Reklama

Farmy wiatrowe. Szykuje się boom inwestycyjny na Bałtyku

Polska prawdopodobnie będzie musiała zrewidować w górę plany związane z rozwojem morskich farm wiatrowych na Bałtyku. Zakładane 11 GW mocy do 2040 roku to zbyt mało - ocenia Zbigniew Gryglas, pełnomocnik rządu ds. morskiej energetyki wiatrowej.

- Transformacja energetyczna to trend ogólnoświatowy, nie tylko europejski. Nawet Chiny planują inwestycje w morską energetykę wiatrową, chcą wybudować 110 GW nowych mocy do 2040 roku. Mamy do czynienia z rewolucją w Europie. Dziś jest tu zainstalowanych ok. 20 GW, z czego połowa na Morzu Północnym, a do 2040 roku może to być nawet 500 GW - mówił Gryglas w Rzeszowie podczas konferencji "Bezpieczeństwo energetyczne - filary i perspektywa rozwoju".

Reklama

- Europa ucieka nam ze swoimi planami. Wydawało nam się, że planując 11 GW mocy do końca 2040 roku, byliśmy rewolucyjni, ale pewnie będziemy musieli zrewidować w górę nasze projekcje, mamy do czynienia z boomem w tym zakresie  - podkreślał.

Dotychczas mówiło się, że wybudowanie na Bałtyku farm o mocy 11 GW kosztować będzie od 120 do 130 mld zł. Zmiana celów oznaczać będzie jednak również większe wydatki.

Toczyć się będzie walka, by jak największy kawałek tego tortu trafił do polskich dostawców produktów i usług. By tak się stało, już teraz trzeba planować rozwój, inwestycje, dostosowywać się do wymogów sektora. Ale krajowe podmioty nie powinny ograniczać się do rynku wyłącznie krajowego. Na Bałtyku kolejne wiatraki będą stawiać również inne kraje. Boom inwestycyjny to okazja do szerszej ekspansji, również na rynkach zagranicznych.

- Rynek jest dużo większy niż nasze Morze Bałtyckie. Pamiętajmy o przewagach, które mamy jako kraj. Mamy bardzo duży potencjał, świetne uczelnie techniczne. Polska jest wysoko uprzemysłowiona. (...) Mamy potencjalnie świetne porty do obsługi bazy instalacyjnej, serwisowej - podkreślała Monika Morawiecka, prezes PGE Baltica. - Polskie firmy powinny wpisywać się w globalny łańcuch dostaw - mówiła.

Sławomir Żygowski, prezes General Electric Power, informował, że kierowana przez niego firma rozpoczęła już intensywne prace, jeśli chodzi o local content, czyli udział krajowych firm w inwestycjach, które będą realizowane na Bałtyku.

- W zeszłym roku podpisaliśmy list intencyjny z Agencją Rozwoju Przemysłu, która posiada w swoim portfelu sporo firm predestynowanych do odegrania istotnej roli w tym sektorze, ale pracujemy również z innymi podmiotami. To nie jest prosta praca. Dostrzegamy potencjał na 2-3 dekady bardzo ciekawych projektów, ale to wymaga niesamowitego przygotowania. Mamy do czynienia z nową technologią, nowym typem lokalizacji, z nowymi wielkościami - turbiny mają 250 m wysokości i 220 m średnicy - mówił Żygowski.

Również Jakub Budzyński, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej, podkreśla, że krajowe firmy dostarczające produkty i usługi dla offshore powinny planować rozwój na rynkach zagranicznych. To zresztą już w przypadku niektórych podmiotów się dzieje. Wskazywał choćby na produkującą kable podmorskie Telefonikę Kable, czy Fabrykę Transformatorów ABB.

- Podaje się liczbę około stu podmiotów, które w Polsce aktywnie uczestniczą w sektorze morskiej energetyki wiatrowej. Z tych stu firm blisko 70 jest skupionych w naszej organizacji. Jesteśmy blisko nich i znamy potrzeby, jakie one zgłaszają. Są to zarówno światowi giganci, jaki i średnie oraz małe firmy, którym zależy na tym, by wejść do łańcucha dostaw na szerszą skalę przy stosunkowo niewielkim nakładzie inwestycyjnym związanym ze zmianą profilu bądź dostosowaniu produkcji do wysokich standardów wymaganych w tej branży - poinformował.

Podkreślał jednocześnie, że boom inwestycyjny na Bałtyku jest ogromną szansą dla Polski. Wskazywał m.in. na firmy stoczniowe, biura projektowe, producentów elementów stalowych. Przekonywał, że inwestycje szacowane dotychczas na 120 mld zł to nie wszystko. Ta kwota odnosi się tylko do fazy konstrukcyjnej. Tymczasem czeka nas jeszcze później co najmniej trzydzieści lat eksploatacji tych farm. To również są konkretne pieniądze do zagospodarowania.

Istotna rolę w procesie mogą odegrać podmioty skupione w Agencji Rozwoju Przemysłu. - Mamy w swojej grupie podmioty z restrukturyzacyjnym obciążeniem. Podjęcie działań na szerszą skalę w sektorze wymaga długich rozmów. Wierzę jednak, że wymagania zagranicznych partnerów zostaną spełnione i będziemy mogli dostarczać bardzo ważne komponenty - poinformował Bartosz Sokoliński, dyrektor zarządzający w ARP.

- Przed nami dużo pracy. Tym bardziej, że mowa o wkładzie local content na poziomie 50 proc., który nie będzie zapisany ustawowo, tylko będzie ustalony w brytyjskim stylu, na zasadzie gentlemen's agreement. (...) Konieczne jest stworzenie również z myślą o małych firmach narzędzi, które umożliwią im włączenie się w ten proces - dodał.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »