Reklama

Dubaj powstaje z popiołów kryzysu

Kilka kilometrów od miejsca, gdzie miała powstać replika bulwaru Las Vegas Strip i świecąca w ciemności kopia Wielkiej Piramidy z Gizy, dubajscy robotnicy uwijają się dziś przy wznoszeniu o wiele bardziej prozaicznych obiektów, których budowę wspierają władze państwowe.

Z piasków Dubaju zaczyna wyłaniać się ciężka bryła "Aerotropolis", portu lotniczego niemal dwukrotnie większego od londyńskiego Heathrow, skąd do sąsiednich miast, których gwałtowny rozwój prognozowany jest na najbliższą dekadę, mają popłynąć strumienie ruchu pasażerskiego i cargo.

Rosną sieci szybkich autostrad, którymi towary ze statków cumujących w pobliskim Jebel Ali, największym porcie Bliskiego Wschodu, kierowane będą na jeszcze szybsze szlaki powietrzne. Pod miastem powiększa się system linii metra, a jego budowie towarzyszą nadzieje, że - gdy światowa gospodarka odbije się od dna - Dubaj znów zacznie przyciągać tłumy.

Reklama

Utemperowane ambicje

Ambicje Dubaju utemperował ubiegłoroczny kryzys w Dubai World, państwowym gigancie inwestycyjnym, który zaciągał wielomiliardowe pożyczki na rozwój pustynnej metropolii i wznoszenie ekstrawaganckich obiektów, takich jak słynna sztuczna wyspa w kształcie palmy. Dziś emirat wraca do fundamentów. Szalone projekty ustępują miejsca bardziej pragmatycznym priorytetom, które mają popchnąć Dubaj na drogę wiodącą ku przyszłości opartej w mniejszym stopniu na ostentacji, a w większym - na wskrzeszonej tradycji głównego węzła handlowego pomiędzy światem przemysłu a roponośnym Bliskim Wschodem.

- Gdy cały świat grzązł w recesji, Dubaj ani na chwilę nie wstrzymał budowy lotniska i powiązanej z nim ogromnej sieci logistycznej - mówi Jim Krane, autor książki "Złote Miasto", poświęconej historii Dubaju. - Gdy kondycja światowej gospodarki zacznie się poprawiać, powinni być gotowi.

Dubaj ma się dobrze

Rzeczywiście, mimo iż emirat otarł się niedawno o katastrofę, wygląda na to, że pogłoski o śmierci Dubaju były mocno przesadzone.

Tutejsza gospodarka wciąż wyróżnia się na tle innych krajów Bliskiego Wschodu jako najściślej zintegrowana z globalną ekonomią dzięki obecności ułatwiających robienie interesów czynników, jak rozwinięta bankowość i gościnność. Nie zmienia tego nawet fakt, że system prawny Dubaju i polityka rządu wciąż pozostają wysoce nieprzejrzyste. Mimo ledwie tuszowanej obecności systemu bezpieczeństwa - ukrytych kamer rozsianych po mieście, zachęcania obywateli do zgłaszania władzy "szkodliwych" zachowań i wygrażania więzieniem tym, którzy naruszą jeden z licznych, niepisanych standardów moralnych - Dubaj pozostaje najbardziej "zachodnim" i tolerancyjnym społeczeństwem w regionie zagrożonym odradzającym się islamskim fundamentalizmem.

- W promieniu tysiąca mil nie znajdzie się nic, co dorównywałoby rzeczom, które zbudował Dubaj - uważa Simon Williams, analityk banku HSBC pracujący w stolicy emiratu. - Obecnie zmaga się co prawda ze skutkami gospodarczego spowolnienia, ale na pewno wróci na drogę wzrostu.

By jednak tak się stało, Dubaj zaczyna ograniczać niektóre spośród swoich ekscesów. Dotknięty złą sławą, jaka otaczała tutejszą rozrzutność i marnotrawstwo, pozbawił głosu prozachodnich decydentów, którzy swego czasu podsycali zapierające dech w piersiach ambicje władcy emiratu, szejka Muhammada ibn Raszida al-Maktuma. Na ich miejsce wkraczają członkowie bardziej powściągliwych rodzin o handlowych tradycjach. Są wśród nich Ahmed Humaid al-Tayer, który sprowadził do Dubaju ekskluzywną sieć Bloomingdale's i inne wielkie amerykańskie marki, a także Ali Raszid Ahmed Lootah, którego ustosunkowani krewni piastują kilka kluczowych stanowisk w rządzie.

- W Dubaju pojawiła się nowa fala konserwatyzmu - mówi Steven Blackwell, niezależny ekspert w dziedzinie spraw bliskowschodnich. - Stara filozofia, którą można streścić słowami "wszystko ujdzie", nie znajduje już zastosowania. Reguły gry uległy zmianie.

Nadwątlone finanse

Nie ulega wątpliwości, że na drodze Dubaju do stworzenia siebie na nowo w duchu "powrotu do przyszłości" piętrzą się przeszkody, których nie można lekceważyć. Jedną z nich, i to bynajmniej nie najmniejszą, jest utrzymująca się niepewność co do prognoz wzrostu gospodarczego w USA i Europie. Spowolnienie tamtejszej koniunktury wpłynęło ujemnie na handel i aktywność biznesową w emiracie.

Gospodarka Dubaju niemal w całości oparta jest na usługach i praktycznie pozbawiona takich sektorów, jak przemysł wytwórczy czy rolnictwo. W związku z tym jest wysoce zależna od światowych trendów w handlu, bankowości i turystyce. Bez odpowiedzi pozostaje również pytanie o to, do jakiego stopnia klęska Dubai World nadwątliła finanse emiratu, kluczowe z punktu widzenia szybkiego zamknięcia istotnych projektów realizowanych przez budżet.

Co więcej, nadmierna podaż przestrzeni biurowych i mieszkaniowych doprowadziła do załamania cen na rynku nieruchomości poza dzielnicą, w której koncentruje się tzw. podstawowa działalność gospodarcza. Mimo to część deweloperów nadal wznosi na obrzeżach miasta Dubaj lasy drapaczy chmur, co prawdopodobnie tylko pogłębi spadek cen i zaważy na wychodzeniu emiratu z kryzysu.

Tąpnięcie na rynku nieruchomości obnażyło również poważne problemy w sferze zarządzania państwem. Tysiące procesów, których przedmiotem są kwestie własności, tkwi w prawnej strefie cienia przez archaiczny system sądownictwa federalnego opartego na prawie arabskim. Wywołuje on konsternację u zachodnich inwestorów i sprawia, że wielu z nich namyśla się dwa razy przed podjęciem decyzji o głębszym zaangażowaniu się w lokalny rynek, nawet w obliczu przewidywań poprawy koniunktury.

Pod kontrolą Abu Zabi

Według prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego, gospodarka Dubaju skurczy się w tym roku o 0,5 proc. (w 2009 r. było to 2,5 proc.). Następny rok może być jednak zdecydowanie lepszy, jako że spółka Dubai World porozumiała się z wierzycielami w kwestii restrukturyzacji zadłużenia, wynoszącego 24,9 mld USD. Z kolei Dubai International Capital, inny państwowy holding, planuje spłacić dług w wysokości 2,6 mld USD, sprzedając swoje aktywa.

Ale los Dubaju - i jego rola jako miejsca, w którym biznes niemal zawsze triumfuje nad polityką i ideologią - zależy dziś również od Abu Zabi, patriarchy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Niechętnie udzielił on Dubajowi finansowego wsparcia, opiewającego na kwotę 20 mld USD. Rodzinne i plemienne powiązania tych dwóch emiratów sięgają wielu pokoleń wstecz. Dzięki bogactwu złóż ropy i dyplomatycznej sile przebicia jednego z kluczowych sojuszników Ameryki w Zatoce, Abu Zabi od dłuższego już czasu i bez rozgłosu umacnia swój konserwatywny wpływ na rozrzutnego sąsiada - uważają zachodni dyplomaci i analitycy.

"Nie ulega wątpliwości, że to Abu Zabi kontroluje wszystko, co dzieje się w Dubaju, bez względu na to, jak ostentacyjne jest jego bogactwo i jak dynamiczny rozwój, ponieważ to Abu Zabi ma pieniądze" - powiedział mi jeden z lokalnych ekspertów, który jednakże zastrzegł sobie anonimowość, by nie zrazić do siebie dubajskich władz. "Abu Zabi zawsze będzie wspierać Dubaj z uwagi na łączące te dwa emiraty bliskie więzi, ale nie zawsze muszą to być czeki in blanco".

Wszystko to stawia Dubaj w trudnej sytuacji, w której musi on zwrócić się do ostrożnych rynków finansowych, by pozyskać niezbędne fundusze. W minioną środę emirat sprzedał rządowe obligacje o wartości 1,25 mld USD (z pięcio- i dziesięcioletnim terminem wykupu) po raz pierwszy od wybuchu kryzysu - podała agencja Associated Press.

Silne związki z Iranem

Wpływy Abu Zabi oddziałują na Dubaj również w innych aspektach. Niegdyś był on w stanie prowadzić taką politykę handlową, która w znacznej mierze pozostawała niezależna od interesów Abu Zabi w polityce zagranicznej. Dzięki temu emirat mógł zawierać transakcje z Izraelem, pozostając jednocześnie w niewzruszenie przyjaznych stosunkach z Iranem, historycznie swoim największym partnerem handlowym. Tymczasem, jak poinformował Morteza Masoumzadeh z Irańskiej Rady Biznesu, wpływy Dubaju z wymiany handlowej z Iranem skurczyły się do 8 mld USD (z 12 mld USD w 2008 r.). Mimo to do dubajskich banków wciąż trafia od 10 do 15 mld USD rocznie. Są to depozyty irańskich firm, osób prywatnych, a także ajatollahów, czyli "coś, co Dubaj bardzo lubi" - by zacytować profesora Jean-Francois Sezneca z Georgetown University w Waszyngtonie, eksperta do spraw bliskowschodnich.

Abu Zabi, które czujnie obserwuje poczynania Iranu na nuklearnym froncie, chce, by Dubaj ograniczył te relacje - twierdzą eksperci. Niedawno doszło nawet do podpisania porozumienia z USA w kwestii budowy komercyjnych reaktorów jądrowych, stanowiących kontrast dla atomowych ambicji Iranu i dających Abu Zabi większe pole manewru w zakulisowych próbach wywierania nacisku na Dubaj, by poparł on międzynarodowe sankcje nałożone na Teheran.

- Nawet w obliczu krachu w turystyce, na rynku nieruchomości i usług finansowych, Dubaj wciąż mógł liczyć na silne związki z Iranem - mówi historyk Jim Krane. - Teraz musi się z nich wycofywać. Jego gospodarcze filary padają więc jeden za drugim, głównie za sprawą kryzysu, a teraz dodatkowo jeszcze presji politycznej.

Mimo tych przeszkód, tempo wzrostu gospodarczego w Dubaju jest szybsze, niż w jakimkolwiek innym bliskowschodnim państwie. Emirat nadal przyciąga też inwestorów z pobliskich krajów, między innymi z Afganistanu i Pakistanu.

Poza tym, mimo oczywistego braku umiaru, niekontrolowany szał budowlany zakończony spektakularnym bankructwem sprawił, że Dubaj stał się liderem lokalizacji biznesowych wśród innych państw Zatoki Perskiej, wyprzedzając nawet Abu Zabi. Niemal wszystkie wielkie korporacje z całego świata, od amerykańskiego General Electric po indyjski Tata Industries i brytyjski HSBC, na swoje bliskowschodnie centrale wybrały właśnie biurowce Dubaju. Jest mało prawdopodobne, aby przeniosły się one do Abu Zabi lub innych lokalizacji w regionie, które starają się uwieść zachodnie firmy - chyba, że wydarzy się coś bardzo złego.

- Dubaj ma najlepszą infrastrukturę spośród wszystkich miast w tej części świata - uważa Jan Willem Plantagie, który w agencji ratingowej Standard and Poor's jest głównym analitykiem ds. Bliskiego Wschodu. - To nie koniec Dubaju, to tylko bolesna zmiana okoliczności.

Liz Alderman

New York Times / International Herald Tribune

Tłum. Katarzyna Kasińska

Dowiedz się więcej na temat: L.A.S. | Abu Zabi | dziś | dubai | Dubaj | gospodarka | nieruchomości | las.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »