Reklama

Czy grozi nam niedobór gazu po 2022 roku?

Cofnięcie pozwolenia środowiskowego dla rurociągu Baltic Pipe może mieć dla Polski poważne konsekwencje. Gazociąg o przepustowości 10 mld m sześc. gazu rocznie miał być gotowy przed wygaśnięciem długoterminowego kontraktu jamalskiego na dostawy gazu z Rosji. Jeśli inwestycja się opóźni, będziemy musieli na bieżąco organizować dostawy gazu do kraju. A błękitnego paliwa będziemy zużywać coraz więcej. Na razie strona polska zapewnia, że kontynuuje budowę gazociągu według planu.

Według komunikatu spółki Energinet, duńskiego operatora przesyłowego, Komisja Odwoławcza ds. Środowiska i Żywności uchyliła 31 maja pozwolenie środowiskowe z 12 lipca 2019 roku wydane przez Duńską Agencję Ochrony Środowiska. Sprawa została przekazana do ponownego rozpatrzenia przez agencję. Ma ona przeprowadzić dodatkowe badania, które wskażą, czy inwestycja może zniszczyć lub uszkodzić tereny rozrodu lub odpoczynku niektórych gatunków myszy i nietoperzy.

Prace w Polsce przebiegają planowo

Gaz-System, odpowiedzialny za budowę gazociągu po stronie polskiej, zapewnia, że prace przy projekcie prowadzone przez firmę, zarówno na lądzie jak i na Morzu Bałtyckim, przebiegają bez zakłóceń i są realizowane zgodnie z harmonogramem. 

Reklama

Spółka została poinformowana przez Energinet o decyzji Komisji Odwoławczej ds. Środowiska i Żywności dotyczącej budowy Baltic Pipe na lądzie w Danii. Gaz-System podkreśla jednak, że w żaden sposób nie wpływa ona na realizację projektu w Polsce.

- Energinet obecnie analizuje konsekwencje tej decyzji w kontekście wpływu na prowadzenie prac budowlanych na lądzie w Danii w szczególności w miejscach, gdzie żyją chronione gatunki zwierząt, wymienione w odwołanej decyzji środowiskowej - informuje Gaz-System. I dodaje, że operatorzy są ze sobą w stałym kontakcie.

Rurociąg ma połączyć złoża w Norwegii z Danią, dalej poprowadzony będzie po dnie Bałtyku i ostatecznie połączy system duński i polski. Lądowa część planowanego gazociągu, której dotyczy decyzja Duńczyków, ma mieć 210 km i ma przebiegać przez Jutlandię oraz wyspy Fionia i Zelandia.

Jak najszybciej wyjaśnić sprawę

Głos w sprawie zabrali politycy. Szef KPRM Michał Dworczyk podkreślał, że sprawa jest przez Polskę analizowana. Dopiero potem będzie można zaplanować dalsze działania. Podkreślał, że decyzja dotyczy jednego z trzech odcinków. - Pozostałe dwie części są jakby niezagrożone - mówił w TVP1.

Wiceszef MSZ Marcin Przydacz informował w radiowej Jedynce, że strona polska będzie chciała jak najszybciej wyjaśnić tę sprawę, "powrócić do wcześniejszej decyzji". - W interesie Rzeczpospolitej i całej Europy Środkowej jest jak najszybsze skończenie tego projektu i liczymy tutaj na przychylność rządu duńskiego - powiedział. - Tematyka ochrony środowiska jest bardzo ważna, powinniśmy przestrzegać wszelkich regulacji, ale równie ważne jest bezpieczeństwo energetyczne i powinniśmy te dwa dobra zważyć w taki sposób, aby ten projekt mógł zostać dokończony - dodał.

Wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński tłumaczył, że prace na duńskim odcinku, którego dotyczy decyzja tamtejszej agencji, zostaną wstrzymane jedynie czasowo, do momentu spełnienia wymogów środowiskowo-prawnych przez duńskiego inwestora.

Energinet jest w trakcie wyjaśniania z władzami konsekwencji decyzji o uchyleniu pozwolenia środowiskowego i przygotowuje się do wstrzymania budowy do czasu uzyskania niezbędnych pozwoleń. - Musimy dokładnie zbadać, co dokładnie oznacza dla projektu Baltic Pipe cofnięcie pozwolenia, a zwłaszcza dla prac budowlanych w miejscach, gdzie występują chronione gatunki - poinformowała Marian Kaagh, wicedyrektor Energinetu odpowiedzialnego za realizację duńskiego odcinka gazociągu.

- Bardzo nam przykro z powodu tej decyzji. Gdy w 2019 roku otrzymywaliśmy od władz pozwolenie w sprawie Baltic Pipe, zaznaczono, że powinniśmy prowadzić dalsze prace nad szeregiem środków zapewniających dobre warunki życia niektórym gatunkom zwierząt. Od tego czasu kontynuujemy wysiłki w celu ich ochrony. Jednak Komisja Odwoławcza twierdzi, że wszystkie środki powinny zostać określone przed wydaniem pozwolenia - dodała. W rozmowie z telewizją TV2 przyznała, że jest "bardzo zaskoczona decyzją" organu odwoławczego.

Będzie opóźnienie?

Baltic Pipe ma być gotowy jesienią 2022 roku. Nie wiadomo na razie, czy projekt zostanie opóźniony. Gazociąg to jeden z kluczowych elementów dywersyfikacji dostaw gazu do Polski, poza rozbudową interkonektorów z krajami sąsiadującymi z Polską i terminalem LNG, który jest w tej chwili rozbudowywany (z 5 mld m sześc. do ok. 8,3 mld m sześc. rocznie).

Połączenie z północnymi złożami miało być alternatywą dla długoterminowego kontraktu jamalskiego, na podstawie którego kupujemy gaz rosyjski. Wygasa on z końcem 2022 roku. Kontrakt ma długą historię. Podpisany został w 1996 roku. Był kilkukrotnie zmieniany i aneksowany. Strona polska podkreślała wielokrotnie, że nie zamierza przedłużać umowy ani podpisywać kolejnej długoterminowej.

Władze PGNiG i politycy przez długi czas mówili, że nie będziemy kontynuować zakupów u Rosjan, choć w ostatnim czasie podejście w tej kwestii się zmieniało. Prezes PFNiG Paweł Majewski mówił, że nie jesteśmy skazani na rosyjski gaz, ale celem spółki nie jest realizacja założenia, że już nigdy nie kupimy od Rosjan ani jednego metra sześciennego gazu. - Zwłaszcza, jeżeli będziemy mieć propozycję atrakcyjną cenowo - mówił w wywiadzie dla "Wprost" .

Również w kręgach rządowych słychać, że nie zaprzestaniemy całkowicie zakupów na Wschodzie. - Mamy alternatywne źródła dostaw, ale wraz z rozbudową energetyki gazowej i ciepłownictwa będziemy gazu potrzebować coraz więcej. Możemy kupować surowiec od Rosjan pod warunkiem, że odbywać się to będzie na korzystnych warunkach. A zachowanie Rosjan wskazuje na to, że są gotowi grać rynkowo - powiedział przedstawiciel obecnych władz.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Rosjanie będą dyktować warunki?

Pytanie, czy ta gotowość do gry według rynkowych zasad utrzyma się, gdy Polska znów stanie pod ścianą, jeśli budowa Baltic Pipe się opóźni i trzeba będzie zapobiegać niedoborom gazu na rynku. Przez wiele lat kupowaliśmy błękitne paliwo ze Wschodu po niekorzystnych cenach, drożej niż inne kraje Europy Zachodniej, bo nie mieliśmy alternatywnych kanałów dostaw. Dopiero wyrok Trybunału Arbitrażowego w marcu 2020 r. zmienił na korzyść Polski formułę cenową, tak by była w większym stopniu powiązana z notowaniami surowca na rynkach europejskich.

Jeśli dojdzie do opóźnienia w budowie Baltic Pipe, może okazać się, że nie mamy wyboru i będziemy musieli zdecydować się na wzmożone zakupy z Rosji.

O duńskiej blokadzie projektu rozpisują się rosyjskie media. Pojawiają się pierwsze komentarze w tej sprawie. Rosyjski senator Aleksiej Puszkow ocenił, że po tym, jak Dania wycofała zgodę na gazociąg łączący zasoby norweskie z polskim systemem przesyłowym Warszawa nie będzie miała czasu na zajmowanie się Nord Stream 2. - Musimy uratować nasz projekt. Jak mówi przysłowie, kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada - podsumował, nawiązując do sprzeciwu Polski wobec budowy Nord Stream 2.

PGNiG w ubiegłym roku wydobyło w kraju 3,8 mld m sześc. gazu. Import wyniósł z kolei 14,8 mld m sześc. W strukturze importu ok. 60 proc. gazu pochodziło z kierunku wschodniego, ponad 25 proc. sprowadzono w postaci LNG, a prawie 14 proc. z kierunku zachodniego i południowego.

Monika Borkowska

Dowiedz się więcej na temat: Baltic Pipe | gaz | gazociąg

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »