Reklama

Drobne kroki na drodze do bogactwa

Polska transformacja była wielkim sukcesem, ale jest jedynie epizodem w doganianiu przez nasze społeczeństwo krajów znacznie bogatszych. Niestety na to, jak ich dogonić, nie ma gotowej recepty. Nie da się też zrobić tego jednym skokiem - to raczej ciułanie grosz do grosza zamożności i krok po kroku zmniejszanie dystansu - uważa główny ekonomista Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Dobrowolski.

Jak wygląda sytuacja Polski po niemal 30 latach od zerwania z gospodarką realnego socjalizmu i rozpoczęcia reform? Starsi mogą odwołać się do własnej pamięci, młodszym trzeba uświadomić twarde dane. Na starcie w 1989 roku nasz PKB podzielony na głowę stanowił 10 proc. PKB Niemiec. Obecnie jest to 30 proc. Gdy wziąć pod uwagę siłę nabywczą pieniądza, w ciągu niespełna 30 lat dokonaliśmy skoku z 30 do ponad 60 proc. Teraz będzie już trudniej.

Reklama

- Utrzymanie wzrostu na wiele dekad jest bardzo trudne - mówił Paweł Dobrowolski.

- Przypomina to trochę rozpoczęcie treningu fizycznego. Po krótkim czasie zauważamy bardzo wysoki skok formy. Kiedy jednak chcemy walczyć o mistrzostwo trzeba w treningu wprowadzać mnóstwo zmian i ulepszeń, bo liczą się już drobiazgi, ułamki sekundy - dodał.

Żeby dowiedzieć się, jak trudna jest ta droga, musimy zajrzeć na chwilę do historii gospodarczej. W średniowiecznej Europie najbogatszymi regionami były północne Włochy i Flandria. W XVIII wieku przegoniła je Anglia. Jej wyścig o pierwszeństwo trwał bardzo długo. W XX wielu palmę pierwszeństwa pod względem zamożności przejęły USA, które na swoją pozycję pracowały ponad 100 lat. A to znaczy, że praca nad podniesieniem poziomu życia w Polsce to wyzwanie dla kilku pokoleń.

Raport PFR dowodzi, że transformacja od ubogiego do średniozamożnego społeczeństwa wymaga około pół wieku ponadprzeciętnego wzrostu gospodarczego. W całym okresie transformacji Polska notowała tak szybki wzrost - jeden z najszybszych w Europie. Kolejny krok - przejście od społeczeństwa średniozamożnego do bogatego - wymaga jeszcze dłuższego okresu ponadprzeciętnego wzrostu. Jak pokazują przykłady z historii, może to trwać nawet 100 lat. Taki wzrost przez tak długi czas piekielnie trudno jest utrzymać. Dlatego doganianie najbogatszych przez biedniejszych - owszem, zdarza się - lecz nie jest wcale historyczną zasadą. Silny wzrost przez wiele dekad to wyjątki, a nie reguła.

W dłuższym okresie historii widać to już wyraźnie. W ciągu ostatnich 500 lat - a za ten okres mamy dość dobre dane pozwalające oszacować zarówno historyczny PKB, jak PKB na głowę - Polska nie traci do najbogatszych państw, ale też ich nie dogania. Nasz PKB utrzymuje się na poziomie około 20-40 proc. najbardziej zamożnego aktualnie kraju. Wahania spowodowane były wojnami czy stagnacją w różnych okresach PRL, gdy najbogatsi "uciekali". Sytuacja radykalnie zmieniła się 30 lat temu.

- Ostatnie trzy dekady stanowią ogromny sukces doganiania. Dokonaliśmy ogromnego skoku cywilizacyjnego, rzadko spotykanego w tej części świata. Ale trzy dekady to tylko dobry początek. Jeśli chcemy gonić Zachód bardzo dużo pracy jeszcze przed nami - mówi autor raportu.

Czy jest jakiś sposób na to, jak doganiać? Nie ma jednego i uniwersalnego. Historia gospodarcza opisuje dzięki czemu takie wyjątki zdarzyły się w dziejach. Niektóre z metod szczęśliwie muszą pozostać w jedynie w lamusie. I tak fundamentem sukcesu gospodarczego Anglii było zwycięstwo jej floty nad hiszpańską armadą w 1588 roku. Dzięki niemu uzyskała panowanie na morzu i mogła skutecznie bronić swoich szlaków handlowych. Analogiczny pomysł w dzisiejszych czasach byłby dość kontrowersyjny i miejmy nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy wysłanie polskiej floty na podbój - powiedzmy - Kurlandii.

Ale dochodziło też do zdarzeń - niekiedy mniej spektakularnych jak wygrane wojny - z których można się bardzo wiele się nauczyć. Po rewolucji Olivera Cromwella w II połowie XVII w. w Anglii doszło do restauracji królewskie rodziny Stuartów. To wcale nie znaczyło, że pozycja króla była taka, jak przed rewolucją. Postanowiono bowiem, że wydatki królewskie będzie uchwalał parlament. Dzięki takiej zmianie instytucjonalnej w kolejnych latach dług Anglii był o połowę mniejszy w porównaniu z innymi krajami, w których kwitł oświecony absolutyzm.

- Przez pewną zmianę instytucjonalną, polegająca na tym, że obywatele mogli kontrolować władzę państwową, państwo stało się silniejsze - powiedział Paweł Dobrowolski.

Co wobec tego Polska powinna robić, żeby utrzymać tempo rozwoju pozwalające na "doganianie" najbogatszych? Jak to już powiedzieliśmy, jednej recepty nie ma. Nie ma też możliwości zastosowania mechanicznie operacji kopiuj - wklej z historii lub z innych państw. To po prostu w polityce gospodarczej się nie udaje. Jednak widać rozwiązania niezbędne lub potrzebne.

- Ekonomiści nie mają dobrej odpowiedzi jak wygenerować rozwój, jak utrzymać ponadprzeciętne tempo rozwoju przez wiele dekad, żeby biedniejsze państwo goniło bogatsze - zastrzega Paweł Dobrowolski.

Po pierwsze trzeba dbać o stabilność makroekonomiczną. Zwiększać - jak czynią to najbogatsi - odporność gospodarki na szoki, które zdarzają się, i będą się zdarzać. W jaki sposób? Poprzez antycykliczną politykę fiskalną? Co to znaczy? Gdy jest dobra koniunktura państwo - poprzez zdyscyplinowany budżet - powinno gromadzić zasoby, których można użyć w złych czasach, kiedy gospodarka wymaga zasilania z publicznych pieniędzy.

- Bardzo ważna jest dobra polityka fiskalna, która gromadzi zasoby w czasach dobrych, żeby gdy nachodzi kryzys można było reagować - powiedział Paweł Dobrowolski.

Po drugie - za przykładem Anglii w XVII wieku - zwiększać przejrzystość i "rozliczalność" władzy publicznej przez wspólnotę społeczną. Można to robić przez umacnianie instytucji służących do kontroli władzy i rozdysponowywanych przez nią pieniędzy. Różnice w jakości instytucji w dużym stopniu odpowiadają za to, czy kraje są bogatsze, czy biedniejsze.

- Nie można tu osiągnąć dużych, spektakularnych sukcesów. To jest drobne ciułanie poprzez drobne zmiany w instytucjach - powiedział autor raportu.

Po trzecie - tworzyć otwarty porządek społeczny, w którym szanse bogacenia się i "awansu" są stosunkowo dostępne i osiągalne. Na przykład polega to na znoszeniu barier w dostępie do zwodów. I nie chodzi tu tylko o zawody prawnicze, o czym bywało stosunkowo głośno. Takie bariery wznosi bardzo wiele różnych konkretnych grup regulujących dostępność pracy dla wchodzących na dany rynek.

Czwarta rekomendacja brzmi: tworzyć prorozwojową wspólnotę. To reguły gry, które dzień po dniu, rok po roku, zachęcają lub zniechęcają do prorozwojowych zachowań jednostek i społeczeństwa, a także do zwiększania wydajności pracy. Z drugiej strony konieczna jest też sieć dająca poczucie socjalnego bezpieczeństwa.

- Siatka bezpieczeństwa to nie hamak do wylegiwania się, który by demotywował do pracy - mówił Paweł Dobrowolski.

Kolejna rekomendacja to usuwanie mikroograniczeń rozwoju. Na czym takie mikroogranicznia polegają? Jeśli równocześnie mamy ograniczenia w dostępie do zawodu, ponadprzeciętne opodatkowanie pracy najmniej zarabiających, a więc najczęściej pracy ludzi młodych, a przy tym nieefektywny rynek mieszkaniowy, poszukiwanie pracy w Polsce staje się zajęciem bez sensu. Wybór pada na Irlandię, gdzie łączna suma opodatkowania wynagrodzeń poniżej średniej wynosi ok. 20 proc., gdy w Polsce jest to powyżej 40 proc.

- Trzeba takich mikroograniczeń poszukiwać i usuwać je w całym komplecie - mówił Paweł Dobrowolski.

Przedsiębiorcy od lat mówią, że największym problemem w prowadzeniu działalności gospodarczej nie jest wysokość podatków ale skomplikowanie polskiego systemu podatkowego. Na przykład na książki mamy trzy różne stawki VAT i nikt nie wie, którą stosować. Nowoczesna polityka przemysłowa powinna takie ograniczenia wyławiać, diagnozować i usuwać. A mimo, że utyskiwanie przedsiębiorców na system podatkowy trwa już od kilku lat, problem nadal jest mało zdiagnozowany i w zasadzie nikt nie wie na czym on polega.

Ostatnia rekomendacja dotyczy negocjowania miejsca w światowym systemie gospodarczym. Problem polega na tym, że dzięki wcześniejszej akumulacji kapitału wielkie koncerny z bogatych państw zbudowały swoje przewagi. Ci, którzy mają mało kapitału nie zbudują wielkiej firmy motoryzacyjnej czy chemicznej mogącej konkurować na globalnym rynku. Budują więc firmy usługowe, które wymagają znacznie mniej nakładów kapitału. Chodzi więc o to, żeby negocjować i poszerzać na przykład swobodę przepływu usług, która w Unii kuleje.

- Zachodni politycy ograniczają wolny przepływ usług, a one dla nas są szansą, bo niższe są bariery wejścia i większe korzyści - mówił Paweł Dobrowolski.

Autor raportu zastrzega, że rekomendacje nie oznaczają recept. Kraje będące, jak Polska, na etapie średniego rozwoju, powinny eksperymentować w prowadzeniu polityki gospodarczej. Tam gdzie eksperymenty się nie udają - umieć się wycofywać. Nauczyć się też oceniać skutki eksperymentów i mierzyć sukcesy. Jednym słowem gospodarka doganiająca staje się jednym dużym start-upem.

Jacek Ramotowski

Dowiedz się więcej na temat: PFR | transformacja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »