Reklama

Fermy zwierząt niekoniecznie szkodzą środowisku

Hodowla zwierząt futerkowych oddziałuje niekorzystnie na środowisko. To prawda, ale nie cała. Trudno wymienić działalność przemysłową, a zwłaszcza prowadzoną na większą skalę, która nie wpływa na środowisko naturalne. Także niekorzystnie. Prawo powinno dbać o to, żeby zły wpływ był jak najmniejszy.

Czy ktokolwiek chciałby mieszkać tuż obok autostrady, zakładów chemicznych, stacji benzynowej czy też hodowli trzody chlewnej? Oczywiście - mało kto. Ale nie może być to argumentem za zlikwidowaniem autostrad, zakładów chemicznych, kopalni czy też hodowli zwierząt.

Po to, żeby działalność gospodarcza, a zwłaszcza taka, która jest prowadzona na dużą skalę, jak najmniej szkodziła środowisku naturalnemu, każda inwestycja mogąca stwarzać zagrożenie poddawana jest ocenie szkodliwości wpływu na środowisko (OOŚ). Ten, kto działalność planuje, powinien złożyć raport dotyczący możliwych skutków oraz sposobów, jak zamierza tym skutkom zapobiegać. Potem władze samorządowe - na przykład wójtowie gminy - oceniają, czy wpływ po podjęciu odpowiednich środków nie będzie zbyt szkodliwy. Jeśli nie - wydają pozytywną decyzję.

Reklama

W raporcie oddziaływania na środowisko przedsięwzięcie musi być opisane, podobnie jak stan okolicznej przyrody, a zwłaszcza obiektów chronionych i zabytkowych. Wybór sposobu prowadzenia działalności powinien być uzasadniony w kontekście jak najmniej niekorzystnego wpływu na środowisko. Konieczna jest także analiza możliwych skutków przedsięwzięcia zarówno dla środowiska, jak dla lokalnej społeczności, która w postępowaniu OOŚ ma prawo brać udział.

Od tego roku ustawa została zresztą znowelizowana, a wiele jej przepisów zaostrzono. Ponieważ raporty środowiskowe były po prostu marnej jakości, wprowadzono wymagania dotyczące wykształcenia i doświadczenia, jakie muszą mieć autorzy dokumentacji środowiskowych.

Prawo wymienia rozmaite typy działalności gospodarczej, które muszą podlegać ocenie wpływu na środowisko. A zatem są to miedzy innymi przemysł chemiczny, energetyczny i metalurgiczny, drzewny i papierniczy. Górnictwo i hutnictwo. Budowa linii kolejowych, dróg, autostrad i lotnisk. To oczywiście tylko niektóre przedsięwzięcia. Ale należą do nich także farmy, na których hoduje się norki lub jenoty.

Raport środowiskowy jest bowiem wymagany także w rolnictwie - gdy chodzi o hodowlę zwierząt. Ale uwaga - nie musi go sporządzać każde gospodarstwo, którego zagroda liczy krowę, klika kóz i świnek. Dotyczy to dużych hodowli, odpowiadających co najmniej 210 krowom, czyli tak zwanym dużym jednostkom przeliczeniowym inwentarza (DJP).

Wszystkie inne hodowane zwierzęta przeliczane są na równowartość jednej krowy. W jaki sposób? Każdemu gatunkowi przypisany jest pewien współczynnik. I tak na przykład tucznik to 0,25 krowy, a kura czy kaczka - zaledwie 0,004 krowy. Unijne przepisy mówią z kolei, że na jednym hektarze użytków rolnych nie powinno się hodować więcej niż półtorej krowy.

Podobnie jest z norkami - one także przeliczane są na krowy i o to w przeszłości powstał spór. Do 2005 roku na jedną krowę przypadło 40 norek, a po zmianach przepisów - już 400. Z drugiej strony obniżono z 240 do 210 pułap DJP, od którego konieczny jest raport środowiskowy. To oznacza, że farma norek lub tchórzy licząca 84 tys. sztuk zwierząt nie wymaga specjalnej procedury dotyczącej ochrony środowiska. A więc mieszkańcy lokalnej społeczności nie mają prawa, żeby wypowiadać na temat jej funkcjonowania.

Wprawdzie podobne procedury mogą być zastosowane nawet w przypadku małych farm, liczących do 16 tys. zwierząt - ale nie zawsze są. Hodowle powyżej 40 DJP uznawane są za "mogące" oddziaływać niekorzystnie na środowisko, ale brak w tym przypadku obligatoryjnych procedur. A to z kolei naraża hodowców na konflikty ze społecznością lokalną, bo wiadomo, że tam gdzie jest duże skupisko zwierząt, jest też specyficzna woń.

Największym problemem są odchody zwierząt. Ale te z kolei w przypadku norek mają również duże zalety, gdyż są nawozem organicznym stosowanym do użyźniania gleby. Skutecznie zastępują one nawozy przemysłowe, których produkcja także szkodzi naturalnemu środowisku.

Raport NIK z 2011 roku stwierdza, że powstające na fermach ogromne ilości nieczystości (np. gnojowicy, obornika) w wielu przypadkach były niewłaściwe magazynowane, wylewane i utylizowanie, co prowadzi do poważnych zagrożeń dla środowiska naturalnego i zdrowia ludzi. Tylko że w pod tym względem fermy zwierząt futerkowych nie są żadnym wyjątkiem. Egzekwowanie zasad ochrony środowiska nie działa tak jak powinno nie tylko w przypadku hodowli zwierząt, lecz także zakładów przemysłowych. A powinno działać.

Hodowle mięsożernych zwierząt futerkowych - a więc norek, lisów i jenotów - mają natomiast dla środowiska naturalnego jedną bardzo ważną zaletę. Drapieżniki zjadają resztki innych zwierząt, a to oznacza, że fermy są naturalnym sposobem utylizacji produktów pochodzenia zwierzęcego (UPPZ) z wszelkiego rodzaju ubojni i zakładów mięsnych.

Każdego roku hodowane w Polsce norki zjadają 720 tys. ton UPPZ pozyskiwanych z zakładów przetwórstwa mięsnego, mleczarskiego, rybnego oraz ferm drobiowych - resztki, które muszą być utylizowane, bo są niezdatne lub nie są przeznaczone dla ludzi. Naukowcy z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie obliczyli nawet, że tak zwana sprawność utylizacyjna ferm wynosi od 77 do aż 95 proc.

Badania pokazały, że jedna samica norki może zjeść w ciągu roku około 90 kg paszy, a jedno odchowane młode ok. 40 kg. Przy założeniu, że pasza w 70-80 proc. składa się z mięsa, przeciętna ferma w ciągu roku utylizuje od 1,95 do 2,22 tys. ton UPPZ. Kupuje je od lokalnych ubojni płacąc 0,30 -1,00 zł za kilogram. Alternatywą dla tych ubojni jest oddanie odpadów do utylizacji pośrednikom, za co z kolei one płacą 50 groszy za kilogram. Rzekomo szkodliwe oddziaływanie hodowli zwierząt futerkowych na środowisko nie jest wcale tak jednoznaczne, jak mogłoby to się na pierwszy rzut oka wydawać.

Zxc

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »