Reklama

Czas szykować się na wyższe opłaty w bankach

Czy banki wprowadzą opłaty za prowadzenie rachunku i wiele jeszcze innych za korzystanie z ich usług? "Jest to nieuniknione" - potwierdza prezes ING Banku Śląskiego Brunon Bartkiewicz. Na razie przynajmniej nie ma mowy o tym, żebyśmy dopłacali do zgromadzonych w banku pieniędzy, choć tak jest już w wielu krajach.

- Bez wątpienia zbliżenie się stóp blisko zera nie daje możliwość funkcjonowania banków bez podwyższenia opłat. Jest to nieuchronne - mówił Brunon Bartkiewicz w czasie zdalnej dyskusji z Janem Krzysztofem Bieleckim w ramach "Kwadransa z Europejskim Kongresem Finansowym".

Reklama

Na czym banki zarabiają? Przede wszystkim na różnicy pomiędzy oprocentowaniem kredytów i depozytów. Jeśli stopy są wyższe, banki mają większe pole manewru. Rada Polityki Pieniężnej obniżyła główną stopę w marcu, kwietniu i w maju w sumie do 0,1 proc. To jeden z powodów, dla których zyski wszystkich polskich banków po pięciu miesiącach tego roku spadły do 3,4 mld zł, czyli o prawie 42 proc. w porównaniu z tym samym okresem zeszłego roku.

Skutek - na razie - jest taki, że banki gwałtownie obniżyły oprocentowanie depozytów. Największy polski bank PKO BP niedawno zadeklarował, ze nie przyjmuje od firm lokat terminowych. To nie znaczy oczywiście, że nie przyjmuje pieniędzy - przedsiębiorstwa mogą je trzymać na rachunkach bieżących.

Pod wpływem cięcia oprocentowania depozytów klienci indywidualni i tak zdecydowaną większość kwot przenoszą na nieoprocentowane ROR-y. Tymczasem w strefie euro, gdzie od 2016 roku główna stopa banku centralnego wynosi zero, niektóre banki wprowadzają już ujemne oprocentowanie depozytów. Ostatnio holenderski ABN AMRO wprowadził ujemne oprocentowanie depozytów od wysokości 2,5 mln euro. Ubożsi mają wciąż oprocentowanie "zerowe". W Polsce banki także poważnie zastanawiają się na obniżeniem poniżej zera oprocentowania lokat w euro.

- Ujemne oprocentowanie lokat w strefie euro był długo tematem tabu. Mamy już dość powszechnie wśród banków do czynienia z praktyką (...) ujemnych stóp na depozytach. To konsekwencja przyjęcia ujemnych stóp procentowych w tamtych systemach gospodarczych (...) Ten proces w Polsce będzie podążał tą samą drogą - mówił Brunon Bartkiewicz.

Czy w Polsce możliwe jest ujemne oprocentowanie lokat w złotych? Na przykład gdyby główna stopa NBP została obniżona jeszcze do zera? W dodatku w sytuacji, gdy inflacja liczona wskaźnikiem HICP jest najwyższa w Unii?

- Wprowadzenie ujemnych stóp na depozyty w złotych jest niemożliwe, w Polsce byłoby  prawdopodobnie nielegalne - powiedział Brunon Bartkiewicz.

Dane KNF pokazują, że maja ubiegłego do końca maja tego roku wartości zobowiązań banków wzrosła o ponad 260 mld zł, natomiast wartość kredytów o 107 mld zł. W tym samym czasie banki zwiększyły swoje portfele rządowych obligacji o ponad 160 mld zł finansując w ten sposób dług publiczny.   

- Banki są zalane pieniędzmi - powiedział Brunon Bartkiewicz.

Jak widać z tych danych ogromny napływ depozytów nie spotyka się z popytem na kredyt. Niekorzystną sytuację pogłębił kryzys, kiedy z jednej strony spadł popyt, a z drugiej strony banki zaostrzyły politykę kredytową ze względów ostrożnościowych. Rządowe programy spowodowały, że prawdopodobnie popyt na kredyt ze strony przedsiębiorstw będzie niewielki także przez najbliższe lata. A to dodatkowo utrudni sytuację banków.

- W poważnym stopniu funkcję wspomagania przedsiębiorstw wziął na siebie rząd. To wyparło potrzeby podmiotów gospodarczych na najbliższe 2-3 lata, a tego konsekwencje będą bardziej złożone dla banków - powiedział Brunon Bartkiewicz.

Banki nie mają więc na czym zarabiać i sytuacja ta jeszcze potrwa. Będą musiały natomiast pokryć straty na niespłacanych kredytach z powodu kryzysu. Pozostaje im zatem podnoszenie opłat i prowizji.

- Zobaczymy jaka to będzie skala, bo to zależy od presji konkurencyjnej. Jest też kilka modeli biznesowych. Ale jest to rzeczą nieuniknioną - powiedział prezes ING BŚK.

- Czy jest to postać ujemnych stóp, czy opłat, które mają podobne znaczenie ekonomiczne, to spraw drugorzędna - dodał.

Brunon Bartkiewicz twierdzi, że prawdopodobnie popandemiczna recesja będzie krótsza niż po wielkim kryzysie finansowym lat 2007-9, ale nie znaczy to, że banki nie powinny się przygotowywać na najgorsze scenariusze.

- Myślę, że z tą recesją poradzimy sobie szybciej ale kosztem zwiększenia długu. Będziemy musieli trochę zmienić umowę społeczną - co jest dopuszczalne a co nie jest jeśli chodzi o zadłużenie państw (...) Jeśli recesja będzie miała przebieg raczej łagodny, jak w Polsce, to w konsekwencje nie będą takie ciężkie - powiedział.

- Intuicja podpowiada mi, że z gospodarką będzie całkiem nieźle, ale rozum - żebym szykował się na najgorsze. Intuicja podpowiada mi, że ta burza, to raczej burza w szklance wody - dodał.

Choć jest szansa, ze najczarniejsze scenariusze się nie spełnią, zarówno sektor bankowy, państwo jak też instytucje powinny być na nie przygotowane. Dlatego Brunon Bartkiewicz uważa, że w Polsce powinna postać instytucja zarządzająca złymi aktywami, zwana potocznie "złym bankiem". Na wypadek, gdyby upadłości były masowe, a banki nie były w stanie pokryć strat na kredytach, instytucja taka przejmowałaby od nich złe kredyty, by były w stanie przetrwać i dalej pożyczać.

- Dobrze, żeby taka formuła była przygotowana, i to z wyprzedzeniem, żeby razie potrzeby można było ją aktywować. Oprzyrządowanie takiej instytucji wcale nie jest takie proste. To jest trochę przygotowywanie się na najgorsze, ale dobrze jest być przygotowanym nawet, kiedy czarnych chmur nie ma. Rozsądek podpowiada, by być przygotowanym zawsze na najgorsze - mówił prezes ING BŚK.

Jacek Ramotowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »