Reklama

Eksperci z USA już w Japonii, będą badać usterki dreamlinerów

Grupa amerykańskich ekspertów ds. bezpieczeństwa lotniczego przybyła w piątek do Japonii, by zbadać ostatnie incydenty z udziałem samolotów Boeing 787 Dreamliner. Z powodu usterek w środę w kraju wstrzymano loty wszystkich maszyn tego typu.

Eksperci, wśród których są m.in. członkowie Federalnego Urzędu ds. Lotnictwa (FAA) oraz pracownicy firmy Boeing, przylecieli na lotnisko w mieście Takamatsu, na zachodzie kraju, gdzie dokonają przeglądu maszyny należącej do linii All Nippon Airways (ANA).

W środę ten Dreamliner awaryjnie lądował w Takamatsu, po tym jak w kabinie pilotów wkrótce po starcie pojawił się dym. Według komunikatu przewoźnika, przyrządy wskazywały na awarię jednej z baterii zasilających aparaturę pokładową.

Obecnie samolot badany jest przez japońskie ministerstwo ds. transportu.

Reklama

W ciągu 10 dni w Dreamlinerach należących do japońskich linii lotniczych wykryto sześć usterek. W środę ANA oraz Japan Airlines (JAL) wstrzymały loty wszystkich nowych samolotów tego typu w celu dokładnego zbadania ich stanu technicznego.

Swoje samoloty Boeing 787 Dreamliner tymczasowo uziemiły też Stany Zjednoczone, Indie, Chile i Etiopia. Wszystkie rejsy samolotów tego typu wstrzymała również Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA).

Japonia była dotychczas największym rynkiem zbytu dla Dreamlinerów: ANA i JAL posiadają łącznie 24 samoloty tego typu z 50 dotychczas sprzedanych. Linie ANA były pierwszymi na świecie, które otrzymały w listopadzie 2011 roku ten model samolotu.

Pobierz: program PIT 2012

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »