Reklama

Czepczyński: Nie ma czasu na odkładanie pomocy dla firm

Bez agresywnej polityki PFR i państwa - nie przetrwamy. Dostałem już informacje, że faktury niezapłacone w kwietniu zostaną uregulowane w lipcu. A do tego czasu wszystko jeszcze może się zdarzyć. Skąd wziąć pieniądze na pensje, jeśli firmy przestaną płacić sobie nawzajem? - pyta w rozmowie z Interią Artur Czepczyński, prezes firmy transportowo-logistycznej ABC-Czepczyński.

Bartosz Bednarz, Interia: Gospodarka w wielu miejscach stanęła. A jak to wygląda w branży transportowo-logistycznej?

Reklama

Artur Czepczyński, prezes ABC-Czepczyński: - Sytuacja jest dramatyczna. Kryzys jest wielopoziomowy. Mniej klientów to jeden problem. Drugim jest to, że wartość frachtów dynamicznie jest przeceniana. Jeśli przed kryzysem klient płacił nam np. 1000 euro, to teraz płaci nam 700 euro albo mniej.

To oznacza zwolnienia?

- Każda branża mierzy się dzisiaj z innymi wyzwaniami. Prowadzę sześć firm. W turystyce nie czekałem, trzeba było ograniczyć zatrudnienie. Jeśli chodzi o transport i spedycję: mam dwa podmioty i na razie czekam. Na pewno szykuję się na redukcję wynagrodzeń, a w drugim etapie także na redukcję etatów, który szacujemy, że może nastąpić za ok. 2-3 miesiące. Jeśli zamówień będzie mało, to nie będę mógł dłużej czekać. Jeśli nie dostosujemy się kosztowo - to całkowicie stracimy płynność.

- Mam stałą ekipę. Wiem, że wiele się dzisiaj mówi o tym, żeby nie zwalniać pracowników. Budowałem firmę 22 lata, żeby urosła do 200 mln przychodów rocznie. Nie wiem, ile stracę przez najbliższe dwa miesiące. Nie mogę obiecać wszystkim ludziom, że ich utrzymam na pokładzie. Będę musiał dostosować strukturę zatrudnienia do spadku, który niewątpliwie nastąpi.

Nie jest to decyzja prosta...

- Ludzie pracują ze mną latami. To bardzo trudne, ale niepodejmowanie takich decyzji jest jeszcze gorsze. Nie da się utrzymać zespołów z nadzieją na lepsze czasy, że one przyjdą. W końcu tak będzie, ale trzeba tego doczekać. Można usłyszeć o takiej narracji, że po kryzysie szybko staniemy na nogi, że złe czasy szybko przyszły i szybko przeminą. Nie wierzę w to. Moim zdaniem po tym co się już wydarzyło będziemy leczyć rany latami.

Co dalej?

- Mamy plan na najbliższe miesiące. Podróże służbowe będą zawieszone na 12-18 miesięcy. Obostrzenia sanitarne pozostaną z nami na bardzo długo, może na stałe. Jeśli chodzi o gospodarkę, wydaje mi się, że powinno być lekkie odbicie od tego, co mamy dzisiaj, ale nie sądzę, że we wszystkich sektorach. U nas natomiast zakładam rosnące obroty, które szacuję na 10-15 proc. od tego, co dotychczas spadło, w perspektywie pierwszego roku odmrożenia. Następnie będziemy mam nadzieję systematycznie rosnąć, ale pod warunkiem, że nie będzie drugiej fali epidemii.

Świat się zmieni?

- Do tej pory - nazwijmy to - świat materialnych rzeczy, czyli produkcja samochodów, statków, telewizorów - był dużo niżej wyceniany niż praca związana ze "światem wirtualnym". Teraz jeszcze bardziej przejdziemy w dobra wirtualne, ale zabraknie nam tych materialnych, jak pralka czy odkurzacz. Firmy będą musiały produkować, ale praca będzie coraz trudniejsza, właśnie ze względu na wszelkie nowe obostrzenia. Ceny produktów wzrosną, a płace spadną. To będzie bardzo trudne do pogodzenia.

- Patrząc na świat, który mieliśmy i na ten za kilka miesięcy, dostrzeżemy wiele różnic. Będzie on zupełnie inny. Zrewolucjonizowany pod względem e-commerce, webinarów, zdalnych konferencji. Podróże będą inne, myślenie o nich się zmieni. Powrót do świata, który znaliśmy i do którego się przyzwyczailiśmy, zajmie nam wiele czasu. Jeśli już dzisiaj czytam, że odwołany będzie "Oktoberfest" (wrzesień-październik - red.) i najprawdopodobniej przełożone na za rok "Expo 2020" (październik-kwiecień 2021) to pokazuje skalę tego, z czym musimy się mierzyć.

- Świat zrobi się bezduszny. Będzie kłopot, żeby zbudować emocje między sprzedającymi, a kupującymi, co udawało się robić właśnie w czasie spotkania biznesowego. Teraz długo tego nie będzie. W ubiegłym roku założyłem fundację dla przedszkolaków i uczniów szkół... Prowadziliśmy programy edukacyjne. Wielu moich klientów doceniało to, co robiliśmy dla dzieci nie tylko w Polsce. Nie wiem, co będzie z tym dalej...

Rząd zaczął przygotowywać się do odmrożenia gospodarki.

- Myślę, że w samą porę. Tylko to nie jest takie proste. Przykładowo, jak zachowania konsumentów i pewien strach przed inwestycjami, będą wpływać na tempo odmrażania? Załóżmy, że odbijemy do 50-60 proc. stanu przed kryzysem. A później? Jak rozmawiam z innymi przedsiębiorcami, to słyszę, że powrót do tego, co było, zajmie lata. I ja też widzę, że to nie będzie ani prosta, ani szybka droga.

Jaki rygor sanitarny przewidujecie wdrożyć?

- Podzieliliśmy pracę na zespoły, tak żeby różne piony nie krzyżowały się. Wymagania i obostrzenia takie jak płyny dezynfekcyjne, zachowanie odległości - utrzymujemy. Prowadzimy wideokonferencje z klientami.

- Na pewno dojdzie do takiej sytuacji, że będziemy mierzyć temperaturę, ludzie będą podchodzić bardziej odpowiedzialnie do swojego zdrowia. Nauczymy się więcej odpowiedzialności za współpracowników i jeszcze bardziej docenimy pracę zespołową. Konieczne będzie najpewniej utrzymywanie zespołów w rezerwie taktycznej. I to pewnie przez dłuższy czas. Skoro do maseczek mamy się przyzwyczaić, to obostrzenia i nowy rygor sanitarny też staną się regułą.

Tarcza antykryzysowa, a już niedługo finansowa pomogą? Czy jednak pojawiły się za późno?

- W samą porę. Zbyt dużo trzeba jednak utrzymać, za zbyt niewiele. Przy takim spadku, tąpnięciu w obrotach - nieredukowanie zatrudnienia tworzy zbyt duże ryzyko. Bez możliwości zoptymalizowania kosztów do pewnego poziomu nie damy rady przejść przez ten kryzys.

- Jednym problemem są koszty pracownicze. Drugim jest wpływ należności. Jeśli faktury nie zostaną zapłacone na czas to będziemy mieć kolejną dziurę w budżecie. A to już się zaczyna dziać. Bez agresywnej polityki PFR i Państwa - nie przetrwamy. Dostałem już informacje, że faktury niezapłacone w kwietniu zostaną uregulowane w lipcu. A do tego czasu wszystko jeszcze może się zdarzyć. Skąd wziąć pieniądze na pensje, jeśli firmy przestaną płacić sobie nawzajem? Tarcza jest dobra, ale jeśli warunkiem będzie utrzymanie 100 proc. kosztów, to nie zachowamy płynności. Ośrodek wczasowy, który prowadzę jest "zamrożony". To samo dotyczy luksusowego biura podroży. Być może rząd w ogóle powinien podjąć decyzje, żeby nie ratować turystyki wyjazdowej a skupić się przede wszystkim na polskim rynku.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

- Największym problemem polskiej gospodarki jest to, że proporcje pomocy w porównaniu do tej prowadzonej przez Niemców, Francuzów czy Włochów mają się nijak do potrzeb. Wychodzi na to, że państwa zachodnie rozumiejąc powagę sytuacji pompują ogromne pieniądze, żeby ruszyć gospodarce z pomocą. W Polsce na razie tego nie widać. Liczę na to, że w końcu dopłynie do firm ta pomoc. Inne państwa wypłacają wsparcie, a potem weryfikują. A u nas najpierw weryfikują a potem płacą.

Fundusz Gwarancji Płynnościowych to realne wsparcie?

- Jestem już w trakcie procedowania wniosku o kredyt z gwarancją z funduszu płynnościowego BGK. Jest to bardzo dobre rozwiązanie, ogromne koło ratunkowe przy spadku obrotów. Mówiąc kolokwialnie - duża bazooka.

- Mamy naprawdę dobre propozycje wsparcia z BGK i PFR, ale liczy się czas. Za dwa miesiące nie będzie co zbierać w wielu miejscach. Zanim to nastąpi mam nadzieje, że te pieniądze trafią na rynek.

Rozmawiał Bartosz Bednarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama