Reklama

Emerytury stażowe. Wątpliwości wciąż nie rozwiane

Pomysł wprowadzenia emerytur stażowych się oddala. Związkowcy z OPZZ dopytują prezydenta o jego obietnicę z kampanii wyborczej, ale z odpowiedzi kancelarii wynika, że temat został odsunięty w czasie. Jednocześnie eksperci są sceptyczni wobec tego pomysłu, a prezes ZUS w ostatnim wywiadzie dla Interii stwierdziła, że jej zdaniem ten temat przeszedł już do historii.

Kwestia emerytur stażowych pojawia się i znika z debaty publicznej, ale regularnie przypomina o niej OPZZ, które po raz kolejny wysłało do kancelarii prezydenta pytanie o obiecany projekt ustawy. Odpowiedź już jest, ale trudno uznać, żeby rozwiała wątpliwości co do tego czy to jest jeszcze żywy projekt czy głęboko schowany do szuflady.

 - Odpowiedź Kancelarii Prezydenta RP nie przekonuje nas do tego, że prace nad wprowadzeniem deklaracji z kampanii wyborczej nabrały jakiegoś tempa. Szef gabinetu prezydenta Paweł Szrot bardzo ogólnikowo deklaruje jedynie, że trwają prace i analizy, ale jednocześnie zaznacza, że obecnie priorytetem jest walka z pandemią. Niestety to nie jest pierwszy raz gdy kancelaria nie udziela w terminie odpowiedzi w tej sprawie lub udziela jej w bardzo ogólnikowy sposób, mimo, że prezydent dwukrotnie, czyli w pierwszej i drugiej kampanii wyborczej, składał tę obietnicę. Wydaje się jednak, że tej sprawie potrzebna jest wola polityczna całego obozu rządzącego, a nie wiemy czy taka jest i nie wiemy też czy jest ona po stronie pana prezydenta, skoro dwukrotnie składał te deklaracje. Na razie trudno ocenić czy to były rzeczywiste czy tylko puste obietnice.  My jako OPZZ walczymy o emerytury stażowe już od wielu lat i będziemy stosować różne formy nacisku, żeby ten postulat został zrealizowany - mówi w rozmowie z Interią Sebastian Koćwin, wiceprzewodniczący OPZZ. 

Reklama

OPZZ rekomenduje, żeby wymagany staż wynosił 35 lat dla kobiet i 40 lat dla mężczyzn. Pod koniec września ubiegłego roku została złożona petycja wzywająca do zrealizowania przez prezydenta Andrzeja Dudę obietnicy wyborczej i złożenia projektu ustawy. 

- Możliwość skorzystania z emerytur stażowych jest kluczowa zwłaszcza dla osób, które wykonują ciężką pracę fizyczną, a podjęły ją w relatywnie młodym wieku. Dlatego uważamy, że powinny one mieć prawo przejść na to świadczenie wcześniej, niż dopiero po osiągnięciu ustawowego wieku emerytalnym - podkreśla wiceprzewodniczący OPZZ.

Jednoznacznie część ekspertów jest przeciwna temu pomysłowi. Podobnie jak prezes ZUS.

- Temat emerytur stażowych wraca co kilka miesięcy. W 2020 roku pojawiły się informacje, że nad zmianami pracuje pałac prezydencki. Można założyć, że w najbliższym czasie, a nawet w tej kadencji parlamentu nie uzyska on politycznej akceptacji, przede wszystkim z powodu braku środków w budżecie. Może się okazać, że będzie wyborczą obietnicą kampanii do Sejmu w 2023 roku - ocenia Oskar Sobolewski, ekspert Instytutu Emerytalnego. Jednocześnie dość krytycznie ocenia sama koncepcję.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

- Pomysł wprowadzenia emerytur stażowych to przede wszystkim kolejne obniżenie wieku emerytalnego. Jeżeli zostałby wprowadzony to należy wprost uświadamiać, poprzez szeroką kampanię informacyjną, że emerytury stażowe ze względu na fakt przechodzenia na nie w wieku 55/60 lat oznaczają, że ich wysokość będzie niska. Warto przypomnieć, że już prezydenckie założenia mówiły, że będzie można na nią przejść pod warunkiem, że środki zgromadzone w ZUS pozwolą na otrzymanie emerytury w wysokości co najmniej 120 proc. minimalnej emerytury - dodaje Sobolewski.

Niedawno w wywiadzie dla Interii Gertruda Uścińska, prezes ZUS powiedziała, że jej zdaniem temat emerytur stażowych raczej przeszedł już do historii.

Argumentowała, że przechodzenie na emerytury stażowe miałoby negatywny wpływ na wysokość uzyskiwanych świadczeń, a dodatkowo byłoby kosztownym rozwiązaniem dla FUS i budżetu. Według wyliczeń przywołanych przez prezes ZUS,  w wariancie stażu 35 lat dla kobiet i 40 lat dla mężczyzn uprawniającego do takiej emerytury, zakładając, że skorzysta każdy kto może, szacunkowy koszty wyniósłby około 16 mld zł w pierwszych dwóch latach po reformie. Do tego w tym samym okresie doszłoby zmniejszenie wpływów składkowych o ok. 7 mld zł. 

Jednak takiemu podejściu sprzeciwia się OPZZ, a w szczególności jego głównemu założeniu.

- Nie zgadzamy się z wyliczeniami ZUS pokazującymi wysokie koszty takiego rozwiązania dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, który szacuje je na kilkanaście miliardów złotych rocznie. Przede wszystkim dlatego, że skorzystałaby z tego rozwiązania tylko część osób, a nie wszystkie uprawnione, między innymi dlatego, że emerytury stażowe byłyby niższe niż świadczenia wypłacane w przypadku przejścia na emeryturę w ustawowym wieku emerytalnym. Dlatego tu chodzi o zapewnienie tego prawa dla osób, które naprawdę nie mają już sił i zdrowia na dalszą pracę i podjęłyby decyzje o przejściu na emeryturę nawet za cenę niższego świadczenia, gdyż kontynuacja zatrudnienia mogłaby grozić tym, że doczekają się emerytury będąc już w bardzo złym stanie zdrowia bądź w ogóle się jej nie doczekają - przekonuje Sebastian Koćwin.

Monika Krześniak-Sajewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »