Reklama

"Gazeta Wyborcza": Ceny paliw wystrzeliły

Od początku roku paliwa drożeją w zastraszającym tempie i końca podwyżek nie widać - alarmuje "Gazeta Wyborcza".

Reklama

Od 1 stycznia, dostosowując się do wymogów UE, rząd podniósł o 16 gr podatki (akcyzę i opłatę paliwową) doliczane do ceny litra oleju napędowego.

Podwyżki w sprzedaży hurtowej są wyższe, bo na giełdach w górę poszła cena ropy naftowej. Powodem są rosnące napięcia wokół Iranu i groźby blokady cieśniny Ormuz.

W odpowiedzi Unia Europejska zaczęła szykować embargo na irańską ropę. Po jego ogłoszeniu ceny ropy podskoczą i zwykły olej napędowy będzie już na pewno kosztować ponad 6 zł za litr.

Ekonomiści nie mają dobrych prognoz dla kierowców - w najbliższym czasie ceny paliw raczej nie spadną. Eksperci tłumaczą drożejące paliwa głownie sytuacją na rynkach międzynarodowych. Analityk domu maklerskiego Noble Securities Łukasz Wróbel wyjaśnia, że za paliwa płacimy więcej bo drożeje ropa oraz dolar, w którym rozliczane są transakcje za zakup surowca zza granicy. Analityk rynków finansowych Marek Wołos z domu maklerskiego TMS Brokers dodaje, że droższe paliwa to także efekt konfliktu amerykańsko - irańskiego.

Gdyby zaostrzył się spór dotyczący irańskiego programu nuklearnego i doszło do zablokowania ważnej dla transportu ropy Cieśniny Ormuz - wówczas ceny ropy mogą poszybować jeszcze wyżej - podkreśla.

Natomiast Tomasz Chmal z Instytutu Sobieskiego zajmujący się rynkiem paliw dodaje, że polscy kierowcy odczuli też skutki podniesienia na początku roku akcyzy na olej napędowy. Ekspert podkreśla, że podatki stanowią ważną część ceny, jaką płacimy na stacjach benzynowych i na obniżenie tych obciążeń nie ma co liczyć.

Ekonomiści przypominają, że w ślad za drożejącym paliwem wzrosną ceny wielu innych towarów, bo wyższe są koszty transportu. O sytuacji na rynku paliw rozmawiali dziś członkowie rządu. Ministrowie wysłuchali informacji ministra skarbu na ten temat.

_ _ _ _ _

Iran zaapelował wczoraj do państw w Zatoce Perskiej o niezwiększanie eksportu ropy. Według cytowanych przez prasę władz w Teheranie bliskowschodni producenci nafty nie powinni współpracować z USA i z Europą. Zachód chce zmniejszyć import ropy z Iranu.

To w ramach sankcji za rozwijanie przez Iran programu nuklearnego; zdaniem zachodnich krajów Teheran zamierza wyprodukować broń atomową. Ale jeśli na rynku ropy będzie mniej, jej cena wzrośnie. Dlatego liderzy państw importujących irańską naftę, na przykład Chin i Korei Południowej pojechali na Bliski Wschód, by zaapelować o zwiększenie dostaw.

Władze Iranu podkreślają jednak, że kraje arabskie nie powinny uginać się pod tą presją. Zdaniem Teheranu to właśnie te państwa będą odpowiedzialne za ewentualne skutki zwiększenia eksportu ropy. Jednym z takich skutków może być zamknięcie przez Iran Cieśniny Ormuz, ważnej dla transportu ropy naftowej.

Arabia Saudyjska jest w stanie zastąpić dostawy ropy naftowej z Iranu, w razie gdyby zostały nałożone nowe sankcje na ten kraj. Taką deklarację złożył minister do spraw ropy naftowej Arabii Saudyjskiej, Ali al-Nouaimi. Dodał, że gdyby Iran zablokował cieśninę Ormuz, którą przewozi się ropę z Zatoki Perskiej, to blokada nie potrwa długo.

Państwa zachodnie rozważają nałożenie na Iran sankcji, które ograniczyłyby sprzedaż jego ropy. Powodem sankcji jest irański program nuklearny, który zdaniem Zachodu prowadzi do zbudowania bomby atomowej. Przedstawiciele różnych państw odwiedzają kraje Zatoki Perskiej, aby zapewnić sobie dodatkowe dostawy ropy na wypadek wprowadzenia sankcji. Teheran ostrzegł dziś kraje Zatoki, by nie zwiększały wydobycia tego surowca.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »