- Produkcja przemysłowa w lipcu była niższa niż przed rokiem o 2,7 proc.
- Oznacza to szósty miesiąc z rzędu z wynikiem "pod kreską".
- Jednocześnie w lipcu spadła inflacja PPI, będąc po raz pierwszy od co najmniej dwóch lat na ujemnym poziomie.
- Czy słabe wyniki polskiej gospodarki, które utrzymują się od kilku miesięcy, grożą recesją? Ekonomiści twierdzą, że czeka nas "miękkie lądowanie".
Ekonomiści są w tej kwestii zgodni. Poniedziałkowe dane Głównego Urzędu Statystycznego o produkcji w polskim przemyśle były "zaskakująco słabe". Mowa tu o odczycie, który wskazał, że w porównaniu do lipca 2022 r. poprzedni miesiąc przyniósł spadek w sektorze o 2,7 proc., przy czym prognozy zakładały wynik na poziomie -0,6 proc.
Skąd wzięły się słabe dane przemysłu? Ogólny zastój w UE nie pomaga polskiej gospodarce
Gdyby zrealizował się scenariusz wykuty przez konsensus rynkowy, moglibyśmy mówić o podtrzymaniu pewnej (i nieznacznej) tendencji wzrostowej w produkcji. Największy dołek w sektorze odnotowano bowiem w kwietniu (-6,4 proc. rdr), a następne miesiące przynosiły wskaźniki nieco niższe (kolejno -3,2 proc i -1,4 proc. w maju i czerwcu).
Jednak lipiec zaskoczył negatywnie. Jak wskazał ekonomista Santandera, Grzegorz Ogonek w rozmowie z PAP, "weszliśmy w drugą połowę roku, która miała być lepsza, a mamy ciąg dalszy słabości".
Ekonomista tłumaczy, że czerwcowy odczyt produkcji "rodził więcej nadziei". I choć nie jest tak źle jak sugerują odczyty PMI - mierzącego nastroje przedstawicieli przemysłu - gdzie panuje "zapaść", tak wydaje się, że "dostosowywanie popytu jest na tyle silne i fakt, że firmy zostały z nadmiernymi zapasami, sprawiają, że bieżąca produkcja będzie musiała ucierpieć".
Podobnego zdania są analitycy z Polskiego Instytutu Ekonomicznego, którzy w swoim komentarzu do danych GUS zauważyli, że firmy w Polsce mają nagromadzone "duże zapasy". Jednocześnie odnieśli się do raportu Narodowego Banku Polskiego przypominając, że dotyczy to 13 proc. przedsiębiorstw i że jest to najwyższy poziom od początku zbierania statystyki w 2010 roku".
Dodatkowo ekonomiści PIE wskazali, że słabe wyniki przemysłu to "efekt pogarszającej się globalnie koniunktury". Swój udział w tym miały także państwa strefy euro. Wśród nich także wyczuwalna jest recesyjna atmosfera, a zadyszka tych gospodarek nie daje "dużej przestrzeni do odbicia produkcji".
Podobnego zdania są też ekonomiści Pekao, którzy wskazali, że w niedalekiej perspektywie "słabość Europy Zachodniej i popytu ze strony niemieckiego przemysłu" będą czynnikami osłabiającymi tempo wzrostu polskiej gospodarki.
W swoim komentarzu analitycy z Credit Agricole wskazali ten powód jako "główny czynnik oddziałujący w kierunku pogłębienia się spadku produkcji". Wynika to z faktu, że największe spadki zanotowano w branżach, nastawionych na eksport towarów za granicę.
Słabe dane z przemysłu to... dobra wiadomość? Spadnie presja na podwyżki cen
Jednak w tej beczce dziegciu znalazła się też łyżka miodu. Mowa tu o odnotowanym pierwszym od co najmniej dwóch lat ujemnym wskaźniku cen producentów, tzw. inflacji PPI.
Jak zauważają ekonomiści z mBanku, "ceny producentów spadły w lipcu mocniej niż oczekiwano (-1,7 proc., wobec prognoz na poziomie -1 proc. - red.)". Wpływ na ten odczyt miała rewizja danych za czerwiec, które wskazały na wzrost o 0,3 proc., a nie jak wcześniej oszacowano 0,5 proc.
Jednocześnie ekonomiści prognozują, że "spadki te pogłębią się jeszcze do końca roku". Co to może oznaczać w praktyce? Niższe koszty produkcji, a w efekcie mniejszą presję, jaką firmy będą odczuwały wobec podwyżek swoich cen. A to natomiast przełoży się na zmniejszenie presji wzrostowej inflacji bazowej, a co za tym idzie także na mierniku tempa wzrostu cen konsumenckich.
Takiego scenariusza oczekują także ekonomiści Pekao. Jak wskazali w swoim wpisie na platformie X (dawny Twitter), GUS odnotował "oczekiwaną deflację". Jednocześnie "bieżące momentum także pozostaje deflacyjne - spadają ceny produkcji żywności, metali czy energii". A to natomiast będzie wspierać hamowanie tempa wzrostu cen w przypadku inflacji konsumenckiej.
Czy w Polsce będzie recesja? Ekonomiści: Nie zanosi się na to
Nadzieją na wyższy PKB są dane o sprzedaży detalicznej. Raport za lipiec GUS przekaże we wtorek. To właśnie w wydatkach konsumentów ekonomiści doszukują się szansy na odbicie dla polskiej gospodarki.
Jak wskazali w swoim prognozach ekonomiści z ING, "spadająca inflacja" będzie wspierać stopniowe odbicie wydatków konsumpcyjnych", a to natomiast przyniesie odbicie "całego PKB po słabej I połowie roku". W ten sposób eksperci odnieśli się do skurczenia polskiej gospodarki od kwietnia do czerwca o 0,5 proc. i o 0,3 proc. w I kw. br.
Jednak "techniczna recesja", jak nazywa się sytuację, w której w dwóch postępujących po sobie kwartałach następują roczne spadki PKB, nie przerodzi się w pełnoprawne skurczenie się gospodarki w całym 2023 r. Scenariusz "miękkiego lądowania" zakładają ekonomiści z Credit Agricole. Ich zdaniem PKB Polski w 2023 r. wyniesie 0,8 proc.
Nieco mniej optymistyczne założenia przedstawili analitycy PIE, którzy uważają, że polska gospodarka w 2023 r. urośnie o 0,7 proc. Jeszcze niższy odczyt zakładają ekonomiści z Pekao, w opinii których PKB na koniec roku wyniesie 0,4 proc.
















