Reklama

Dług publiczny: Zasady na śmietnik?

Mój Ulubiony Felietonista uparcie próbuje wymyślić ekonomię na nowo. Nie bardzo wiadomo po co, skoro ekonomia już istnieje, a pozbawianie jej podstawowych zasad przypomina próbę wyobrażenia sobie fizyki bez prawa powszechnej grawitacji. Ale Felietoniście oddać trzeba, że zabawa intelektualna jaką proponuje jest frapująca.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Oto na początku maja niemiecki ekonomista Klaus Regling, dyrektor zarządzający Europejskiego Mechanizmu Stabilności, powiedział że w obecnej sytuacji, gdy państwa Unii Europejskiej ponoszą ogromne koszty ochrony gospodarki przed skutkami pandemii, obowiązujący je limit zadłużenia publicznego do poziomu 60 proc. PKB powinien być zmieniony. Mój Ulubiony Felietonista uznał że najlepiej byłoby w ogóle zrezygnować z tych limitów (czego Regling bynajmniej nie proponował) jako "absurdalnych" i "aspołecznych". Skoro sam w argumentacji używa metafory placu zabaw dla dzieci - pozwólcie proszę, że wytłumaczę jak dziecku.

Reklama

Owszem, co do zasady dług jest częścią normalnej ekonomii. Pytanie, jak duży dług i w jakim celu zaciągnięty. Gdyby obu tych kwestii nie brać pod uwagę, cóż właściwie stoi na przeszkodzie, by pożyczyć każdemu ile i na co chce? A jednak istotne znaczenie ma to, czy rodzice pożyczają pieniądze, by kupić dzieciom nieograniczone ilości cukierków, czy opłacić im lekcje angielskiego, by kiedyś mogły wypełnić odpowiednią rubrykę w CV i zarabiać więcej. Ma też znaczenie, jakie przychody ma co miesiąc ta rodzina w proporcji do raty pożyczki. Bo dług - uwaga! - ma to do siebie, że trzeba go spłacać. W dodatku z odsetkami. Eureka, nieprawdaż?

Podobnie jest z państwami - właściwie dlaczego nie pozwolić im pożyczać pieniędzy bez żadnego umiaru, by mogły zaspokoić wszystkie potrzeby swoich społeczeństw? Cóż złego w tym, że państwo zbuduje tyle domów, dróg, szkół, szpitali i co tam jeszcze chcecie, ile trzeba, a w dodatku podniesie pensje i emerytury do poziomu takiego, że jedynym problemem obywateli będzie deficyt pomysłów, na co te pieniądze wydawać? Czy ludzie nie powinni być zamożni i szczęśliwi? Skąd jednak wziąć tyle pieniędzy? A to akurat proste - pożyczyć! Tyle że dług - uwaga! - ma to do siebie że trzeba go spłacać. W dodatku z odsetkami.

No, to niech zapłacą następne pokolenia - odpowiada Mój Ulubiony Felietonista, a wątpliwości - także etyczne - czy możemy wyjmować pieniądze z portfeli ludzi, którzy dopiero się urodzą, nazywa "mydleniem oczu". Mnie się jednak wydaje, że dziecko, któremu rodzice nie odmawiali cukierków w dowolnych ilościach, nie będzie szczęśliwe, gdy już jako dorosły dowie się, że ma za to zapłacić. W dodatku z odsetkami. I jeszcze znaleźć pieniądze na dobrego dentystę i naukę angielskiego, gdy już się okazało, że bez zębów i bez obcego języka w życiu ani rusz!

Mój Ulubiony Felietonista przekonuje, że reguły fiskalne wykorzystują "nieodpowiedzialni i nierozumiejący reguł ekonomii decydenci", którzy "krzywdzą swoich rodaków". Przyznam, że nigdy wcześniej nie czytałem tak miażdżącej krytyki premiera Morawieckiego, który przed pandemią - pamiętacie to jeszcze? - proponował zrównoważony (inna rzecz czy naprawdę zrównoważony) budżet i miał czelność chwalić się tym jako osiągnięciem. Zdaniem Felietonisty właśnie "zadłużeniowa obsesja" była przed kilku laty źródłem kłopotów np. Grecji. I znów muszę przyznać, że nigdy dotąd nie spotkałem się z nazwaniem "obsesją" wierzyciela jego zamiaru odzyskania własnych pieniędzy od dłużnika. Ktoś, kto kredytuje Mojego Ulubionego Felietonistę, z takim jego nastawieniem do kwestii regulowania zobowiązań, nabrał w moich oczach cech heroicznych. Właściwie nie wiadomo dlaczego swego czasu Polska prosiła MFW o umorzenie długów z epoki Gierka, zamiast wysłać bombowce nad siedziby podłych banksterów. Historia zna takie przypadki.

Przed wojną opowiadano taki dowcip: "Jeśli pożyczyłeś 10 złotych, a nie masz jak oddać, to masz problem. Jeśli pożyczyłeś 100 złotych, a nie masz jak oddać - problem ma ten, kto ci pożyczył". Nie wątpię, że Mój Ulubiony Felietonista zna ten żart. Gdyby nie jego wiek, mógłbym nawet podejrzewać, że sam go wymyślił.

Wojciech Szeląg

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »