Dobry wynik NBP zmniejszy dług państwa

- Narodowy Bank Polski osiągnął w 2011 roku 8,6 mld zł zysku. Do znacznego wzrostu wyniku przyczyniło się osłabienie złotego. Niemal całość zysku trafi do budżetu państwa. Pieniądze te obniżą dług państwa mniej więcej o 0,5 pkt proc. PKB - mówi Marek Belka, prezes NBP, w rozmowie z "Obserwatorem Finansowym".

"Obserwator Finansowy": Wynik finansowy jest o 32 proc. wyższy niż rok wcześniej. Gdyby NBP był przedsiębiorstwem można by powiedzieć - świetny rezultat. A w przypadku NBP?

Marek Belka: - Też ładny wynik. Gdybym nie grzeszył skromnością, to powiedziałbym, że zawdzięczamy go m.in. dobremu zarządzaniu rezerwami walutowymi i oszczędnościom w wydatkach na własne utrzymanie.

No i gorszemu kursowi złotego na koniec roku...

- Oczywiście, w osiągnięciu takiego wyniku pomogła słabość złotego na koniec roku. Trzeba jednak podkreślić, że wynik ten w minimalnym zakresie powstał z rozwiązania części rezerwy na ryzyko kursowe, na skutek jej aktualizacji. Nie ma więc mowy o osłabianiu kapitałów banku centralnego. Wynik NBP jest liczony zgodnie z zasadami rachunkowości przyjętymi przez Radę Polityki Pieniężnej, zgodnymi z zasadami stosowanymi przez Eurosystem. Przypomnę, że w 2010 roku RPP jednomyślnie przyjęła nową uchwałę określającą zasady wyliczania i tworzenia rezerwy.

Reklama

Czyli to RPP w zasadzie przesądziła o wielkości zysku NBP?

- Wynik NBP jest zdeterminowany po pierwsze przez zmianę kursu walutowego, po drugie rentowność zagranicznych obligacji, po trzecie koszty sterylizacji, po czwarte przez wspomnianą rezerwę. Słabszy złoty polepsza wynik NBP. Z kolei spadające rentowności zagranicznych obligacji zmniejszają przychody odsetkowe z naszych rezerw walutowych a sterylizacja wielkiej nadpłynności w systemie bankowym zwiększa koszty. Oto z grubsza bilans przychodów i kosztów. Polityka inwestycyjna powinna być taka, aby rezerwy walutowe były z jednej strony płynne i bezpieczne, ale z drugiej strony przynosiły także satysfakcjonujące dochody.

W jakim stopniu na wielkość zysku NBP wpłynął pogorszony kurs złotego na sam koniec 2011 roku?

- Trudno jest na to pytanie szybko i dokładnie odpowiedzieć.

Zapytam inaczej. Gdyby na koniec roku 2011 euro kosztowało nie 4,42 złotego, ale powiedzmy 4,10 złotego to jaki byłby wówczas wynik NBP?

- Wynik byłby niższy, ale na pewno nie zerowy. Dla wyniku finansowego NBP punktem odniesienia jest uśredniony koszt, po jakim NBP pozyskał waluty obce. Jest to tak zwany średni koszt zasobu. Jeżeli na koniec roku euro kosztowałoby mniej niż wynosi uśredniony koszt pozyskania waluty, to NBP odnotowałby koszty z tytułu ujemnych różnic kursowych.

Jak wpłynęły na ubiegłoroczny wynik NBP interwencje walutowe jakie prowadził bank centralny pod koniec roku?

- Przede wszystkim - NBP nie walczył z kursem złotego, tylko z jego nadmierną fluktuacją. Celem była stabilizacja, a nie ustalenie konkretnego kursu walutowego. Operacje te nieznacznie, ale jednak poprawiły wynik finansowy NBP.

W ubiegłym roku NBP podpisał porozumienie z Ministerstwem Finansów o zmianie sposobu stabilizacji nadpłynności, w wyniku którego nadwyżki walutowe sprzedawane były na rynku, a nie w NBP. Jak ta zmiana wpłynęła na wynik finansowy?

- Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony, działania te ograniczyły wielkość rezerw walutowych, a więc i przychody z nich osiągane. Z drugiej strony - zmniejszyły koszty sterylizacji. Po części wspomogły też kurs złotego. Teraz zloty nie wymaga już takiego wsparcia. Minister finansów częściowo nadal będzie sprzedawać waluty przez rynek, a częściowo przez NBP.

A jak na wynik finansowy NBP wpłynęły wyniki lokowania rezerw walutowych? Jaki to był rok?

- Jak na warunki osiągnięcia są niezłe. Trzeba zdawać sobie sprawę, że nie był to przecież świetny rok dla inwestorów. Stopy procentowe są w świecie niskie. Cały rynek finansowy pogarszał się. Gdy tak się dzieje wtedy często patrzy się nie na to jak zarobić, ale jak najmniej stracić. Wynik z inwestowania rezerw był w 2011 roku lepszy niż w roku poprzednim.

NBP wypracował 8,6 mld zł zysku. Kiedy pieniądze te trafią do budżetu?

- 5 proc. tej sumy idzie na fundusz rezerwowy, czyli wzmacnia pozycję kapitałową NBP. 95 proc., czyli około 8,2 mld złotych, zasili budżet państwa. Pieniądze te trafią do budżetu mniej więcej w połowie roku.

Rząd będzie mógł je dowolnie wydać?

- Nie. Rząd ma limit wydatków zgodny z budżetem na 2012 rok, który tworzono przy założeniu neutralnego wpływu wyniku finansowego NBP na dochody budżetu państwa. Wpłata ta nie może być wykorzystana na dodatkowe wydatki, ale zmniejszy potrzeby pożyczkowe ministra finansów, zatem to nie jest druk pustego pieniądza. Dodajmy, że według standardu ESA95 wszystkie wpłaty z zysku NBP, które są związane ze zmianą wartości aktywów, wynikających głównie ze zmiany kursu złotego, a tu w grę wchodzi taka właśnie sytuacja, są kwalifikowane jako zmniejszenie potrzeb pożyczkowych państwa. Dzięki zyskowi z NBP o mniej więcej 0,5 proc. produktu krajowego brutto zmniejszy się wielkość długu publicznego Polski.

NBP ma straty z poprzednich lat. Czy większa część zysku nie mogłaby pójść na ich pokrycie?

- Właściwie to strata z jednego tylko roku, 2007. Ustawa o NBP określa, że na pokrycie strat bilansowych może być przeznaczony jedynie niewielki w sumie fundusz rezerwowy tworzony, jak wspomniałem wcześniej, z pięcioprocentowego odpisu z rocznego zysku.

Zaległa strata jednak pozostaje. Czy nie osłabia to pozycji, a może nawet niezależności NBP?

- Bank centralny nie może zbankrutować. Czeski bank centralny ma ujemne kapitały, w Chile było tak w 2010 r. Na niezależność banku centralnego nie ma to wpływu. Strata z lat ubiegłych w ujęciu bilansowym jest równoważona przez gromadzoną przez bank rezerwę na ryzyko kursowe.

A gdyby złoty gwałtownie się umocnił i NBP - inaczej niż obecnie - ponosił straty zamiast osiągać zysk?

- Gdyby w Polsce miał się powtórzyć wariant czeski, musiałby to być rzeczywiście bardzo znaczący wzrost kursu złotego i utrzymywać się później bardzo długo. To nierealne.

Każda firma prognozuje zyski na przyszłość. Jakieś prognozy zysku NBP na 2012 rok?

- Każda z wyjątkiem NBP. Najbezpieczniej w przypadku NBP jest zawsze zakładać zero zysku. A to dlatego, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć poziomu kursu złotego na dzień 31 grudnia 2012 r.

Ministerstwo Finansów zmienia sposób liczenia długu publicznego. Zamiast kursu z ostatniego dnia roku, ma być kurs średni. NBP też zmieni?

- Dla nas obligatoryjny jest kurs z 31 grudnia. To wynika z zasad rachunkowości, które stosują wszystkie banki centralne Eurosystemu.

Rozmawiał Krzysztof Bień

Obserwator Finansowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »