Reklama

Czy wirus wpędzi nas w kryzys bankowy?

Polskie banki mają szczęście. Kryzys zastał je ze zbudowanymi przez dziesięć lat wysokimi kapitałami i znakomitą płynnością. Ale mają też wiele ryzyk, z których niektóre ostały się tylko w Polsce, jak ogromny udział w portfelach hipotecznych kredytów we frankach. Dlatego obawa czy te wszystkie ryzyka wepchną je w prawdziwy kryzys jest uzasadniona.

Jaki jest mechanizm doprowadzający do kryzysu bankowego wiemy od lat 30. zeszłego stulecia. Profesor Gdańskiej Akademii Bankowej i koordynator Europejskiego Kongresu Finansowego przypomina: najpierw zaczyna się kryzys gospodarczy związany z zaburzeniami po stronie popytu i podaży. Powoduje on, ze przedsiębiorstwa tracą płynność, a w rezultacie tego upadają. Rośnie bezrobocie, a to oznacza, że kredyty nie są spłacane, więc rośnie ryzyko kredytowe. Wtedy właśnie zaczyna się kryzys bankowy. I podczas rozmowy z cyklu "Kwadrans z EKF" pyta - co może zrobić Bankowy Fundusz Gwarancyjny, żeby ograniczyć ryzyko kryzysu bankowego?

Reklama

- To, co robią instytucje powołane do zarządzania ryzykiem systemowym się sprawdza (...) Instytucje z Komitetu Stabilności Finansowej zareagowały właściwie - odpowiada na to pytanie Piotr Tomaszewski, powołany na to stanowisko w marcu prezes BFG.

- Na dzisiaj trudno powiedzieć w jakim stopniu bieżący kryzys wpłynie na pozycję banków.

Póki co wszystkie dane pokazują, ze jeszcze jest za wcześnie, żeby jeszcze wnioskować - dodał.

Przypomnijmy, że BFG odpowiada za gwarancję depozytów w bankach do wysokości 100 tys. euro. W tym celu banki co kwartał wnoszą składki na wypadek, gdyby któryś z nich stracił płynność. Wtedy depozyty można wypłacać z tego funduszu. Tak było już w przypadku upadłości banku w Wołominie kilka lat temu, czy też w przypadku kilku SKOK-ów. Ludzie odzyskali swoje pieniądze w ciągu niespełna tygodnia.

BFG odpowiada także za przymusową restrukturyzację banków, czyli resolution. To mechanizm szczególnego rodzaju upadłości banku wprowadzony na całym świecie po poprzednim wielkim kryzysie finansowym. Upadłość banku prowadzona jest w taki sposób, żeby jego upadek miał jak najmniejszy wpływ na cały pozostały system finansowy.

W tym roku banki mają wpłacić 1,575 mld zł na fundusz gwarantowania depozytów oraz 1,6 mld zł na fundusz przymusowej restrukturyzacji. To duże kwoty, ale w 2030 roku BFG ma dysponować sumą odpowiadająca 2,6 proc. wszystkich gwarantowanych depozytów w systemie bankowym.

Choć w Polsce instytucje odpowiedzialne za stabilność systemu finansowego, zapewne dwoją się i troją, działają już trzy (a wkrótce będzie czwarta) "tarcze antykryzysowa" i jedna "tarcza finansowa" obawy o to, że ryzyko kredytowe w polskich bankach wybuchnie wcale nie są mniejsze. Pomimo tarcz, zatrudnienie w kwietniu spadło o 150 tys. etatów, tak bardzo, jak nigdy jeszcze w historii. To nie jest dobry prognostyk dla banków i ich stabilności.

Rada Polityki Pieniężnej obniżyła  w marcu i kwietniu stopy o 1 punkt procentowy do 0,5 proc. To spowodowało gwałtowny odpływ depozytów z banków. Ale niekiedy czyjeś nieszczęście jest szczęściem dla banku. Spadki na giełdzie spowodowały masy odpływ pieniędzy z funduszy inwestycyjnych, a te trafiły jako depozyty na rachunki bankowe.  

Ale im niższe stopy tym dla banków większe kłopoty. A zwłaszcza dla małych banków spółdzielczych. To ważny, a szczególnie wrażliwy sektor wielu niewielkich instytucji. Kilkadziesiąt z nich nie korzysta z systemu wzajemnego wsparcia, które wprowadziły europejskie przepisy. Niedawno BFG rozpoczął przymusową restrukturyzację banku spółdzielczego w Przemkowie mającego 111 mln zł aktywów. Piotr Tomaszewski przyznaje, że oznacza to zmianę strategii BFG wobec sektora banków spółdzielczych. Do tej pory BFG przymusową restrukturyzację zamierzał prowadzić tylko wobec największych instytucji kredytowych w kraju o znaczeniu systemowym.

- Mamy plany przymusowej restrukturyzacji dla wszystkich banków w systemie. Plany przymusowej restrukturyzacji dla nawiększych systemowo banków w Polsce oparte są na strategii bail-in - powiedział Piotr Tomaszewski.

- Troszkę będziemy zmieniać podejście w kontekście banków spółdzielczych (...) Jeśli taka będzie potrzeba, będziemy wchodzili z przymusową restrukturyzację, a nie pozwalali na zwykłą upadłość (tych) banków - dodał prezes BFG.

Leszek Pawłowicz zwrócił uwagę, że składki na BFG uzależnione od ryzyka poszczególnych banków, ale dotyczy ryzyka podjętego już w przeszłości, a nie ryzyka podejmowanego obecnie. A szczególnym ryzykiem specyficznym dla polskich banków są kredyty hipoteczne na wyjątkowo niską obecnie stopę zmienną. Niektórzy ekonomiści uważają, że to ryzyko wybuchnie kiedyś z równą siłą jak teraz kredytów frankowych. Leszek Pawłowicz pytał zatem, czy nie należałoby uzależnić wysokości składek na BFG od tego, czy bank udziela kredytów hipotecznych na stałą stopę, czy tylko na zmienną. Unijne przepisy w tym zakresie pozwalają na uwzględnianie lokalnych uwarunkowań w dużym zakresie.

- Możliwa jest korekta składki o 25 proc. w dół do 50 proc. w górę. Przyjęliśmy dwa czynniki lokalne - ocenę BION (ocenę nadzorczą sytuacji banku i jakości zarządzania nim) i udział kredytów we frankach do kredytów mieszkaniowych ogółem - powiedział Piotr Tomaszewski.

Kolejny problem polskich banków to fakt, ze długoterminowe kredyty hipoteczne finansują z bieżących lub krótkoterminowych depozytów. Nazywa się to "niedopasowaniem terminowym aktywów i pasywów". Wniosek z tego jest prosty - banki powinny na udzielanie kredytów hipotecznych emitować długoterminowe listy zastawne. Pozwoliłoby to zresztą zwiększyć wartość kredytów udzielanych na stałą stopę. Może więc warto byłoby mierzyć ryzyko banku w zależności od tego, czy ma w swoich pasywach listy zastawne, czy nie i w jakiej wysokości - pytał Leszek Pawłowicz.

- Jestem wielkim fanem listów zastawnych i bardzo żałuję, że ten rynek u nas się nie rozwija- odpowiedział Piotr Tomaszewski.      

W końcu ryzyko związane z kredytami we frankach, których wartość w polskich bankach przekracza 100 mld zł i procesami wytaczanymi przez kredytobiorców bankom. Pozycję kredytobiorców wzmocniło jesienne orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. EKF opublikował raport, wskazujący w jaki sposób banki i ich klienci mogliby zawierać w sprawie tych kredytów ugody przedsądowe. W przypadku "czarnego scenariusza" niekorzystnych dla banków rozstrzygnięć przez sądy nie zawsze kierujących się rozumieniem uwarunkowań ekonomicznych, straty banków można szacować na 40 mld zł, a więc tyle, ile wynoszą zyski sektora przez trzy lata.

Dodajmy, ze problem kredytów we frankach szwajcarskich narastał od początku tego stulecia w wielu państwach Europy. Jednak większość z nich - jak Węgry, Austria, Rumunia czy Serbia - potrafiła sobie z nim poradzić. Polska jest jednym z nielicznych państw, które z frankami pozostały na placu boju.

- Jesteśmy o tym przekonani, że matki (zagraniczni właściciele polskich banków) nie dopuszczą do kryzysu w swoich bankach-córkach. Nie wydaje mi się, że straty 40 mld zł byłyby możliwe w krótkim okresie. Jeśli będą rozłożone w czasie, to jestem przekonany, że nasz system bankowy sobie z tym poradzi - powiedział Piotr Tomaszewski.

ram

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Dowiedz się więcej na temat: koronawirus | kryzys gospodarczy | bankowość

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »