Reklama

Felieton Gwiazdowskiego: Emerytalny długi weekend

No to mamy długi weekend. Kolejny. W styczniu było Święto Trzech Króli. Wypadało w czwartek, wiec na piątek, kto mógł, brał wolne albo się rozchorowywał. A zważywszy, że do czwartku były tylko trzy dni robocze (3, 4 i 5 styczeń) od Sylwestra (31 grudzień) to cztery dni wolnego, oznaczały dziewięć dni wonnego. Potem była nasza słynna już na całym świecie "majówka", która w tym roku wypadała fatalnie, bo 1 maj był w niedzielę. Więc tak zwane "zwolnienie pomostowe" (w złośliwym nawiązaniu do emerytur pomostowych) na 2 maja dawało raptem cztery dni wolnego. Idealnie jest jak 1 maja wypada we wtorek. Wtedy trzy dni wolnego (poniedziałek, środa i piątek) dają dziewięć dni wolnego...

W czerwcu mamy Boże Ciało. To jest bardzo dobre święto, bo ono zawsze przypada w czwartek po oktawie Zesłania Ducha Świętego. Wiec nie grozi nam przykra niespodzianka, że wypadnie w sobotę, czy niedzielę. I wystarczy mała pomostówka na piątek i znowu cztery dni laby.

Od dobrych ładnych lat nikt mnie już nie pyta jakie to będzie miało złe konsekwencje dla gospodarki. No bo skoro Lewica chce czterodniowego tygodnia pracy, to już wszystkie weekendy będą trzydniowe. A jak tak 6 styczeń albo 1 maj dobrze wypadną w kalendarzu to jeszcze mniej dni wolnego trzeba będzie  brać, żeby dziewięć dni labować.

Reklama

A jeszcze niedawno wielu makroekonomistów i analityków finansowych opowiadało "do sitka" (czyli w radiu albo TV), że takie długie weekendy są złe dla PKB. No bo wiadomo jeśli PKB wynosi X a wytwarzamy je pracując w roku przez y dni, to im mniejszy y, tym mniejszy X. Tak się składa, chyba nie przez przypadek, że ci sami uważają, że inflacja jest dobra dla PKB. No chyba, że wywali na 15 proc. wtedy się gryzą w język.

A ja uważam, że długich weekendów powinno być więcej. Ba! Nawet przeciwko temu czterodniowemu tygodniowi pracy za bardzo nie protestuję. Ale pod jednym bezwzględnym warunkiem! Równocześnie trzeba podwyższyć wiek emerytalny! Równocześnie - nie kiedyś tam później. Bardzo ciekawe podejście zaprezentował profesor Robin Hanson. Choć wykłada ekonomię na uniwersytecie George’a Masona w Wirginii, z wykształcenia jest fizykiem. Łatwo to zauważyć po poziomie argumentacji - choćby w sprawie emerytur. Twierdzi on, że emerytury w obecnym kształcie są "pomysłem absolutnie bezsensownym zarówno dla poszczególnych jednostek, jak i ogółu społeczeństwa" i zastanawia się, jak "w ramach nowoczesnych rozwiniętych gospodarek może istnieć tak nieracjonalny z ekonomicznego punktu widzenia mechanizm jak emerytura". Jest taki okres pod koniec życia, kiedy człowiek rzeczywiście w ogóle nie jest już w stanie pracować. Ale statystyki pokazują, że to nie więcej niż dwa, maksimum pięć lat poprzedzających śmierć.

Społeczeństwa powinny więc troszczyć się o ludzi dopiero na tym etapie życia. Emerytura powinna być powiązana ze stanem zdrowia i zdolnością do pracy, a nie z wiekiem -  tak samo jak w przypadku ubezpieczenia na wypadek choroby. Polisa nie jest wypłacana gdy czujemy się dobrze. Hanson proponuje więc zamiast emerytur coś  w rodzaju renty na wypadek niezdolności do pracy. 

Ale łączy to ze skróceniem czasu pracy  w trakcie aktywności  zawodowej. Każdy dzień naszego życia dzielimy między pracę i wypoczynek. Większość z nas pracuje codziennie między 9.00 i 17.00 od poniedziałku do piątku licząc na wypoczynek codziennie wieczorem, a po tygodniu pracy w weekend. Patrząc z długiej perspektywy większość pracuje tak miedzy 25 a 65 rokiem licząc na wypoczynek - czyli emeryturę - u końca swoich dni. Jednak długa emerytura na koniec życia nie jest racjonalnym sposobem dzielenia czasu między pracę i wypoczynek. Ona funkcjonuje przez analogię z wieczorami, weekendem. Ale emerytura nie jest dwudziestoletnim superweekendem. Z biegiem lat spada bowiem nie tylko nasza wydajność w pracy, ale i zdolność do zabawy i cieszenia się z wypoczynku. Dziś coraz częściej pracuje się umysłowo, a bawi fizycznie. A ponieważ ciało starzeje się szybciej niż umysł, zdolność do zabawy zmniejsza się szybciej niż zdolność do pracy.  Dlatego Hanson proponuje odwrócenie proporcji i stworzenie systemu, w którym przesuniemy wypoczynek i zabawę z końca naszego życia, na okres przed sześćdziesiątką. Już dziś tak pracują przedstawiciele wolnych zawodów i wielu właścicieli firm. Pracują dokąd zdrowie im pozwala bez względu na wiek, a korzystają z dłuższych weekendów. Stąd taka ich popularność w Polsce.

Bawcie się dobrze. Dopóki możecie.

Robert Gwiazdowski

Adwokat, prof. Uczelni Łazarskiego

Autor felietonu prezentuje własne poglądy i opinie

***

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia Messengerem o kolejnych felietonach Roberta Gwiazdowskiego kliknij tutaj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »