Reklama

Chcemy wiedzieć wszystko o GMO

Resort rolnictwa po raz kolejny zamierza przedłużyć termin wejścia w życie zakazu karmienia zwierząt paszami GMO do końca 2024 r. ale jednocześnie przygotowywany jest program, który pozwoli na częściowe zastąpienie importowanej soi krajowymi roślinami białkowymi. m.in. rośliny bobowate, śruta rzepakowa, soja non GMO, która może być uprawiana w Polsce czy białko owadzie.

Od roku pracuje zespół ekspertów, który przygotowuje program zastąpienia soi genetycznie modyfikowanej krajowymi białkami roślinnymi. Pierwszy wniosek, jaki został przestawiony przez ten zespół, jest taki, że realnie w Polsce innymi białkami można zastąpić 50 proc. śruty sojowej z importu - poinformował na w zeszłym tygodniu na konferencji "Krajowe źródła białka jako alternatywa dla importowanego białka GM z perspektywy przemysłu paszowego".

Minister dodał, że kolejnym wnioskiem tego zespołu jest, by ustalić wskaźnik , czyli zobowiązać firmy paszowe do wykorzystywania innych komponentów pasz, które nie zawierają modyfikacji genetycznych.

Reklama

Jak mówił szef resortu, do 2020 r. ma być ustalony sposób wykorzystywania krajowego białka paszowego. Opracowaniem takiego systemu ma się zająć Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa. Chodzi m.in. o pozyskiwanie większych partii surowców, gdyż firmy paszowe po to, by wykorzystywać inne składniki niż soja, muszą otrzymywać duże partie surowców.

Przygotowujemy się do zorganizowanie tego systemu skupu myśląc o wykorzystaniu m.in. elewatorów (np. firmy Elewarr) lub magazynów większych gospodarstw - zaznaczył Jurgiel.

Prezes Izby Zbożowo-Paszowej Adam Tański poinformował, że obecnie wewnętrznie jest konsultowany projekt nowelizacji ustawy o paszach. Zakłada on m.in., że zakaz stosowania pasz GMO w karmieniu zwierząt nie będzie obowiązywał do końca 2024 roku, ale to przesunięcie wiąże się konsekwentnymi działaniami, które zmierzają do produkcji białka roślinnego w Polsce.

Zakaz stosowanie pasz GMO został wpisany do ustawy o paszach w 2006 r. i od tego czasu był już kilkakrotnie przesuwany. Obecnie obowiązuje do końca 2018 r.

Tański wyjaśnił, że Polska i Europa są w dużym stopniu uzależnione od importu białka roślinnego. W Polsce 70 proc. tego biała, które jest istotnym komponentem pasz dla zwierząt, pochodzi z krajów Ameryki Południowej. Przygotowywany program pozyskania alternatywnych źródeł białka daje szanse zmniejszenia tej zależności. Branża paszowa jest gotowa podjąć się takiego zadania, ale pytanie jest tylko jak to zrobić, bowiem szybkie (w ciągu 2-3 lat) wdrożenie programu nie jest realne - ocenił Tański.

Jego zdaniem, soję genetycznie modyfikowaną mogą zastąpić m.in. rośliny bobowate, śruta rzepakowa, soja non GMO, która może być uprawiana w Polsce czy białko owadzie.

Ponadto można znacznie zwiększyć zużycie śruty rzepakowej. Szef Izby uważa, że do 2025 r. możliwe jest w połowie wyeliminowanie importowanej śruty z pasz. Natomiast - jak mówił - całkowite zastąpienia soi GMO jest niemożliwe.

Bardziej sceptyczny w tej sprawie jest prezes Krajowej Rady Drobiarstwa Rajmund Paczkowski. Jego zdaniem sprawa zastąpienia białka GMO krajowym jest dyskusyjna, bo każda zmiany składu pasz u drobiu powoduje duże upadki ptaków.

Zaznaczył, że dla niektórych rodzajów drobiu (np. kur konsumpcyjnych) można zamienić składniki pasz, ale dla brojlerów jest to ryzykowne. Wyjaśnił, że chodzi także o "niezakłócanie procesu ekonomicznego". Jak mówił rentowność produkcji drobiu obecnie jest niewielka na poziomie 1-1,5 proc. Upadki ptaków i większe zużycie pasz zwiększą koszty, a to może spowodować nieopłacalność produkcji.

Paczkowski uważa, że produkcja drobiu bez stosowania soi genetycznie modyfikowanej jest możliwa, ale nie na skalę przemysłową.

Polska jest największym producentem drobiu w Unii Europejskiej, ok. 40 proc. całej produkcji jest eksportowana i zyskuje odbiorców dzięki swojej konkurencyjnej cenie

....................

Komisje: rolnictwa i środowiska przyjęły jedną poprawkę do projektu noweli ustawy o mikroorganizmach i organizmach genetycznie zmodyfikowanych. Dotyczy ona zwiększenia kar za nielegalne prowadzenie upraw GMO.

Dziewięć poprawek do nowelizacji projektu o GMO w imieniu opozycji wniosła partia Kukiz' 15. Wśród proponowanych zmian miały być: ubezpieczenie potencjalnego hodowcy od odpowiedzialności cywilnej za ewentualne szkody wynikające z uprawy GMO, skrócenie okresu wpisu do rejestru upraw z 5 do 2 lat, dziesięcioletnia kontrola gruntu, na której prowadzone byłyby uprawy roślin genetycznie modyfikowanych, czy częściowe upublicznienie rejestru upraw GMO.

Łączone komisje: rolnictwa i środowiska przyjęły tylko tę, która zwiększa dolne granice kary za nielegalne prowadzenie upraw roślin genetycznie modyfikowanych z trzech miesięcy do trzech lat. Najwyższa kara nie zostanie zmieniona i będzie to pięć lat pozbawienia wolności.

Wnioskodawca, poseł Kukiz'15, Jarosław Sachajko nie jest zadowolony z ostatecznego kształtu projektu noweli o GMO. Jego zdaniem można było lepiej zabezpieczyć Polskę przed organizmami zmodyfikowanymi genetycznie.

"Przykro mi, że nie została przyjęta poprawka związana z ubezpieczeniem od odpowiedzialności cywilnej podmiotu zamierzającego prowadzić uprawę GMO za ewentualne szkody, wyrządzone w związku z prowadzeniem uprawy", mówi poseł. Jarosław Sachajko, by przeforsować poprawkę powoływał się na publikację Biura Analiz Sejmowych. "Wskazuje ona, że takie ubezpieczenie mogłoby pozostać w tej ustawie, tym bardziej nie rozumiem, dlaczego ta poprawka została odrzucona", dodaje Jarosław Sachajko.

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości podkreślali, że Polska jest i będzie wolna od GMO, a zabezpieczenia wprowadzone w projekcie są wystarczające. Jan Krzysztof Ardanowski mówi, ze sama konieczność uzyskania zgody od wszystkich właścicieli czy też użytkowników gruntów w promieniu 30 kilometrów od miejsca potencjalnej uprawy GMO, jest niewykonalna.

"Nie wyobrażam sobie pozyskanie zgody wszystkich właścicieli użytkowników gruntów na takim obszarze, tym bardziej, że uprawy GMO nie mogą być lokowane w odległości mniejszej niż 30 kilometrów od terenów chronionych, a takich obszarów mamy bardzo dużo", komentuje poseł Jan Krzysztof Ardanowski.

Projekt nowelizujący przepisy o GMO zakłada, że aby prowadzić uprawę GMO, należy uzyskać zgody nie tylko od właścicieli gruntów położonych w obrębie 30 kilometrów od potencjalnej hodowli, ale także pozytywne opinie rady gminy, rady powiatu i sejmiku samorządowego.

Polska jest zobowiązana do utworzenia specjalnego rejestru potencjalnych upraw GMO na mocy wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Zgodnie z unijnymi przepisami, państwo członkowskie nie może wprost zakazać hodowli GMO. Natomiast rejestr upraw roślin genetycznie modyfikowanych ma pozwolić na skuteczną kontrolę takiej działalności w poszczególnych państwach.

Sejm przyjął 8 lutego nowelizację ustawy o mikroorganizmach i organizmach genetycznie zmodyfikowanych. Nowe przepisy, jak zapowiadają autorzy, mają nie dopuścić do uwolnienia GMO do środowiska.Teraz ustawą zajmie się Senat.

Dotyczy ona podniesienia dolnej granicy kary z 3 miesięcy do 2 lat pozbawienia wolności za nielegalne prowadzenie uprawy. Górna granica to 5 lat.Projekt nowelizujący przepisy o GMO zakłada między innymi, że na prowadzenie uprawy GMO, należy uzyskać zgody od właścicieli gruntów położonych w obrębie 30 kilometrów od potencjalnej hodowli, a także pozytywne opinie rady gminy, rady powiatu i sejmiku samorządowego.

Polska jest zobowiązana do utworzenia specjalnego rejestru potencjalnych upraw GMO na mocy wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Zgodnie z unijnymi przepisami, państwo członkowskie nie może wprost zakazać hodowli GMO. Natomiast rejestr upraw roślin genetycznie modyfikowanych ma pozwolić na skuteczną kontrolę takiej działalności w poszczególnych państwach.

Lista groźnych upraw: - Genetycznie zmodyfikowana bawełna w tym olej bawełniany dodawany do żywności, dodatków paszowych, - Genetycznie zmodyfikowana kukurydza dodawana do produktów żywnościowych oraz pasz zwierzęcych, - Genetycznie zmodyfikowany rzepak ,wykorzystywany jest rafinacji ropy naftowej i jako dodatek do żywności, - Genetycznie zmodyfikowana soja dodawana do żywności, oraz pasz, - Genetycznie modyfikowane buraki cukrowe

Polska jest jednym z pierwszych krajów pracujących nad ustawową redukcją GMO w paszach dla zwierząt. Do końca bieżącego roku plan ograniczenia modyfikowanych pasz ma przedstawić także Komisja Europejska.

GMO - z angielskiego to Genetically Modified Organisms tj. żywność modyfikowana genetycznie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »