Reklama

Cień taniego smoka

Sytuacja europejskich producentów stali pozostaje trudna mimo lepszej koniunktury - ze względu na import z Chin. Skuteczna obrona przed dumpingiem to interes branży, ale i miejsca pracy w Europie.

Pobierz: program PIT 2015

Reklama

Dla europejskiego rynku stali analitycy i obserwatorzy mają już od pewnego czasu dwie wiadomości - dobrą i złą. Popyt na stal w Unii Europejskiej wolno, ale wyraźnie rośnie - to ta lepsza. Zła brzmi zaś tak: zwiększający się import taniej stali spoza UE powoduje, że produkcja w Europie rośnie wolniej, niż wskazywałaby na to poprawa sytuacji gospodarczej.

Znaczną część efektów rynkowej poprawy konsumują producenci zza granicy, a jednocześnie tanie oferty z importu wpływają na utrzymywanie cen na niskim poziomie. Nie bez znaczenia są przy tym starania znacznej części europejskich polityków o zaostrzenie celów polityki klimatycznej, co wydatnie zwiększa koszty produkcji w europejskiej metalurgii.

Rola czarnego charakteru w historii, "psującego europejski rynek", przypadła Chinom. W ostatniej dekadzie szybki rozwój gospodarczy i rozbudowa infrastruktury tego kraju spowodowały mocny wzrost popytu na stal i zwiększanie mocy produkcyjnych chińskiego hutnictwa. Chiny produkują obecnie około połowy światowej stali. Udział produkcji Unii Europejskiej spadł z 22 proc. w roku 2001 do 10 proc. obecnie.

Stal tania jak barszcz

Ostatnio jednak chińska gospodarka hamuje, a popyt na stal, wraz z nią. Tymczasem rozpędzane przez lata hutnictwo tego kraju wciąż zwiększa moce produkcyjne. Według Fitch Rating w roku 2014 sięgały one 1,15 mld ton, a w tym urosną do 1,17 mld ton. W latach 2016 i 2017 co roku będą się one zwiększać o około 16 mln ton.

Chiny zamykają przy tym część swoich hut, m.in. ze względu na wzrost stawianych temu przemysłowi wymogów proekologicznych. Fitch szacuje, że w ciągu pięciu najbliższych lat znikną zakłady o mocach 75-85 mln ton.

Produkcja stali w Chinach w roku 2014 sięgnęła 822,7 mln ton, co oznacza, że chińskie hutnictwo ma wciąż sporo niewykorzystanych mocy. Przy słabnącym popycie na wewnętrznym rynku Chińczycy muszą w eksporcie szukać miejsca na swoją nadprodukcję.

W ubiegłym roku Chiny wyeksportowały 93,8 mln ton stali, a w tym roku eksport przekroczy 100 mln ton. Według danych chińskich służb celnych w pierwszym półroczu sprzedaż produktów ze stali za granicę wzrosła do 52,4 mln ton, co daje wzrost rok do roku o 28 proc.

Największymi odbiorcami są oczywiście rynki znajdujące się bliżej Chin. Według wietnamskich służb celnych w ciągu pierwszych 10 miesięcy tego roku import chińskiej stali do tego kraju zwiększył się o 62,1 proc., sięgając 7,71 mln ton. Stal z Chin wciąż przy tym tanieje, na co wskazuje znacznie niższy w tym czasie wzrost wartości tego importu - wyniósł on 39,8 proc.

Eksport chińskiej stali do Europy rośnie szybko. Według Eurofer w 2009 roku na unijne rynki trafiało 1,2 mln ton stali z Chin. W ubiegłym roku wielkość ta wynosiła już 4,5 mln ton, a w pierwszym półroczu tego roku sięgnęła 3,1 mln ton.

W Europie rynkiem, który najbardziej odczuł skutki importu, jest Wielka Brytania, gdzie w ostatnich miesiącach zlikwidowano lub przeznaczono do likwidacji około 6 tys. miejsc pracy w hutnictwie. Podawane przy tym dane wskazywały, że podczas gdy w roku 2013 import z Chin wynosił tam 303 tys. ton, to w ubiegłym roku doszedł już do 687 tys. ton. Przy czym nie sama wielkość tych dostaw jest problemem (import z krajów Unii Europejskiej w tym czasie był na poziomie 4,7 mln ton), co ceny. Stal importowana z Unii kosztowała średnio 897 euro za tonę, a z Chin - tylko 583 euro.

Daleko do rynku

Chiny chcą uzyskać jak najlepsze warunki do międzynarodowego handlu, stąd starania o uznanie ich za gospodarkę rynkową. Zdaniem europejskiej branży stalowej, przyznanie temu krajowi statutu MES byłoby błędem, który będzie światowy przemysł drogo kosztować.

- Chiny nie są gospodarką rynkową i nie mogą być za taką uważane przez decydentów Unii Europejskiej. Od lat lobbują, chcąc uzyskać status MES, ale w ostatnich pięciu latach chińscy przywódcy podwoili subsydia dla chińskiego przemysłu, co doprowadziło do większej nadprodukcji, nadmiaru mocy produkcyjnych i większego dumpingu - powiedział Milan Nitzschke, rzecznik AEGIS, sojuszu 30 europejskich stowarzyszeń przemysłowych, opowiadających się za wolnym i uczciwym handlem międzynarodowym.

Nawołując do ochrony rynku Stanów Zjednoczonych przed mającym negatywny wpływ na poziom cen importem taniej stali z kilku krajów, m.in. z Chin, amerykańskie firmy wskazały 43 programy subsydiowania hutnictwa w Chinach, 43 tego typu programy w Korei Południowej i aż 88 w Indiach. Wśród krajów korzystających z rządowego wsparcia wskazano jednak także Włochy, gdzie takich programów ma być 12.

Tego samego zdania są także inni przedstawiciele branży stalowej. Aditya Mittal, dyrektor finansowy ArcelorMittal, przypomina, że istnieje pięć kryteriów, które trzeba spełnić, aby stać się ekonomią rynkową.

- Chiny na razie spełniają tylko jeden z tych warunków. Naszym zdaniem, aby uzyskać taki status, gospodarka musi spełniać wszystkie kryteria - uważa Aditya Mittal.

Raport opublikowany niedawno przez Instytut Polityki Gospodarczej wskazuje, że przyznanie Chinom statusu MES może spowodować bezpośrednio i pośrednio utratę 3,5 mln miejsc pracy w Unii Europejskiej i obniżenie PKB o 2 proc. Będzie to skutek uniemożliwienia stosowania ceł antydumpingowych. Przy czym autorzy raportu brali pod uwagę całą gospodarkę, wszystkie branże przemysłu.

Hutnictwo znalazło się wśród najbardziej zagrożonych gałęzi, obok produkcji ceramiki, aluminium, papieru, szkła, części samochodowych i wyrobów chemicznych. Wśród pięciu krajów najbardziej zagrożonych utratą miejsc pracy jest Polska.

Cło na zło?

Stowarzyszenie europejskich producentów stali Eurofer wskazuje, że branża stalowa w Europie od 2008 roku straciła już 85 tys. miejsc pracy, czyli jedną piątą swojego potencjału. Eurofer wezwał do pełnego wykorzystania dostępnych środków chroniących rynek przez dumpingiem, a także do przyspieszenia procedury nakładania ceł antydumpingowych. Procedura ta wymaga w Unii znacznie więcej czasu niż w innych państwach.

- Obecnie proces od skargi do ostatecznego nałożenia środka antydumpingowego może trwać półtora roku. To zbyt długo. Nasi partnerzy handlowi mogą wdrożyć narzędzia ochrony handlu szybciej i bardziej efektywnie - podkreślił Robrecht Himpe, prezes Eurofer.

Unia Europejska nałożyła cła na kilkadziesiąt chińskich produktów ze wszystkich branż. Skuteczność tego rozwiązania w branży stalowej widać choćby po stalach GOES, które zostały objęte cłami w połowie maja tego roku. Dochodzenie, w ramach którego przedstawiciele KE odbyli wizyty weryfikacyjne w kilkudziesięciu firmach, m.in. w zakładzie Stalproduktu w Bochni, wykazało, że margines dumpingu sięga nawet 60 proc. Nałożono więc cła dla takiej stali z Chin, USA, Japonii, Korei Południowej i Rosji. W zależności od kraju i producenta wysokość cła waha się między 21,6 a 35,9 proc.

Stalprodukt informował, że na skutek zwiększonego importu stali GOES od roku 2011 jej produkcja w Europie spadła o 17 proc., wykorzystanie mocy produkcyjnych zmniejszyło się z 84 proc. do 69 proc., zaś ceny spadły do 70 proc. wartości z roku 2011. Firma zwracała także uwagę, że głównymi eksporterami tych stali do Europy były kraje, w których moce produkcyjne wielokrotnie przewyższały popyt. Według uzyskanych od Stalproduktu informacji w przypadku Japonii moce produkcyjne są 11 razy wyższe niż jej zużycie krajowe, dla Rosji stosunek ten wynosi ponad 6, dla Korei niemal 4.

Wprowadzenie ceł odbiło się szybko na wynikach Stalproduktu. W trzecim kwartale roku wolumeny sprzedaży w Segmencie Blach Elektrotechnicznych wzrosły o 11,8 proc. Wprowadzenie ceł spowodowało także podwyżkę cen, co spowodowało, że przychody Stalproduktu w trzecim kwartale urosły o 60,7 proc.! Wynik segmentu niemal się podwoił.

Same cła mogą jednak nie wystarczyć. W Indiach we wrześniu zaczęły obowiązywać cła ochronne na niektóre wyroby z chińskiej stali. Na wprowadzenie ceł w wysokości 20 proc. chińscy producenci odpowiedzieli... obniżeniem cen o 40 proc.

Zdaniem Polskiej Unii Dystrybutorów Stali, jednym ze sposobów na walkę z tanim, a co za tym idzie - nierzadko niezapewniającym odpowiedniej jakości, importem prętów żebrowanych może być wprowadzenie specjalnego certyfikatu, który poświadczałby pochodzenie, a przede wszystkim odpowiednią jakość tych wyrobów.

- Środowisko przetwórców stali zbrojeniowej chce podnosić standardy swoich usług i towarów oferowanych odbiorcom. To nasz główny cel. Są już pierwsze certyfikowane firmy - podkreśla Robert Wiącek, członek zarządu Stal-Service, szef komisji zbrojarskiej Polskiej Unii Dystrybutorów Stali. - W najbliższym okresie chcemy rozpropagować ten certyfikat. Pokazać rynkowi, jakie jest jego znaczenie dla producentów i odbiorców towaru od certyfikowanej firmy. To ma być certyfikat jakości podobny do ISO - synonim pewnych, zdefiniowanych i na bieżąco audytowanych procesów w zakładzie producenta, ale przy tym dedykowany dokładnie branży przetwarzającej stal zbrojeniową na zbrojenia budowlane.

Wiącek zapewnia, że to otwarty certyfikat i każda firma w branży może po spełnieniu standardów posługiwać się takim "trade markiem". - Chcielibyśmy, aby gros firm branży w Polsce posiadało ten certyfikat - zapewnia Wiącek.

Piotr Myszor

Więcej informacji w portalu "Wirtualny Nowy Przemysł"

Dowiedz się więcej na temat: Ale | ze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »