalitarna - mówił Piotr Arak.  

Kryzysowe zmiany w konstytucji?

Rząd znalazł pieniądze na "tarcze" omijając reguły fiskalne, w tym zapis konstytucyjny pozwalającym na wzrost długu publicznego do nie więcej niż 60 proc. PKB. Dlatego wydatki na "tarcze" zostały przerzucone do Polskiego Funduszu Rozwoju i Banku Gospodarstwa Krajowego, które wprawdzie należą do sektora finansów publicznych według unijnych reguł, ale ich dług - według polskiej metodologii - "nie liczy się" do granicy 60 proc. Mateusz Szczurek zwraca uwagę, że zapis w konstytucji jest martwy, bo nie ma tam definicji długu publicznego.

- Można więc manipulować, co teraz się dzieje - powiedział.

I proponuje uchwalenie zmian w konstytucji zmieniające limit długu o koszty pandemii, a jednocześnie wprowadzające definicje zgodne z europejskimi standardami ESA.

- Kotwica się przesunie, a jednocześnie zostanie zabetonowana - powiedział.

Według jego propozycji zmiana reguły dopuszczalnej relacji długu do PKB, w przypadku kryzysów w przyszłości, ponownie wymagałaby uchwalenia przez konstytucyjną większość.

Jacek Ramotowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »