Reklama

Felieton Gwiazdowskiego: Apteka dla Pacjenta

Pisałem ostatnio o własności - jak jest ważna i dlaczego możni tego świata z Davos chcieliby wprowadzić "współdzielenie" - na początek samochodów. Ale "niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają". A dokładniej to aptekarze. A jeszcze dokładniej - niektórzy aptekarze. Im się też własność nie podoba. Cudza.

W roku 2016, gdy Jarosław Kaczyński chciał jeszcze wprowadzić "Budapeszt w Warszawie", zgłosili się jako jedni z pierwszych. Chcieli, na wzór węgierski, przy pomocy ustawy, zmusić wszystkich właścicieli aptek, którzy przez 25 lat z sukcesami budowali swoje firmy, by 51 proc. udziałów oddali farmaceutom.

Ale Jarosław Kaczyński był wówczas bardziej zajęty wprowadzaniem Julii Przyłębskiej do Trybunału Konstytucyjnego, więc nie wszystko poszło po myśli pomysłodawców. Ustawa wprowadziła ograniczenia, ale na przyszłość. Więc pod koniec 2017 roku Naczelna Izba Aptekarska wystąpiła do Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego (GIF) o dokonanie interpretacji prawa, który zrobił to według podobnych standardów, jakie wypracowywał właśnie nowo powołany TK.

Reklama

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Problemy z dziedziczeniem

Okazało się, że jeśli przedsiębiorca miał jakieś apteki w chwili wejścia w życie ustawy, to może je mieć, ale nie może ich sprzedać, chyba że farmaceutom. Jego spadkobiercy nie mogą ich odziedziczyć, chyba, że sami są farmaceutami. A i tak pod warunkiem, że nie będą mieć ich więcej niż cztery. W styczniu 2020 roku Krajowy Zjazd Aptekarzy podjął uchwałę zmierzającą do likwidacji franczyzy, czyli możliwości współpracy farmaceutów mających nie więcej niż cztery apteki, a więc zgodnie z obowiązującymi przepisami, w ramach jednej sieci aptek, działających pod jedną nazwą. 

(Notabene trochę mnie dziwi, że w obliczu sondaży niewróżących PiS możliwości kontynuowania samodzielnych rządów po następnych wyborach, prezes Kaczyński nie wpadł jeszcze na pomysł, by zmienić ordynację wyborczą do Sejmu na wzór tej, którą posługują się farmaceuci w swoich wyborach - mógłby zapewnić PiS większość nawet konstytucyjną).

Okazało się jednak - jak miał powiedzieć słynny młynarz z Sanssouci, Arnold Graevenitz, absolutnemu władcy Prus królowi Fryderykowi Wielkiemu - że "są jeszcze sądy w Berlinie". W tym wypadku był to Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie. Właściciele aptek mieli szczęście, że ich sprawy prowadzone na podstawie przepisów Kodeksu postępowania administracyjnego rozpoznawała Izba Gospodarcza, a nie - jak sprawy podatkowe - Izba Finansowa. Bo w Izbie Finansowej większość sędziów w "demokratycznym państwie prawnym urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej" była pracownikami organów podatkowych. Gdyby sprawy właścicieli aptek mieli rozstrzygać byli inspektorzy farmaceutyczni, nie wiadomo, jak by się to wszystko skończyło. A skończyło się dla właścicieli dobrze. Choć znalazło się kilku sędziów w NSA, którzy interpretacji prawa uczyli się chyba od Julii Przyłębskiej.

Będą dalsze "ulepszenia"?

Teraz pojawił się pomysł "uszczelnienia" prawa farmaceutycznego.  Czytam w jednej z gazet, że "sporne wyroki sądów", "kontrowersyjna interpretacja przepisów" i "związana z tym niepewność regulacji" to argument za nowelizacją przepisów.

Mamy ostatnio rzeczywiście dużo "spornych wyroków". Jeden sąd orzeka na przykład, że sędzia powołany przez Prezydenta na wniosek KRS, w której zasiadają osoby podlegające ministrowi sprawiedliwości jako prezesi sądów przez niego powołani, nie może w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego rozpoznawać wniosku rzecznika dyscyplinarnego sędziów powołanego przez tych samych członków KRS o ukaranie sędziego, który nie słucha się tegoż ministra sprawiedliwości. A w innym wyroku inni sędziowie (powołani w ten sam sposób) orzekają , że "suweren" wszystko może. Może w ustawie napisać co chce. A Konstytucję Pani Prezes, w przerwach na gotowanie Panu Prezesowi, jakoś do tego dopasuje. I mamy "sporne wyroki"!

A "kontrowersyjne interpretacje prawa"? Proszę bardzo. TK dokonał "interpretacji" Konstytucji, że "cztery lata", o których mowa w przepisach o kadencji członków Krajowej Rady Sądownictwa, to w zasadzie to samo co "kadencja Sejmu", która przecież też trwa cztery lata, o której mowa w przepisach o Trybunale Stanu. Więc "wygaszenie" kadencji członków KRS w 2018 roku było z Konstytucją zgodne. A ktoś inny się upiera, że "cztery lata" to lat cztery. No i mamy kontrowersję. W art. 21. Konstytucja stanowi, że "Rzeczpospolita Polska chroni własność i prawo dziedziczenia". Mogłoby się więc wydawać, że córka może odziedziczyć apteki po ojcu. Ale to się niektórym wydaje "kontrowersyjne".

"Niepewność regulacji" też rozumiem. Jedni i drudzy sędziowie czekają, że władza pogoni jednych, albo że nowa władza pogoni drugich. I czekają też niektórzy farmaceuci, którym kiepsko idzie na rynku, liczący, że "regulator" wytrzebi im konkurencję. Narasta w nich niepewność, czy to się uda, bo "sądy w Berlinie", czyli "kasta", przeszkadza w działaniach dla dobra pacjentów.

"Pięcioletni okres przejściowy"

Podkarpacka Okręgowa Rada Aptekarska (działająca w bastionie PiS) wezwała właśnie, aby "w trybie natychmiastowym doprowadzić do zmiany przepisów, wprowadzając pięcioletni okres przejściowy, w którym właścicielska kontrola nad aptekami zostanie przeniesiona na farmaceutów". Łaskawcy. Jeszcze przez pięć lat może poobowiązywać Konstytucja. 

Nadarza się okazja, bo ministrem rozwoju i technologii został właśnie Waldemar Buda, który w 2016 roku jako poseł PiS wprowadzał "Budapeszt w Warszawie" na rynku aptekarskim, a wcześniej w Łodzi prowadził działalność gospodarczą "w zakresie pomocy prawnej". W tej samej Łodzi, którą "nawiedził" osobiście Jarosław Kaczyński, by ogłosić, jak to będzie świetnie dzięki ustawie nazywanej "AdA" - Apteka dla Aptekarza. Prawie tak samo świetnie, jak dzięki zmianom w TK i innych sądach miała nastać sprawiedliwość.

I jest świetnie. Na 1836 aptecznych punktów szczepień zorganizowanych w trakcie pandemii, tylko 1355 jest w aptekach sieciowych. Tylko 74 proc.! Aptek indywidualnych w tym zestawieniu jest aż 283! Aż 15 proc. To chyba oczywiste, że dla pacjentów jeżdżących polskim samochodem elektrycznym lepiej jest, by były 283 punkty szczepień niż jak jest 1836!

Ale - żeby było symetrycznie, a nie że wyzłośliwiam się tylko nad tracącym poparcie suwerena PiS - spytałem publicznie kilka lat temu liderów prodemokratycznej opozycji prokonstytucyjnej, czy poza wyrzuceniem z TK Juli Przyłębskiej, zrobią coś z takimi ustawami jak między innymi "Apteka dla Aptekarza". Czy w ramach "przywracania" praworządności, przywrócą Aptekę dla Pacjenta? Odpowiedziało echo, echoo.., echooo....

Niespodziewanie nadzieją dla właścicieli aptek mogą być słowa premiera Morawieckiego, który stwierdził, że nam już się drogi rozeszły z Węgrami. Bo Orban jest proputinowski. Dodam, że nie tylko w kwestii ropy i gazu. Wywłaszczenie węgierskich właścicieli aptek było utrzymane w tym samym duchu.

Robert Gwiazdowski

Adwokat, prof. Uczelni Łazarskiego

Autor felietonu prezentuje własne opinie i poglądy

(Śródtytuły pochodzą od redakcji)

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia Messengerem o kolejnych felietonach Roberta Gwiazdowskiego kliknij tutaj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »