Reklama

Chiny - nadzieja Europy

Kryzys w strefie euro sprawił, że w Europie wzrosły nadzieje na większe zaangażowanie chińskiego kapitału, który może przyczynić się do złagodzenia problemu zadłużenia. Bardzo wyraźnie było to widać w czasie ostatniego tourne premiera Chin po Europie. Uśmiechnięci szefowie rządów Wielkiej Brytanii i Niemiec za inwestycje zapłacą jednak przede wszystkim milczeniem. Chiny podkreślają, że nie życzą sobie krytyki systemu i metod jego działania.

Chińscy przywódcy zapewniają, że są zaniepokojeni kryzysem eurozony i będą dążyli do jego złagodzenia. Obroty handlowe Chin ze strefą euro są niewiele mniejsze niż ze Stanami Zjednoczonymi i europejski kryzys mógłby podwójnie uderzyć w chiński eksport. Osłabienie wzrostu w Europie oznaczałoby obniżenie popytu na chińskie towary, a osłabienie euro zmniejszałoby opłacalność chińskiego eksportu do Europy.

Kto da więcej?

Nie ma dokładnych danych, dotyczących długu państw strefy euro, będącego w posiadaniu rządu chińskiego lub innych chińskich podmiotów. Chińska Państwowa Administracja Rezerwami Zagranicznymi nie składa sprawozdań, podobnie jak inne państwowe instytucje, np. Chińska Korporacja Inwestycyjna. Działają one zwykle poprzez banki w Londynie, Hongkongu i na Karaibach. Ludowy Bank Chin utrzymuje około 25 proc., rezerw zagranicznych w euro, to znaczy 720 - 750 mld.

Reklama

Chińscy przywódcy w słowach popierają stabilizację strefy euro, ale w rzeczywistości ich zaangażowanie finansowe w obligacje najbardziej zagrożonych krajów jest nieznaczne. Wiadomo, że jesienią ubiegłego roku Chiny nabyły portugalskie obligacje o wartości ponad 1 mld euro. Zapewne mają w swym portfelu także papiery kupowane na rynku wtórnym. Wolą jednak inwestować w obligacje krajów, mających najwyższe ratingi, przede wszystkim Niemiec. Kupują też obligacje emitowane przez fundusze utworzone dla pomocy krajom zadłużonym strefy euro: European Financial Stability Mechanism i European Financial Stability Facility. Według szacunków Standard Chartered w maju Chiny kupiły za około 1,5 mld euro papiery europejskich funduszy, to znaczy objęły około 10-15 proc. emisji.

Chiny od dawna są zainteresowane mocniejszym wejściem do Europy, teraz drzwi dla nich otwierają się coraz szerzej. W niektórych krajach otwierają się tak szybko i chętnie, że Chińczycy mają podstawy, by wierzyć iż Europejczykom zależy na Chinach co najmniej tak samo mocno, jak Chinom na Unii.

Migawki ze spotkań z Davidem Cameronem, premierem Wielkiej Brytanii, czy Angelą Merkel, szefową rządu niemieckiego, odsłoniły nowe oblicze stosunków chińsko-europejskich. Na Wyspach podpisano w czasie tej wizyty umowy na łączną kwotę 1,4 mld funtów, w Niemczech - 14 umów o wartości wielu miliardów euro. Chińczycy obiecali kredyty na rozwój firm zachodnich w Chinach, a przede wszystkim więcej takich firm na swój rynek dopuścić.

Niemcy liczą na zwiększenie współpracy handlowej i takie zapewnienie też usłyszeli. Premier Chin, Wen Jiabao, też chce podwojenia wartości obrotów w handlu w ciągu zaledwie pięciu lat, ale równie zdecydowanie mówi o transferze technologii z niemieckiego rynku. Chiny, inaczej niż jeszcze kilka lat temu, zaczynają stawiać żądania.

- Niemcy powinny skłonić Unię do ułatwień eksportowych dla Chin i do uznania ChRL za państwo gospodarki rynkowej - powiedział Wen Jiabao.

Podkreślił, że Chiny uznają system polityczny w Europie i oczekują tego samego dla Chin. Czy to znaczy, że w zamian za wielomiliardowe kontrakty Europa będzie musiała zamknąć usta i zacząć traktować wiele tematów, np. prawa człowieka, jak tabu?

Chiny płacą, Chiny decydują

Chiny nie zamierzają jednak zmieniać struktury walutowej swych rezerw zagranicznych, obawiając się spadku wartości dolara. Mimo wszystko stosunki ze Stanami Zjednoczonymi są dla nich najważniejsze.

W końcu ubiegłego roku Ludowy Bank Chin dysponował rezerwami zagranicznymi wynoszącymi 3,26 bln dolarów. W wymianie towarowej ze Stanami Zjednoczonymi Chiny miały w ubiegłym roku nadwyżkę 273 mld dolarów, ze strefą euro 114 mld euro (około 150 mld dolarów). Wciąż biedne - jeśli za miernik weźmiemy PKB na głowę mieszkańca - Chiny są drugim (po Rezerwie Federalnej USA) największym wierzycielem rządu Stanów Zjednoczonych, mając papiery dłużne warte 1,145 bln dolarów. Są też dostarczycielem kapitału portfelowego i inwestycji bezpośrednich dla całego świata. Według danych UNCTAD w roku 2008 zagraniczne inwestycje bezpośrednie Chin wyniosły 52 mld dol., a w roku 2009 48 mld dol. Danych za rok 2010 UNCTAD jeszcze nie podaje, ale zapewne strumień inwestycji był zbliżony do roku 2008. Zagraniczne inwestycje bezpośrednie w Chinach były dwukrotnie większe. Łączne inwestycje zagraniczne (FDI- stock) Chin wyniosły w roku 2009 229,600 mld dol, a inwestycje zagraniczne w Chinach 473,083 mld dol.

Inne liczby podaje raport Heritage Foundation ze stycznia 2011 r. Według niego do końca ubiegłego roku Chiny zainwestowały w świecie łącznie 378,8 mld DOL., z czego: Stanach Zjednoczonych 30,5 mld dol., w Kanadzie 10,4 mld dol, w Europie 43,2 mld dol. (w Wielkiej Brytanii 9 mld, w Szwajcarii 7,3, w Grecji 5,2) , w Ameryce Łacińskiej 61,9 mld dol. (w Brazylii 8,3 , w Argentynie 14) Afryce Subsaharyjskiej 56,4 mld dol. (w Nigerii 15,3, w RPA 6,6 i w Kongo 6,6), w krajach Arabskich 43,7 mld dol. (w Arabii Saudyjskiej 12,2, w Algierii 9,2, w Iraku 5,5), w Azji Zachodniej 51,7 mld dol. (w Iranie 17,1, w Kazachstanie 11,5, w Rosji 9,1), i w Azji Wschodniej 42,6 mld dol. (w Indonezji 13,5, w Wietnamie 7,2, w Singapurze 7,0) i w Australii 38,4 mld dol.

Widać, że priorytetowymi kierunkami chińskich inwestycji są kraje rozwijające się. Chiny są największym inwestorem w Afryce i ich kapitał ma duży wpływ na tempo rozwoju tamtejszych gospodarek. Inwestycje w Europie i Stanach Zjednoczonych są relatywnie mniejsze i niewiele znaczące w skali tamtych gospodarek.

Chiński kapitał zainteresowany jest przede wszystkim inwestycjami w surowce energetyczne i metale - dlatego wielkie nakłady w Afryce, Ameryce Południowej, krajach arabskich, Kazachstanie, wschodniej Rosji. Ale na trzecim miejscu jest sektor finansowy i nieruchomości. Świadczy to o długofalowej strategii chińskich inwestycji. Przejęcie kontroli nad niektórymi bankami w krajach rozwiniętych ma na celu nie tylko dalsze finansowanie projektów, ale przede wszystkim zdobycie lepszych informacji o sytuacji przedsiębiorstw. A zła informacja jest jak na razie jednym z problemów chińskich inwestorów, którzy nie rozumieją właściwie wymagań instytucji regulacyjnych w krajach- gospodarzach inwestycji. Drugim problemem bywają błędy, popełniane na poziomie wykonywania transakcji. Stąd duża ilość transakcji zapowiedzianych, które ostatecznie nie zostały zrealizowane.

Największą jednorazową inwestycją zagraniczną firmy chińskiej w Europie było przejęcie za 7,2 mld dolarów przez China Petrochemical Corporation Group (Sinopec Group) dużej korporacji naftowej, zarejestrowanej w Szwajcarii, ale mającej siedzibę w Calgary w Kanadzie, a operującej głównie w Afryce - Addax Petroleum.

Największej materialnej inwestycji dokonała korporacja China Ocean Shipping, znana jako COSCO Group. Jest to jeden z największych armatorów na świecie, dysponujący flotą 550 okrętów, o wyporności 30 mln DWT, mająca 300 zależnych od siebie spółek na całym świecie. W 2008 roku spółka przejęła kontrolę nad terminalem kontenerowym w Pireusie. Został wydzierżawiony za 3,3, mld euro na 35 lat. Inwestor zobowiązał się do inwestycji modernizacyjnych w terminal, wartych blisko 600 mln euro.

W styczniu 2010 roku - a więc wówczas, gdy rozmiary greckiego kryzysu nie były w pełni znane - ówczesny minister finansów Georgios Papaconstantinou odwiedził Chiny, gdzie namawiał inwestorów do zakupu obligacji za 25 mld euro. Ale polityka Chin wobec Europy jest ostrożna i nadzieje na to, że posiadacze największych rezerw walutowych na świecie wykupią greckie, portugalskie, czy irlandzkie obligacje okazały się przesadzone. Chińczycy nie zainwestowali w papiery zadłużonych krajów, mimo że w czerwcu 2010 r. wicepremier Zhang Dejiang odwiedził Grecję i prowadził rozmowy o chińskich inwestycjach w tym kraju. Podpisał wówczas w Atenach 14 umów o łącznej wartości wielu miliardów euro.

Poza potwierdzeniem inwestycji COSCO w Pireusie umowy dotyczyły telekomunikacji i nieruchomości. Kapitał chiński z pewnością weźmie udział w masowej prywatyzacji, która powinna rozpocząć się na jesieni. Grecja, niezależnie od tego, w jaki sposób zostanie rozwiązany kryzys, stanie się ważnym przyczółkiem chińskiego kapitału w Europie.

Stan posiadania Chin

Podczas Światowej Wystawy w Szanghaju w 2010 roku wiele europejskich misji starało się przekonać chińskich gospodarzy do inwestowania na Starym Kontynencie. Belgowie namawiali chiński koncern samochodowy Geely do zakupu słabo radzącej sobie spółki Opel Antwerpia.

Ofertę powtórzyli podczas wizyty chińskiego prezydenta Hu Jintao jesienią 2010 r., ale bez skutku. Wcześniej, w marcu 2010 r. Geely kupił od Forda za 1,8 mld dolarów Volvo (plus 900 mln dol. zobowiązań inwestycyjnych), realizując największą chińską inwestycję zagraniczną w przemyśle samochodowym. W lipcu 2010 r. prezesem Volvo został dotychczasowy szef Geely Li Shufu (skądinąd działacz KPCh średniego szczebla), a Szwed Hans-Olov Olsson został przesunięty na stanowisko jego zastępcy. Volvo to jedna z najsłynniejszych marek samochodowych na świecie. Ford przejął Volvo przed 11 laty za ok. 6 mld dolarów, ale sam bliski bankructwa musiał sprzedać część aktywów. Wcześniej, w 2007 roku firma Li Shufu nabyła pakiet kontrolny akcji Manganese Bronze - producenta charakterystycznych londyńskich taksówek.

W Szwecji transakcja wywołała negatywne opinie w mediach - Volvo uważane było za jedną z ikon szwedzkiego przemysłu. Ale Belgowie nie mieli nic przeciwko przejęciu spółki samochodowej w ich kraju.

We Włoszech, podczas wizyty premiera Wen Jiabao w październiku 2010 r. Chiny obiecały zwiększyć obroty handlowe, ale także zapowiedziały inwestycje w tym kraju. COSCO zainwestuje w porcie w Neapolu, który stanie się jedną z bram dla chińskich towarów. Firma HNA jest zainteresowana budową wielkiego terminala lotniczego cargo niedaleko Rzymu.

We Francji prezydent Hu Jintao podpisał w listopadzie 2010 r. porozumienie handlowe wartości 17 mld euro. Chiny kupią 102 Airbusy, uran dla chińskiej spółki energetycznej CNGPC i stworzą spółkę telekomunikacyjną z firmą francuską.

W Portugalii chińska firma CPI próbowała nabyć spółkę energetyczną EDP, ale oferta nie została przyjęta. Podpisano natomiast umowę o współpracy banku Millenium z chińskim bankiem ICBC oraz między spółką telekomunikacyjną Huawei i portugalskim telekomem.

W Irlandii chiński kapitał planuje stworzenie centrum gospodarczego w Athlone. Na 137 hektarach ma powstać Chinatown-Athlone, na którego terenie znajdą się dwie hale wystawowe, restauracje, sklepy, hotele. Autorzy projektu mają nadzieję, że swoje produkty wystawiać będzie kilka tysięcy firm chińskich, a pracę znajdzie 3000 osób.

W styczniu 2011 r. Hiszpanię odwiedził chiński wicepremier Li Keqiang, który podpisał umowę handlową między obu krajami, wartą 7,5 mld euro. Chiny obiecały zwiększyć import hiszpańskich produktów. Dziennik "El Pais" pisał wówczas, że chiński polityk obiecał inwestycje w hiszpański dług, który na początku 2010 roku miał jeszcze dobry rating.

W kwietniu Chiny odwiedził hiszpański premier Jose Zapatero, który chwalił gospodarzy za wsparcie, jakie udzielili hiszpańskiej gospodarce. "Chiny chcą nadal kupować w rządowy dług Hiszpanii i brać udział w restrukturyzacji hiszpańskich kas oszczędnościowych" - mówił premier Wen Jiabao po spotkaniu z Zapatero. Hiszpańskie kasy oszczędnościowe są w trakcie restrukturyzacji i konsolidacji. Potrzebują 14 mld euro dodatkowego kapitału. Według agencji Bloomberg Chiny mają w swym portfelu hiszpańskie obligacje rządowe, wartości 25 mld, co stanowi 12,5 proc. długu, będącego w rękach inwestorów zagranicznych. Od 2009 roku chińskie zaangażowanie w hiszpańskie obligacje wzrosło o 6 mld euro.

Europa Wschodnia też widoczna

Chiny zainteresowane są Europą Wschodnią. Rząd Bułgarii podpisał z kilkoma firmami chińskimi kontrakt na stworzenie w Sofii specjalnej strefy ekonomicznej. China Development Bank obiecał wesprzeć program rozwoju energii wiatrowej oraz budowę elektrowni geotermalnej w Rumunii. Wartość inwestycji ma wynieść 1 mld euro.

Po wpadce chińskiej firmy COVEC przy budowie autostrady w Polsce stosunki gospodarcze między naszymi krajami są napięte, na czym być może skorzystają Węgrzy. Kraj ten był ważnym punktem wizyty chińskiego premiera Wen Jiabao pod koniec czerwca b.r. Chiński polityk oświadczył, że jego kraj jest otwarty na zakup pewnej ilości węgierskich obligacji.

W Budapeszcie podpisano 12 umów gospodarczych, w tym umowy dotyczące konkretnych inwestycji:

- O współpracy finansowej Bank of China, a węgierską spółką BorsodChem, należącą do chińskiej firmy Wanhua - wartość 1,1, mld euro;

- O wspólnej budowie fabryki kwasu cytrynowego z rocznej zdolności produkcyjnej 60 tys.ton w parku przemysłowym w Szolnok;

- Memorandum of understating między chińskim konglomeratem HNA Group (transport, nieruchomości, logistyka), a firmą Magyar Tőketársaság, kontrolowaną przez węgierskiego biznesmena Sándora Demjána;

- O współpracy przy budowie europejskiej bazy dla produkcji sprzętu oświetleniowego firmy Canyi.

- Otrzymujemy od Chin historyczną pomoc (...) Chcemy, by Chiny kontynuowały swój rozwój w taki sposób, w jaki robiły to przez ostatnią dekadę (...) Chylimy czoła przed doskonałymi wynikami gospodarczymi osiąganymi przez ten kraj, któremu udało się podwyższyć poziom życia stu milionów ludzi i dać nadzieję na lepszą przyszłość wielu innym - chwalił węgierski przywódca Victor Orbán - skądinąd szef prawicowej partii - sukcesy chińskich komunistów.

Witold Gadomski

współpraca KM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »