Reklama

Chiny - powrót jedynowładztwa

Postanowienia ostatniego zjazdu Komunistycznej Partii Chin pokazały, że w Chinach nastąpiła wyraźna zmiana priorytetów. Pierwsze miejsce zajmują cele ideologiczne, kwestie bezpieczeństwa wysuwane są przed zagadnienia gospodarcze.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Chodzi o jeden z najważniejszych procesów globalnych ostatnich dekad. Obok globalizacji, rewolucji informatycznej, czy zmian klimatycznych to powrót Chin do centrum światowej sceny, jak to ujmują tamtejsze media, w największym stopniu określa zmiany, jakie się ostatnio na światowej scenie oraz rynkach dokonały i dokonują. Wraz z niebywałym wzrostem Chin zmienił się układ sił na świecie.

Państwo Środka dosłownie urosło nam w oczach, a w ostatniej dekadzie podobnie urósł też jego przywódca, Xi Jinping, którego teraz na XX zjeździe Komunistycznej Partii Chin (KPCh) i zgodnie z przewidywaniami niemal dosłownie koronowano na cesarza.

Reklama

Sami swoi

W systemach autorytarnych, gdzie dominują jednostki i siła, ważne są personalia, a nie instytucje, normy czy regulacje prawne jak w utrwalonych demokracjach. Akurat pod tym względem XX zjazd dokonał istnej rewolucji. Wymieniono dwie trzecie składu 205-osobowego Komitetu Centralnego, a do najważniejszych gremiów decyzyjnych w partii i państwie, czyli 24-osobowego Biura Politycznego oraz jego 7-osobowego Stałego Komitetu wprowadzono wyłącznie popleczników Xi (i ani jednej kobiety).

Nie ma już w najwyższych kręgach decyzyjnych, włącznie z armią, gdzie Xi też wprowadził swoich ludzi, żadnego systemu równowagi i kontroli. Jest tylko wszechmocny Wódz, wokół którego zauważalnie buduje się też kult jednostki. Teraz już nic i nikt Xi nie powstrzyma. Dostał mandat na wcielanie w życie swych śmiałych wizji, mówiących o Chinach znowu wielkich, bogatych, kwitnących, przeżywających ponowny renesans.

Tym celom mają służyć wierni poddani, powiązani personalnie z Xi Jinpingiem, a nawet z jego ojcem i rodziną, już od lat, jeśli nie dekad. Do nich należy 63-letni Li Qiang, formalnie osoba druga w hierarchii, co jednak w tej chwili już nie ma większego znaczenia. To on w marcu przyszłego roku, na dorocznej sesji parlamentu, stanie się premierem, mimo że wcześniej, zgodnie z dotychczasowymi wymogami, nie spełnił podstawowego kryterium do pełnienia tej funkcji, czyli nie był wicepremierem. Teraz jednak liczy się lojalność, a nie wymogi formalne.

Te ostatnie łamano na XX zjeździe nagminnie. Już sam fakt, że Xi Jinping liczy 69 lat, sprawił, że nie podtrzymano dotychczasowej bariery wiekowej w pełnieniu najwyższych funkcji w państwie, czyli zakazu sprawowania władzy po 68 roku życia. Kolejny przykład: pierwszym wiceszefem Komisji Wojskowej przy KC KPCh (szefem też jest Xi) został 72-letni generał Zhang Youxia, którego ojciec blisko współpracował kiedyś - i walczył w armii - z ojcem Xi Jinpinga.

Siła i idea

Siłowe wyprowadzenie z sali obrad poprzednika dzisiejszego przywódcy, rządzącego w latach 2002-12 Hu Jintao urasta do miana symbolu. Wraz z jego wyprowadzeniem zamknięto bowiem "epokę Deng Xiaopinga" (1978-1992), którą trzy kolejne administracje wiernie implementowały, aż do nadejścia w 2012 r. ekipy Xi Jinpinga, który w minionych dziesięciu latach skutecznie rozmontowywał tamte realia, zastępując je swoimi.

Odeszła epoka Chin umiarkowanych, rozważnych, ostrożnych, wyważonych, a nade wszystko pragmatycznych i trzeźwych. Przyszły w jej miejsce "myśli Xi Jinpinga" (zebrano już jej cztery tomy), mówiące o "nowej erze socjalizmu o chińskiej specyfice", jak to się ujmuje w tamtejszym słownictwie. Zamiast pragmatyzmu, mamy powrót ideologii. Zamiast Chin odbudowujących swą potęgę skrycie i po cichu, co radził Deng, mamy Chiny asertywne, pewne siebie i kreślące śmiałe wizje, choć - co przyznał Xi nawet w referacie programowym zjazdu - mogące natknąć się "na wichury, wzburzone fale, a nawet niebezpieczne sztormy". Zamiast żmudnego budowania merytokracji, a więc rządów oświeconych, starannie dobranych i posiadających niezbędne zaplecze doświadczeń, w duchu konfucjańskim (z poszanowaniem hierarchii i autorytetów), ponownie - jak wielokroć w chińskiej historii - powróciły rządy silnej osobowości, otoczonej dworem swojaków i potakiwaczy, wiernie transponujących "idee Xi Jinpinga" do całego społeczeństwa.

Zarówno skład personalny nowych władz, jak też forsowana przez Xi nowa ideologia świadczą, iż stawia się nacisk na elementy siły, a kwestie bezpieczeństwa wysuwa przed zagadnienia gospodarcze, dotychczas stale najważniejsze w procesie transformacji zainicjowanej przez Deng Xiaopinga. Jak wykazał w cennym opracowaniu berliński instytut MERICS, specjalizujący się w badaniu współczesnych Chin, bezpieczeństwo było wymieniane o 65 proc. częściej niż w poprzednim referacie programowym przed pięciu laty, podczas gdy gospodarka (jeszcze rzadziej rynek) o 14 proc. mniej.

W Chinach, jak kiedyś w USA, nastąpiła zmiana priorytetów. Zamiast poprzedniego sloganu "Gospodarka, głupcze", mamy wyrazisty nowy: "Bezpieczeństwo, głupcze". Ale nie tylko, bowiem zmiana jest jeszcze głębsza. Xi Jinping rządzi już dekadę, wypowiada się często i na wiele tematów, więc z jego licznych enuncjacji można wyczytać zręby jego "myśli", czyli forsowanej przezeń ideologii.

Jak się wydaje, Xi Jinping buduje ją na czterech podstawowych filarach: leninizmie, rozumianym jako surowa dyscyplina w partii i państwie; hierarchicznym i paternalistycznym, a przy tym ­­- co ważne - rodzimym konfucjanizmie; a także na stale i starannie podsycanym nacjonalizmie (tak w stosunku do USA i Zachodu, jak przede wszystkim w kwestii Tajwanu, który "musi wrócić na łono Ojczyzny").

Do tego dochodzi jeszcze filar czwarty, być może kluczowy, czyli marksizm, ale w rozumieniu ekonomicznym, nie czysto ideologicznym. On natomiast, co w polskiej (i nie tylko) literaturze tak sumiennie i wnikliwie pokazał Andrzej Walicki (szczególnie w tomie "Skok do Królestwa Wolności"), to nieufność do rynku, jego praw, związanego z nim rozwarstwienia dochodowego, a nade wszystko podważania autorytetu państwa i władzy w nim sprawowanej.

Sprawa wydaje się być poważniejsza, niż się sądzi, bowiem w pierwszą podróż nowy Stały Komitet pod przywództwem Xi udał się do Yan’anu, czyli tam, gdzie po słynnym Długim Marszu osiedli w jaskiniach na północy kraju chińscy komuniści po to, by po ponad dekadzie przejąć władzę w państwie. W Chinach, cywilizacji ideogramu, znaku i symbolu, przekaz stąd płynący jest więcej niż jasny: wracamy do komunistycznych korzeni po to, by przejąć kontrolę, tym razem nad wszystkimi już  chińskimi ziemiami (a więc wraz z Tajwanem).

Duch walki

Wyprawa najwyższego kierownictwa KPCh do rewolucyjnej kolebki w Yan’anie to kolejny mocny symbolicznie apel Xi Jinpinga o "wzniecenie ducha walki" w członkach 96-milionowej KPCh, a nawet całym społeczeństwie.  On właśnie, podobnie jak wcielanie w życie nowych idei i wizji Xi, jest teraz najważniejszy. A gospodarka, dotychczas tak istotna?

Odnosi się nieodparte wrażenie, że w tej Nowej Erze, jak się ją - i chyba słusznie - teraz nazywa, gospodarka zeszła na drugi plan w świetle innych priorytetów, związanych z napięciami na scenie globalnej (wojna ukraińska), rosnącymi wyzwaniami ze strony USA i wyraźnie narastającą wojną o najnowsze technologie, czego kolejnym przejawem była niedawna decyzja administracji Joe Bidena, o wstrzymaniu dostaw do Chin amerykańskich półprzewodników. Nad tym wszystkim w dzisiejszych kalkulacjach Pekinu góruje jednak problem Tajwanu, o którym Xi mówił bez niedomówień (otrzymując przy okazji największy aplauz zebranych na sali): "Rozwiązanie kwestii Tajwanu oraz dokończenia dzieła zjednoczenia wszystkich chińskich ziem jest dla Partii jej historyczną misją i niepodważalnym zobowiązaniem".

Kosztowna strategia "zero COVID-19"

W sensie czysto ekonomicznym na XX zjeździe żadnego przełomu nie było. Xi Jinping uparcie trzyma się strategii "zera tolerancji dla Covidu", nie zważając na ogromne koszty z tym związane, o czym już tutaj pisałem. Natomiast istotne jest to, że do Statutu KPCh wprowadzono dwa nowe pojęcia ukute przez Xi. Chodzi o "powszechny dobrobyt", który - do czego powrócono - ma być osiągnięty do 2035 r. oraz nowy model rozwojowy "podwójnego obiegu", a więc z priorytetem gospodarki krajowej nad globalną oraz wskazaniem kwitnącej i rozbudowanej klasy średniej jako siły zamachowej tego modelu, a nie eksportu, jak było dotychczas. To ma być zarazem tamtejsza odpowiedź na wyraźne skracanie łańcuchów dostaw, czego już doświadczamy.

Czy oprócz tego, że wrócił do Chin syndrom Cesarza oraz rządy o podłożu ideologicznym grozi nam też izolacja z ich strony? Tego nie wiemy, ale sygnały stają się niepokojące. Kiedy XX zjazd zakończył obrady, odpowiedzią było mocne tąpnięcie na trzech chińskich giełdach oraz tych w okolicy. A w tydzień po jego obradach straty na wszystkich giełdach, chińskich i międzynarodowych sięgały 12-14 proc. ich indeksów, przy równoczesnym wyraźnym osłabieniu kursu juana, do 7,26 juana za dolara, co dało najniższy kurs od 2008 r.

Kosztowny powszechny dobrobyt

Jak widać, nastąpiła reakcja zwrotna: Xi Jinping nie ufa rynkom, czemu często daje wyraz, a one odpłaciły mu teraz pięknym za nadobne. Chiny wkroczyły w Nową Erę. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Czy jednak sam "duch walki", o który tak mocno apeluje teraz nowy jedynowładca, będzie wystarczający? Czy nowe kierownictwo gospodarcze państwa, które zostanie ukształtowane po przyszłorocznej, marcowej sesji parlamentu, poradzi sobie z narastającymi wyzwaniami? Czy nowa ideologia skutecznie zastąpi dotychczasowy twardy realizm i pragmatyzm rządów?


Mamy coraz więcej znaków zapytania tak wokół samych Chin, jak i sytuacji z nimi związanej. Na całym świecie odczuwamy teraz turbulencje. Chiny nie są z nich wyłączone. Owszem, w duchu konfucjańskim uporządkowały kwestie najważniejsze, czyli władzy i władztwa. Jednakże jedynowładztwo - jakie teraz Chinom zafundowano - na długą metę nie tyle musi być skuteczne, ile jest raczej receptą na katastrofę. Tego dowodzi historia powszechna, w tym także Państwa Środka (by chociażby przypomnieć ostatnie lata Mao Zedonga).

Jedynowładztwo to pełnia władzy, ale też - pełna odpowiedzialność. Xi Jinping musi się spieszyć, jeśli zamierza spełnić swe cele. Czy mu się uda? Zadecyduje najbliższe pięć lat, bo jeśli oczekiwań nie spełni, to choć zamierza rządzić jeszcze dłużej (nie wyznaczono, co też jest nowe, jego następcy), może popaść w poważne kłopoty. Ferment w społeczeństwie, a nawet w partii istnieje. Natomiast twarda, zauważalnie narastająca dyktatura, jest raczej receptą na niepowodzenie i klęskę, a nie zapowiadane sukcesy i prawdziwy "wielki renesans narodu chińskiego".

Bogdan Góralczyk

Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, politolog, dyplomata, znawca Azji.

***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »