Reklama

Felieton Gwiazdowskiego: Czeka nas naprawdę trudny czas

Błędy trudniej naprawiać niż ich nie popełniać. PiS wbrew wszystkim i wszystkiemu popełniał błąd za błędem. W sprawie sądownictwa - mógł osiągnąć swoje cele wolniej ale za to spokojnie. W sprawie energetyki - nie musiał machać wajchą od wiatraków do węgla i z powrotem. W sprawie kursu walutowego - nie musiał celowo osłabiać złotego i teraz mieć problem z jego słabością. Nie musiał trzymać stóp procentowych tak nisko i tak długo, i zapowiadać przy tym, że tak będzie nie wiadomo do kiedy, ale długo.

Pomagajmy Ukrainie - Ty też możesz pomóc

Co do zasady, naprawianie błędów kosztuje więcej niż ich nie popełnianie. W przypadku błędów popełnionych przez PiS będzie podobnie. Tylko, że PiS wiedząc, że to będzie kosztowne, nie chce ich naprawiać. Ważniejsze są wybory.

Opozycja też to wie. Dlatego jako remedium na inflację proponuje ustami Marszałka Grodzkiego  zamrożenie rat kredytowych, obligacje antyinflacyjne i podwyższenie oprocentowania lokat bankowych.

Reklama

To samo co już robi PiS. PiS co prawda rat nie zamroził, tylko zrobił wakacje kredytowe, ale obligacje antyinflacyjne wypuścił tak dobre, że nawet premier Morawiecki w nie zainwestował. A jak opozycja chciałaby podwyższyć oprocentowanie lokat? Prezes Kaczyński to ma przynajmniej prostą receptę. Zapowiedział, że jak banki tego nie zrobią, to on banki opodatkuje. Więc w bankach złapali za kalkulatory żeby policzyć ile musiałby wynieść ten podatek, żeby im się opłacało podwyższyć oprocentowanie i do jakiego poziomu. Siła prezesa Kaczyńskiego polega na tym, że on ma jeszcze telefon do prezesów tych banków, których sam kazał powołać i ich jutro może kazać odwołać. No ale gdzieżby to opozycja do takich sprzecznych z zasadami kodeksu spółek handlowych metod miała się uciekać? To by mogło być sprzeczne nawet z Konstytucją.

Pomóc ma też "wyprowadzenie" Prezesa Glapińskiego z Narodowego Banku Polskiego. Wyprowadzić to się go da. Opinię, że jego powołanie na trzecią kadencję było bezskuteczne, to każdy prawnik jest w stanie napisać. Niektórzy nawet w szczerym przekonaniu. Inni za stosownym wynagrodzeniem. Bo przecież będą czekać zlecenia w spółkach skarbu państwa, z których przestaną one płynąć do tych, do których płyną obecnie. Gorzej będzie z "wprowadzeniem" swojego. Bo to wymaga wniosku prezydenta. Ale może prezydenta też się da "wyprowadzić"? Przecież wybory prezydenckie odbyły się ewidentnie w terminie niekonstytucyjnym?

Ale załóżmy, że da się to jakoś ogarnąć. Czy nowy prezes NBP zrobi to samo co zrobił Balcerowicz w 1990 roku? Przypuszczam, że wątpię. Bo przecież nowe wybory prezydenckie będą się musiały odbyć najpóźniej w 2025 roku. A wiadomo jak się skończyła walka z inflacją podjęta w 1990 roku. W 1993 roku do władzy wrócili komuniści.

Czeka więc nas czas naprawdę trudny. I nie ma się z czego śmiać, tylko trzeba ocieplać domy i zbierać chrust. Wojna na Ukrainie się do zimy nie skończy. Gaz nie stanieje. Węgla nie będzie. Bo węgiel z kopalni to nie jest woda z kranu, żeby płynęło go mniej lub więcej w zależności jak odkręcimy kurek. Musi być "źródełko", do którego podłączony jest nasz kranik. A źródełko wyschło. W kopalniach  zamiast inwestycji w ściany węglowe PiS inwestował w górników. Kapitał ludzi jest rzeczywiście najważniejszy, ale jakieś proporcje to trzeba zachować. Drugie źródełko - rosyjskie  - zakręcił Putin. Rozpętał wojnę, po której PiS już nie mógł pozwolić swoim zausznikom na sprowadzanie węgla z Rosji. Jak się pojawi jakiś węgiel na rynkach międzynarodowych to oczywiście w części będzie to węgiel rosyjski sprzedany najpierw do Chin, Indii czy Afryki. Ale pozory zostaną zachowane. I wszyscy to będą się o niego bić. Nie na łopaty, ani na rakiety tylko na pieniądze. Inni tych pieniędzy mają więcej niż my, więc tę walkę przegramy.  Zresztą nawet jak go kupimy przelicytowując  innych, to maksymalna przepustowość polskich portów wynosi 8 mln ton węgla rocznie. A pół roku za nami. Więc do końca roku damy radę sprowadzić 4 mln ton. Jak zaczniemy jutro! A nie zaczniemy.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Gdyby nasze "championy energetyczne" nie sabotowały przez lata prywatnych projektów kogeneracyjnych to z tych zasobów węgla i gazu, którymi będziemy dysponowali, uzyskalibyśmy więcej energii i ciepła. Ale ostatnio to kogeneracją interesowało się głównie CBA! Oni się na tym na pewno doskonale znają. Jak na wszystkim.
Specjaliści mają pomysł jak ograniczyć zużycie węgla w ogrzewnictwie i ciepłownictwie o ponad 75 proc. (z 8,7 mln ton do 2 mln ton) i 65% zużycie gazu (z 4,4 mld m3 do 1,6 mld m3). Problem jest tylko taki, że to projekt na lata... 2022-2027.

O tym, że elektrownię atomową to powinniśmy właśnie otwierać, a nie wybierać wykonawcę, którego nie wiadomo kiedy wybierzemy to już nawet nie warto wspominać.

Warto za to  przypomnieć, że Dariusz Szpakowski często powtarzał jak straciliśmy brameczkę i przegraliśmy mecz po kilku zmarnowanych sytuacjach, że "niewykorzystane okazje się mszczą". Najbardziej zemszczą się na... kibicach, którzy to  tylko obserwują.

Robert Gwiazdowski

Adwokat, prof. Uczelni Łazarskiego

Autor felietonu prezentuje własne opinie i poglądy

***

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia Messengerem o kolejnych felietonach Roberta Gwiazdowskiego kliknij tutaj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »