Fakty i mity o polskiej biedzie

Liberalni politycy i niektórzy eksperci posługują się dwoma kłamliwymi stwierdzeniami. Po pierwsze - wydajemy za dużo na świadczenia społeczne. Po drugie - pomoc społeczna jest źle adresowana, wcale nie do najbardziej potrzebujących. Poniżej obalamy te i inne mity, a także punktujemy fatalne posunięcia rządu w polityce socjalnej.

Mity

Mit 1: Wydajemy za dużo na świadczenia społeczne

Polska znajduje się w grupie krajów UE przeznaczających najmniej pieniędzy na pomoc rodzinom i rozmaite świadczenia, których celem jest wyciąganie ludzi z ubóstwa. Jesteśmy na ostatnim miejscu, jeśli chodzi o wydatki na świadczenia dla dzieci. Na ten cel Polska przeznacza zaledwie 0,75 proc. PKB, podczas gdy europejska średnia wynosi 2,3 proc. PKB. Dania wydaje grubo ponad 4 proc., Szwecja, Finlandia, ale także Węgry - ponad 3 proc., nawet Rumunia - 1,75 proc.

Jednocześnie Polska przeznacza 2 proc. wydatków (0,4 proc. PKB) na walkę z bezrobociem, tylko 4 proc. wydatków (0,8 proc. PKB) na politykę prorodzinną i 0,8 proc. wydatków na przeciwdziałanie wykluczeniu społecznemu (0,14 proc. PKB). W każdej z tych kategorii znajdujemy się na ostatnim miejscu w Europie.

Reklama

- W Polsce dochód osób, których los zależy wyłącznie od pomocy społecznej należy do najniższych w Europie - podkreślał prof. Stephane Portet, podczas konferencji "Wobec biedy" zorganizowanej 28 czerwca w Kielcach przez Region Świętokrzyski "S".

Według danych OECD, dochód osoby samotnej otrzymującej świadczenia z pomocy społecznej wynosi zaledwie 31 proc. średniego dochodu dla gospodarstw 1-osobowych w Polsce. Zależna od pomocy społecznej rodzina z dwójką dzieci ma do dyspozycji tylko 33 proc. średniego dochodu dla tego typu gospodarstw domowych. - Taki poziom dochodów osób żyjących z zasiłków socjalnych stawia je w sytuacji głębokiego ubóstwa i poważnego ryzyka wykluczenia - ocenia prof. Portet.

Mit 2: Pomoc społeczna trafia w Polsce do ludzi stosunkowo zamożnych

W "Diagnozie Społecznej" z 2011 roku - badaniu przeprowadzanym cyklicznie przez grupę ekspertów pod kierunkiem prof. Czapińskiego - napisano: "Z pomocy zewnętrznej korzystały głównie gospodarstwa domowe z dochodem poniżej pierwszego kwartyla (grupa o niższych dochodach - dop. red.), ale także pewien odsetek gospodarstw z dochodem powyżej trzeciego kwartyla (o wyższych dochodach). Świadczy to o niezbyt szczelnym systemie opieki społecznej i słabej kontroli odpowiednich służb nad transferami pieniędzy publicznych".

Zdaniem prof. Porteta, który przygotowuje dla Komisji Krajowej raport na temat skali ubóstwa w Polsce, stawianie powyższych tez jest nieuprawnione.

- Podzieliliśmy gospodarstwa domowe na 5 grup dochodowych. Okazało się, że w 1. grupie (z dochodem do 643 zł na osobę) dochody ze świadczeń z ubezpieczeń społecznych stanowią 13 proc., a w 4. grupie (z dochodem do 1700 zł na osobę) 26 proc. wszystkich dochodów. Szkopuł w tym, że do świadczeń z ubezpieczeń społecznych zalicza się emerytury i w 4. grupie dochodowej mamy część emerytów, którzy wcale nie są najuboższymi ludźmi w Polsce - wyjaśnia.

- Na tej podstawie formułowane są nieuprawnione wnioski, że pomoc społeczna trafia w Polsce do ludzi stosunkowo bogatych. To, że do pomocy społecznej zalicza się świadczenia emerytalne, znacząco zaciemnia obraz wydatków państwa na rzecz niwelowania nierówności społecznych.

19 proc. dochodów w statystycznym polskim gospodarstwie domowym pochodzi ze świadczeń z ubezpieczeń społecznych (w gospodarstwach pracowników - 5 proc.), z czego aż 15 proc. stanowią emerytury.

- System emerytalno-rentowy został w Polsce tak przebudowany, że nie ma żadnego powodu, by wydatki na emerytury zaliczać do wydatków socjalnych. Świadczenie emerytalne, wedle zasad reformy z '99 roku, ma być proporcjonalne do zgromadzonego kapitału emerytalnego. Kto więc w cyklu życia uzyskuje wysokie dochody, ten ma wysoki kapitał. Jest też pewna prawidłowość - ci, którzy przed emeryturą żyją w dobrobycie, na emeryturze żyją znacznie dłużej od tych, którzy przed emeryturą żyją w ubóstwie. A zatem ludzie zamożni z tego systemu wyjmują znacznie więcej. Stawianie na świadczeniach emerytalnych stempla "wydatki socjalne" jest nieporozumieniem - oceniał podczas debaty w Kielcach prof. Ryszard Bugaj, ekonomista z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN.

Mit 3: Polityka społeczna jest nieefektywna, nie ogranicza liczby ubogich

To kolejny mit, który odrzuca prof. Portet. - Dzięki transferom socjalnym nierówności społeczne są mniejsze o 35 proc. A więc ta polityka działa, jest efektywna. Paradoks w Polsce polega na tym, że świadczenia emerytalne są głównym czynnikiem redukcji ubóstwa wśród dzieci. Aż 16 proc. więcej dzieci żyłoby w biedzie, gdyby nie było transferu świadczeń emerytalnych. Co to oznacza? Że emeryci dzielą się swoimi dochodami z innymi osobami w gospodarstwie domowym.

Gdy uwzględnimy emerytury, okazuje się, że Polska osiąga wyniki zbliżone do średniej w UE, jeśli chodzi o redukcję liczby osób zagrożonych ubóstwem.

Mit 4: W Polsce zbyt dużo osób korzysta ze świadczeń z pomocy społecznej

W 2011 roku było w Polsce 13,5 mln gospodarstw domowych. Ponad 1,17 mln z nich było beneficjentami świadczeń z pomocy społecznej, co daje 3,1 mln osób.

Z blisko 1,2 mln gospodarstw, spełniających ustawowe kryteria ubóstwa, jedynie niecałe 700 tys. otrzymuje pomoc społeczną z tego tytułu, co stanowi 58 proc. wszystkich gospodarstw domowych.

- Wiele rodzin żyjących w ubóstwie nie otrzymuje żadnej pomocy środowiskowej, mimo że spełniają wymagane kryteria - podkreśla prof. Portet. - Oczywiście niektóre gospodarstwa otrzymują pomoc z tytułu innego typu trudności, co być może pozwala im na przekroczenie ustawowego progu ubóstwa.

Z kolei prawo do zasiłku dla bezrobotnych posiada jedynie ok. 20 proc. osób bez pracy. Zasiłek przysługuje tym, którzy w ostatnich 18 miesiącach byli zatrudnieni co najmniej przez rok i otrzymywali co najmniej minimalne wynagrodzenie, od którego opłacana była składka na Fundusz Pracy.

Mit 5: Posiadanie pracy chroni przed biedą

W Polsce rośnie liczba osób, które pracują, a i tak są "klientami" pomocy społecznej, czyli korzystają ze świadczeń pomocowych. - W Europie pracujący nie należeli do niedawna do ludzi ubogich. Rozpowszechnienie różnych form zatrudnienia o charakterze doraźnym powoduje, że rośnie liczba osób, która formalnie ma pracę, ale tak nisko wynagradzaną, że spycha je to na margines biedy - podkreśla prof. Bugaj. - Stąd konieczność zwalczania umów śmieciowych.

- Praca w Polsce wcale nie gwarantuje wyjścia z biedy - potwierdza dr Piotr Broda-Wysocki z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. - Liczba biednych pracujących wynosi ok. 2 mln. Najwięcej jest takich, którzy już założyli własne rodziny. Najczęściej żona wychowuje dzieci, a mąż pobiera minimalną pensję. Zarobki biednych pracujących nie pozwalają im na zaspokojenie podstawowych potrzeb, a dochody na osobę w rodzinie wynoszą tyle co minimum egzystencji. W Polsce występuje ogromne rozwarstwienie płac. O ile u nas biedni pracujący to 12 proc. społeczeństwa, to w Czechach jest ich tylko 4 proc. Tam jednak rozpiętość płac jest o wiele mniejsza niż u nas.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Ubóstwo w Polsce: Rok 2012 nie przyniósł większych zmian

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Zakryta twarz polskiej biedy

Fakty

Fakt 1: Wiele rodzin dysponuje dochodem znacznie poniżej minimum egzystencji

Minimum egzystencji na osobę wynosi obecnie ok. 480 zł, co odpowiada 37 proc. średniego dochodu netto na osobę (1272 zł).

- Poziom wydatków gospodarstw domowych znajdujących się w sytuacji skrajnego ubóstwa jest średnio niższy o prawie 20 proc. od poziomu skrajnego ubóstwa, czyli wysokości minimum egzystencji - podkreśla prof. Portet.

Osoby żyjące samotnie i mające dochód poniżej 480 zł dysponują średnio 358 zł (czyli o ponad 1/4 mniej niż wynosi minimum egzystencji), natomiast dla gospodarstwa domowego złożonego z 4 osób (z 2 dzieci) średni dochód jest niższy o ponad 27 proc. od minimum egzystencji i wynosi 1411 zł.

Aż 30 proc. polskich dzieci poniżej 18. roku życia narażonych jest na ubóstwo lub wykluczenie społeczne. Rekordzistą jest Bułgaria - tam połowa dzieci.

Fakt 2: Z rocznych urlopów macierzyńskich skorzystają przede wszystkim dobrze sytuowane kobiety

Niedawno rząd wydłużył do roku urlopy macierzyńskie. Jednak będą mogły z nich skorzystać jedynie kobiety zatrudnione na etacie oraz te, które opłacają składkę na ubezpieczenie chorobowe. - Mam do rządowej regulacji krytyczny stosunek. To będzie instrument o niskiej efektywności, wysokich kosztach i dużej podatności na wyłudzenia - ocenia prof. Bugaj.

- Łatwo sobie wyobrazić, że w małej firmie szef umawia się z pracownicą: zatrudniam cię za małe pieniądze przez dwa lata, ale jak będziesz szła na urlop macierzyński, podniosę ci poważnie. A to będzie już na koszt państwa, które przez rok będzie wypłacać zasiłek macierzyński. Poza sferą pomocy pozostają młode matki, które pracy nie mają lub są zatrudnione na umowy śmieciowe. Kobiety o wysokich dochodach będą otrzymywały wsparcie, a kobiety o niskich dochodach dostaną zero. Lepszym rozwiązaniem byłoby stypendium dla wszystkich kobiet, które urodzą dziecko.

Powodem nadużyć, o czym informują prawnicy, są przepisy dot. osób pracujących na własny rachunek. Rezolutne businesswoman zakładają firmę np. na miesiąc i opłacają składkę chorobową od najwyższej podstawy, co obliguje ZUS do wyliczenia od tej podstawy zasiłku chorobowego. W rezultacie daje to prawo do zasiłku macierzyńskiego w kwocie nawet ponad 7 tys. zł.

Biznes INTERIA.PL na Facebooku. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Fakt 3: Progi dochodowe uprawniające do pomocy społecznej znalazły się w 2012 roku poniżej minimum egzystencji

- Państwo nie dokonywało koniecznej weryfikacji progów dochodowych uprawniających do uzyskania świadczeń z pomocy społecznej przez lata. W 2012 roku podniesiono progi dochodowe dlatego, że wysokość minimum egzystencji znalazła się powyżej progu dochodowego - wskazywał na paradoksy w polskiej polityce społecznej Henryk Nakonieczny, członek Prezydium Komisji Krajowej "S", podczas konferencji "Wobec biedy".

- Gospodarstwa wieloosobowe szybko wpadają w pułapkę, kiedy minimum egzystencji jest powyżej progu dochodowego. Siedem lat trzeba było czekać, by 1-osobowe gospodarstwo też znalazło się w takiej sytuacji. To dopiero zmusiło rząd do zmiany.

Od 1 listopada 2012 zasiłek rodzinny przysługuje wtedy, gdy dochód rodziny w przeliczeniu na osobę nie przekracza 539 zł, natomiast w przypadku rodziny z dzieckiem niepełnosprawnym - 623 zł.

Fakt 4: Większości młodych ludzi nie stać na mieszkanie

- Jeśli ludzie młodzi o niskich, a nawet średnich dochodach, nie odziedziczyli mieszkania, praktycznie nie mają szans na własne mieszkania - sygnalizuje prof. Bugaj. - Także mieszkania pod wynajem stały się drogie. Czy rodzina, której głowa zarabia 2 tys. zł może wziąć kredyt mieszkaniowy? Oczywiście nie. W polskim systemie brakuje rozbudowanego budownictwa socjalnego, które dawałoby szansę uzyskania mieszkania przez ludzi o niskich dochodach.

Fakt 5: Osoby o niskich dochodach płacą wysokie podatki

- Podatki mają w Polsce charakter degresywny, czyli ludzie o niskich dochodach płacą w Polsce wysokie podatki. Najlepszymi płatnikami podatków są emeryci i pracownicy na etacie. Ludzie o bardzo wysokich dochodach płacą relatywnie niskie podatki. Jeżeli chcemy przeciwdziałać wykluczeniu i ubóstwu, to ważne są zmiany w systemie podatkowym - sygnalizuje prof. Bugaj. - Należałoby ograniczyć obciążenia podatkowe niskich dochodów, a zwiększyć dochodów wysokich.

Z tą opinią zgadza się prof. Portet. - Jest rzeczą całkowicie niezrozumiałą, że ktoś, kto zarabia grosze, płaci w ogóle podatki. I płaci podatki wedle tej samej skali co milioner! Poziom kwoty wolnej od podatku jest skrajnie zaniżony.

W 2013 roku kwota wolna od podatku wynosi 3091 zł, co daje 257 zł miesięcznie. Oficjalnie nikt nie może otrzymywać tak niskiego miesięcznego wynagrodzenia, więc podatki płacą wszyscy pracownicy, nawet bardzo ubodzy. - Kwota wolna od podatku nie była podniesiona de facto od roku 2007, gdy wynosiła 3013 zł. Podobnie rzecz się ma z kosztami uzyskania przychodów i ulgą rodzinną - podkreśla Henryk Nakonieczny.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Prof. Bugaj postuluje, by składki na ubezpieczenie społeczne były proporcjonalne do rzeczywistego dochodu. - Dziś sowicie opłacani menedżerowie przestają płacić składki już od lutego, bo osiągają maksymalny limit. To znaczy, że dostają od marca podwyżkę o kilkadziesiąt tysięcy zł miesięcznie.

Roczna podstawa wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe w 2013 roku wynosi 111 390 zł brutto. Oznacza to, że jeśli ktoś zarabia 56 tys. zł miesięcznie, już w marcu od jego wynagrodzenia nie są pobierane składki, bo osiąga górny limit.

Z kolei prowadzący własną działalność gospodarczą niewiele dokładają do systemu ubezpieczeniowego. - 99,9 proc. osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą odprowadza składkę od najniższej możliwej podstawy, czyli 60 proc. średniego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału. Dlatego obciążenia systemu ubezpieczeń społecznych spadają na osoby zatrudnione na umowę o pracę - mówi Henryk Nakonieczny.

Fatalne skutki przyniesie wprowadzenie elastycznego czasu pracy. Z tego powodu Polacy zarobią w 2014 roku mniej o 8 mld zł. W 2012 tyle wyniosły wynagrodzenia z tytułu pracy w godzinach nadliczbowych.

Krzysztof Świątek

Tygodnik Solidarność
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »