Reklama

Co z tą Europą?

Z największymi wyzwaniami - geopolitycznymi, technologicznymi, ludzkimi - Europa powinna mierzyć się wspólnie. Bo tylko razem może być gospodarczo konkurencyjna, społecznie wiarygodna, politycznie skuteczna.

Niech będzie jak dawniej - ta formuła od pewnego już czasu na Starym Kontynencie nie działa, a diagnoza dotycząca stanu i rokowań na przyszłość musi niepokoić wszystkich, którym idea wspólnej Europy jest bliska, którym zależy na stabilności i warunkach dla gospodarczego i społecznego rozwoju.

Przemiany polityczne - przechylające Europę w kierunku populizmu, izolacjonizmu, protekcjonizmu w gospodarce - będą nadal wpływać na warunki prowadzenia biznesu. Trudny do przewidzenia zestaw skutków brexitu dla wymiany gospodarczej, europejskiego rynku pracy, finansów, czy hasło Europa dwóch lub wielu prędkości - skłaniają do refleksji nad integralnością Unii Europejskiej dziś i jutro.

Reklama

Nie dzielmy. Mnóżmy!

- Nie będziemy tego ukrywać. Grecja, kolejne kryzysy i przesilenia, dotyczyły nas, ale to wciąż było od nas daleko. Dziś bezpośrednio mamy do czynienia z brexitem, kłopot stanowi polityka Rosji; problemy zrodzone przed laty nie zostały rozwiązane, a przybywa nowych wyzwań - ocenia prof. Jerzy Buzek, poseł do Parlamentu Europejskiego, jego były przewodniczący.

Europa jest niepewna swojej przyszłości, odczuwa skutki podziałów i kryzysu zaufania. Jednak integralności wspólnego rynku, o co apelowali m.in. uczestnicy zakończonego w maju w Katowicach Europejskiego Kongresu Gospodarczego, nie można podważać. Unia Europejska tworzy, abstrahując od nieporozumień i sporów, kluczowy kontekst budowania dobrobytu i rozwoju. Wspólny rynek obejmujący 500 mln obywateli to potężny kapitał, a to właśnie on byłby pierwszą ofiarą realizacji jakiegokolwiek scenariusza dzielenia kontynentu.

- Dzieląc Europę, nie rozwiążemy żadnego z jej problemów - uważa Konrad Szymański, sekretarz stanu ds. europejskich w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Europa musi znaleźć odpowiedź na pytanie, jak się zmieniać i który z uproszczonych scenariuszy przyjąć: wariant odwrotu od integracji, trwania przy niej (z modyfikacjami) lub odważnego pogłębienia tego procesu. Rozwiązanie będzie zapewne hybrydowe. Unia musi jednak pokazać, że umie rozwiązywać problemy, które dotykają jej mieszkańców - by odzyskać zaufanie.

Europa - jak uczy doświadczenie - z kryzysów wychodzi bardziej zintegrowana, co bierze pod uwagę m.in. Jan Fischer, były premier Czech. - Nie da się obecnie przewidzieć gospodarczych konsekwencji brexitu bez kryształowej kuli. Opinie na ten temat są skrajne, od takich, że praktycznie nic się nie zmieni, po wieszczenie totalnej katastrofy - zauważa były szef czeskiego rządu. - Nie lubię skrajności. Kto wie, może brexit doprowadzi do nowych synergii w Europie i paradoksalnie stanie się nową szansą dla Europy? Możliwe, że będziemy mieli do czynienia z "paradoksem brexitu", który stanie się argumentem za integracją.

Dla Litwinów to właśnie kryzys stanowił argument za przyjęciem euro, choć dziś akces do eurostrefy jest dyskusyjny i generalnie zyskał inny wymiar jako członkostwo w de facto tworzącym się i aspirującym do specjalnych przywilejów "europejskim klubie pierwszej prędkości".

Odpowiedzialność - to jedno ze słów kluczy w trwającej debacie o przyszłości Wspólnoty. Zdaniem wicemistra Szymańskiego, bierze się ona z poczucia podmiotowości i wpływu na przyjmowane wspólnie rozwiązania. Z członkostwa wynikają jednak nie tylko korzyści, ale i obowiązki. Dzielenie się także trudnościami, a nie tylko owocami sukcesu, jest trudne, ale konieczne i uczciwe. Negacja bez dania alternatywy, jak przekonuje Mikuláš Dzurinda, były premier Słowacji, prezes think tanku Wilfried Martens Centre for European Studies, prowadzi do politycznego pata i gospodarczej stagnacji.

- Możemy się spierać, ale nie możemy być bierni - zachęca Dzurinda. - Musimy być bardziej zjednoczeni, z większą świadomością uczestniczyć w klubie, którego jesteśmy członkami. A to oznacza zarówno czerpanie korzyści, ale też obowiązki i obciążenia. Nie może być tak, że część krajów Unii Europejskiej ma tego pełną świadomość, a część pozostałych próbuje jedynie "zrywać czereśnie".

System do poprawki

"Ratujmy kapitalizm przed nim samym" - hasło zachowuje aktualność jako inspiracja do dyskusji na styku społeczno-politycznych i gospodarczych problemów Europy. Liberalna doktryna gospodarcza znalazła się w ogniu krytyki po ostatnim kryzysie, którego echa nadal przetaczają się przez Europę. Jeśli jednak nie rynek i wolność gospodarcza, to co? - pytają zaniepokojeni przedsiębiorcy.

Współczesny kapitalizm w dużej części nie uczestniczy w dyskursie o społecznej roli gospodarki, ignorując kwestie niezwiązane bezpośrednio z maksymalizacją zysku. Nie dziwią wobec tego objawy kontestowania dotychczasowego porządku przyjmujące postać buntów przeciwko korporacjom czy protestu przeciw wspieraniu z publicznych środków podmiotów rynku finansowego "zbyt dużych, by upaść", co uzasadnia się obawami o destabilizację rynków. Spontaniczny sprzeciw staje się gruntem dla populizmu, co znajduje odzwierciedlenie w wielu krajach przy urnach wyborczych.

Wobec tej presji kluczowa staje się reinterpretacja roli człowieka jak podmiotu współczesnej gospodarki. Gospodarki wykorzystującej wiedzę, wymagającej wysokich kwalifikacji, zależnej od edukacji i zmieniającej szybko i głęboko życie przedsiębiorców, pracowników i konsumentów. Powracają, domagając się nowych odpowiedzi, tradycyjne pytania: o faktyczny i praktyczny wymiar odpowiedzialności w biznesie, o społeczne obowiązki gospodarki dotyczące środowiska, zdrowia, a także o aktualnie pożądaną rolę państwa jako regulatora stającego między kapitałem a pracownikiem czy odpowiadającego za redystrybucję dochodu narodowego.

Moralna odbudowa systemu to mozolny proces, w którym kluczowa będzie rola gospodarki społecznej, sektora organizacji pozarządowych, wszelkich form samorządu, regulacji dotyczących prawa pracy, jej bezpieczeństwa i ochrony zdrowia.

Nie do przecenienia w tych przeobrażeniach wydaje się rola klientów, konsumentów i inwestorów prywatnych, którzy swoimi codziennymi decyzjami kształtują postawy i strategie korporacji w takich dziedzinach jak relacje ze środowiskiem naturalnym, standardy pracy i współpracy, metody i kierunki inwestowania, transparentność i komunikacja czy zarządzanie ryzykiem.

Pokusa działań gospodarczych (inwestycji) zakładających ryzyko jest tym większa, im mniej stabilne są realia - szeroko pojęte otoczenie gospodarki. Niestabilność prowokuje do aktywności w krótkiej perspektywie - nastawionej na szybki zysk i wykorzystanie gwałtownych wahań. W ten sposób nakręca się spiralę ryzyka nieprzewidywalności i chaosu. Rolą państwa pozostaje w tym kontekście stabilizacja warunków prowadzenia biznesu.

W klimacie niezrozumienia?

Polityka klimatyczna Unii Europejskiej nie od wczoraj jest polem sporu - przede wszystkim w aspekcie skutków regulacji dla polityk energetycznych krajów członkowskich oraz konkurencyjności ich gospodarek. W trakcie kongresowych sesji poświęconych regulacjom i polityce energetycznej - a te tematy są obecne na EEC od lat - nie tuszowano różnic. Otwarcie mówiono o roli węgla w energetyce - malejącej w zachodniej Europie i stabilnej w Polsce.

Jeden z głównych dylematów brzmi - jak pogodzić wpisaną w unijną politykę dbałość o środowisko z dążeniem do większej suwerenności energetycznej Europy opartej na dywersyfikacji źródeł i kierunków importu surowców.

Postulatem, wyraźnie artykułowanym w Polsce, ale niewywołującym dotychczas reakcji, jest większa elastyczność w polityce klimatycznej UE - na wzór podejścia, które legło u podstaw klimatycznego Porozumienia paryskiego z 2015 roku.

Nasz sektor wytwarzania energii elektrycznej, ze względu na swoją specyfikę, potrzebuje więcej czasu na przejście do gospodarki niskoemisyjnej, niż wynikałoby to z celów przedstawianych przez Brukselę. Polska jako jedyny kraj w Europie uważa go za gwarancję swojego bezpieczeństwa i energetycznej suwerenności.

- Zapowiedzi UE mówią, że w roku 2050 będziemy mieli energetykę bez węgla. To na pewno nie uda się w przypadku Polski - uważa Krzysztof Tchórzewski, minister energii. - Możemy z dużym wysiłkiem, kosztem ok. 200 mld zł, obniżyć poziom węgla w polskiej energetyce do poziomu 50 proc., przy zachowaniu równomiernego rozwoju kraju i bez stref dużego bezrobocia. Czysta energia jest rzeczą bardzo ważną i to nie jest tak, że jako Polacy bagatelizujemy ten temat. Należy jednak pamiętać: żyjemy w konkretnym otoczeniu i nam jest trudniej spełnić wszystkie wymogi środowiskowe.

Dróg, sposobów i strategii ograniczenia wpływu gospodarki i szerzej - działalności człowieka - na zmiany klimatu i stan środowiska może być wiele i nie warto z żadnej z nich rezygnować, jeśli okaże się racjonalna. Nietransparentność działań i regulacji, które de facto zmuszałyby jakiekolwiek państwo członkowskie UE do ponoszenia kosztów gruntownego przemodelowania swojego miksu energii pod jeden słuszny wzorzec, wydaje się wylewaniem dziecka z kąpielą. Brak kompromisu między energetyką klasyczną (węglową) a preferowanymi i promowanymi źródłami odnawialnymi odbiłby się bowiem niekorzystnie zarówno na systemach energetycznych i gospodarkach wciąż zależnych od węgla czy na węgiel stawiających, jak i na energetyce odnawialnej. Brakuje jednak w tej chwili przesłanek, by twierdzić, iż UE zweryfikuje zasadniczo politykę klimatyczno-energetyczną.

- Chcemy zaproponować głęboką, szeroko zakrojoną reformę sektora energetycznego, największą od czasu stworzenia systemu opartego na paliwach kopalnych. Ten pakiet zmian wygeneruje nowe miejsca pracy i będzie impulsem wzrostu PKB - deklarował w Katowicach Maroš Šefčovič, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, i dodał: - Okres przejściowy będzie trudny. Wszystkie wprowadzane zmiany muszą oznaczać korzyści dla społeczeństw i uwzględniać potrzeby obywateli państw, których gospodarka w dużym stopniu uzależniona jest od węgla.

Niewątpliwie dekarbonizacja, decentralizacja i digitalizacja będą kształtować przyszłość europejskiej energetyki. Przy czym dekarbonizacja nie powinna być rozumiana wyłącznie jako eliminacja węgla, ale także jako wprowadzanie technologii "czystego węgla", wysokosprawnej kogeneracji czy walka z niską emisją.

Rewolucja czy ewolucja?

Dotychczasowe motory wzrostu gospodarczego tracą na znaczeniu, przyszły model rozwojowy Europy będzie związany w dużym stopniu z gospodarką opartą na wiedzy i z innowacjami.

Postępująca szybko digitalizacja gospodarki - także jej tradycyjnych gałęzi, to wielka szansa, ale niepozbawiona zagrożeń, ryzyka i pułapek. Zarządzanie informacją i wielkimi zbiorami danych, Internet rzeczy, digitalizacja w handlu jest wyzwaniem dla biznesu, administracji, obywatela i generalnie - perspektyw rozwoju.

Możliwości, jakie cyfryzacja przyniesie w organizacji takich sektorów jak transport, energetyka, handel, usługi finansowe lub rozwój koncepcji inteligentnych miast, są dziś trudne do całościowej oceny. Wiemy jednak, że te dziedziny życia wkroczyły na drogę gruntownych zmian.

- Jeśli chodzi o stopień "ucyfrowienia" gospodarki, Unia jako całość znajduje się na średnim poziomie w skali świata, mamy jednak wśród naszych członków absolutnych światowych liderów (przede wszystkim wśród krajów skandynawskich), którzy wyprzedzają nawet takie kraje jak Japonia - ocenia Gerard de Graaf, dyrektor generalny ds. sieci komunikacyjnych, treści i technologii w Komisji Europejskiej. - Z drugiej strony europejscy outsiderzy pozostają w tym wyścigu dość daleko w tyle. Zależy nam zatem na tym, żeby poziom się wyrównywał, dlatego kraje pod tym względem zapóźnione muszą ruszać do przodu nawet szybciej. Polska znajduje się na 23. miejscu wśród 28 państw Unii, ma więc sporo do zrobienia.

Elektromobilność, jeden z polityczno-gospodarczych priorytetów Europy, będzie w coraz większym stopniu zmieniała życie codzienne, ale przekształci także sektor energii i paliw oraz przemysł środków transportu. Robotyka i automatyzacja zmieni całą produkcję, a w konsekwencji - rynek pracy i edukację. Technologie ICT będą nadal kształtować zachowania klientów, ale także relacje w firmach oraz biznesowe strategie, które winny uwzględniać jako kluczowe zmiany w zasobach ludzkich - tak, by firmy zyskały umiejętność tworzenia strategii z wykorzystaniem prognoz, a nie o danych archiwalnych. Decydującym o konkurencyjności zasobem firmy stanie się więc kompetencja i kreatywność zespołu.

- Każda nowa technologia wyklucza ludzi, np. buldożer zastąpił stu pracowników z łopatami - zauważa Preston McAfee, główny ekonomista Microsoft Corporation. - Spowodował jednak potrzebę zatrudnienia operatora buldożera, czyli pracownika o wyższych umiejętnościach. Najważniejszym pytaniem nie jest zatem to, czy nowe technologie zastąpią ludzi, ale czy będą wymagać nowych zdolności i podniosą wartość pracy, czy też - ułatwiając czynności - zmniejszą zapotrzebowanie na umiejętności i doprowadzą do zmniejszenia wartości pracy.

Niezależnie od tego, jak zdefiniujemy i nazwiemy nowe pokolenie konsumentów i pracowników, układem odniesienia dla postępu technologicznego pozostanie człowiek, który współtworzy ekosystem zmian. Firmy korzystające w coraz większym stopniu z nowych technologii nie powinny wobec tego zapominać ani o edukacji, ani o wartości dialogu.

W "nowym cyfrowym świecie" konieczne będą (a do tego Unia Europejska już się przygotowuje) nowe regulacje: zapobiegające cyberzagrożeniom, chroniące prywatność i prawa konsumenta w obiegu informacji między firmami, wyznaczające standardy wykorzystania dronów czy pojazdów autonomicznych, inicjujące powstawanie infrastruktury koniecznej np. do rozwoju elektromobilności.

Rola regulatora jest tu jasna - nadążyć za rozwojem technologii, kreując ramy gwarantujące wolną konkurencję. Tworzenie jednolitych zasad (np. dla przesyłu danych) dla całego rynku europejskiego nie będzie problemem dla przedsiębiorców. Przeciwnie - biznes nie lubi, kiedy na poszczególnych rynkach UE obowiązują różne zasady.

Oskar Filipowicz

Więcej informacji w portalu "Wirtualny Nowy Przemysł"

Dowiedz się więcej na temat: Europa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »