Reklama

Główny ekonomista BGK: Przed nami czas podwyższania prognoz

Przy założeniu, że szczepionka będzie skuteczna - poziom zaufania biznesu wzrośnie na tyle, że zacznie on ponownie planować i realizować plany inwestycyjne. To też już widać. Wracają kredyty inwestycyjne i obrotowe - mówi Interii Mateusz Walewski, główny ekonomista BGK.

Bartosz Bednarz, Interia: O ile wzrośnie PKB w 2021 r.?

Mateusz Walewski, główny ekonomista BGK: - W Banku Gospodarstwa Krajowego prognozujemy 4,9 proc. w przyszłym roku.

Reklama

To na tę chwilę jedna z wyższych prognoz.

- Instytucje, które dzisiaj szacują wzrost PKB poniżej 4 proc. będą swoje założenia rewidować w górę. To już się zaczęło.

Co będzie wspierać wzrost PKB w przyszłym roku?

- Powodów do optymizmu jest sporo. Polski eksport radzi sobie świetnie. W październiku nadwyżka na rachunku bieżącym wyniosła 10,2 mld zł (1 mld zł w tym samym okresie rok temu), a eksport przekroczył 104 mld zł. Jest to zaskoczenie tylko częściowe. Zauważmy, że zawsze mamy nadwyżkę w handlu zagranicznym w trudnych czasach. Wkład eksportu w PKB jest lepszy w trudnych czasach, ponieważ polskie inwestycje są importochłonne. Jeśli spadają, tak jak teraz, to automatycznie poprawia się bilans handlowy. Jeśli wrócą, to eksport wciąż będzie na plusie, ale już nie tak imponującym jak w tej chwili.

- Czekamy na odbicie inwestycji tak publicznych, jak i prywatnych. Przy założeniu, że szczepionka będzie skuteczna - poziom zaufania biznesu wzrośnie na tyle, że zacznie on ponownie planować i realizować plany inwestycyjne. To też już widać. Wracają kredyty inwestycyjne i obrotowe. Nie można powiedzieć, że to normalne czasy, ale jest lepiej od założeń. Poza tym, sam efekt bazy będzie działać na korzyść 2021 r. II i IV kw. br. będą kiepskie. Zakładamy, że w IV kw. spadek PKB sięgnie 4 proc. r/r. Matematyka działa na korzyść przyszłego roku.

Początek 2021 roku może być jeszcze słaby.

- Pierwszy kwartał na pewno. Drugi, jeżeli rzeczywiście ruszą szczepienia - nawet, jeśli nie wszyscy będą zdrowi, a wskaźnik zakażeń wciąż relatywnie wysoki - powinien być znacznie lepszy. Oczekiwania biznesu i konsumentów się poprawią. Usługi ruszą, co będzie mieć duży wpływ na wzrost gospodarczy. Przemysł cały czas sobie radzi nieźle.

Ale Europa się ponownie zamyka.  

- Ta produkcja i eksport w IV kw. już poszły za granicę. Lockdown teraz obejmie swoim efektem ostatnie dwa tygodnie grudnia, głównie - ponownie - sektor usług, a to już nie będzie miało większego znaczenia na PKB. Polski eksport w większości, ok. 70 proc., dotyczy dóbr przemysłowych i półproduktów. Jeśli przemysł nie stanie, a dzisiaj nic na to nie wskazuje, będzie radzić sobie cały czas dobrze. W przemyśle mamy powroty do poziomów przedpandemicznych. Nastroje też są niezłe. PMI utrzymuje się powyżej 50 pkt. Mamy do czynienia z K-kształtnym odbiciem w strukturze gospodarki. Rozchodzi się nam ona wyraźnie ze względu na ograniczenia. Tak jak pierwszy lockdown zamroził podobnie w skali tak przemysł, jak i usługi, to drugi, w ograniczonym zakresie, uderza już wyłącznie w handel i usługi. W przemyśle nie widać tej drugiej fali pandemii. Zresztą, sama pomoc w ramach ostatniej tarczy, jest wskaźnikiem branż, które radzą sobie najgorzej. Tym niemniej, II fala pandemii, mimo że gorsza pod względem liczby zakażeń, gospodarczo jest dużo łagodniejsza.

Jest zgoda na unijny budżet na lata 2021-2027 i tzw. fundusz odbudowy. Te pieniądze unijne będą już w przyszłym roku wspierać polskie PKB?

- Ich wpływ będzie bardzo niewielki. Wciąż wsparciem inwestycji będą fundusze unijne z obecnej perspektywy i środki krajowe. Chociaż bardzo byśmy chcieli, aby pieniądze z funduszu odbudowy zaczęły już pracować, to tak się nie stanie. Szacujemy, że najwcześniej na koniec 2021 r. w części zaczną one krążyć w gospodarce, ale dopiero w 2022 będzie widoczny ich efekt. W przypadku środków budżetowych sprawdzi się zasada n+3, czyli dopiero 2023 r.

- Problemem to będzie dla samorządów, które tną wydatki na inwestycje. W danych z III kw. jest wyraźny spadek, co wynika z pogorszenia sytuacji finansowej. Ta, ponownie trzeba podkreślić, nie jest tak zła, jak samorządy prognozowały po maju. Nie oznacza to, że jest dobrze: mamy wzrost bieżących wydatków, ale spadki nadwyżek operacyjnych, co negatywnie odbija się na planach rozwojowych i możliwości JST do zaciągania kredytów. Sytuacja jest ciężka głównie w miastach, które najbardziej odczuwają spadek dochodów podatkowych z PIT i CIT.

Złoty wykazuje, jak na bardzo łagodną politykę NBP, relatywnie dużą stabilność. W 2021 r. może się jeszcze umocnić?

- Można by mieć obawy o dalsze osłabienie, gdyby nie udały się negocjacje w Brukseli i nie było porozumienia budżetowego. Przy tym poziomie funduszy unijnych, które trafią do Polski, odbudowie gospodarki, oficjalnych wypowiedziach członków RPP odnośnie do poziomu stóp procentowych i samego kursu złotego - zmienność rodzimej waluty nie robi wrażenia. Można wręcz powiedzieć, że złoty jest odporny na wpływ luźnej polityki monetarnej i otoczenia makroekonomicznego. Są fundamentalne podstawy dla tego, by tę stabilizację utrzymał w przyszłym roku. Nie widzę powodów, by miał wypaść z korytarza 4,30-4,50 za euro. 

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Rynek pracy radzi sobie bardzo dobrze. W listopadzie, pomimo 2. fali pandemii, przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było stabilne m/m (-1,2 proc. r/r). Wzrost płac przyspieszył do 4,9 proc. r/r z 4,7 proc. r/r w październiku. 2021 r. pod tym względem przyniesie kontynuację trendu?

- Coś musiałoby się stać, żeby bezrobocie wzrosło. Pytanie, co nastąpi w momencie zakończenia okresów ochronnych, narzuconych przez zapisy z tarcz pomocowych, które wymuszały utrzymanie zatrudnienia. Jeśli ruszy gospodarka, to ten efekt "uwolnienia" zatrudnienia nie powinien być szczególnie negatywny. Nawet jeśli część firm upadnie, to pracownicy powinni szybko znaleźć nową pracę. W I kw. bezrobocie wzrośnie, ale to nic zaskakującego. Zawsze rośnie w tym okresie, nawet bardziej niż w IV kw. W miarę poprawy sytuacji gospodarczej zacznie szybko spadać, chociażby dlatego, że w Polsce mamy strukturalny niedobór rąk do pracy. Pandemia tego problemu nie usunęła, a na chwilę zamroziła. Dlatego zakładam, że w 2021 r. płace będą dalej rosnąć w tempie ok. 4-5 proc. a bezrobocie znacząco nie wzrośnie.

Inflacja ponownie wystrzeli?

- Surowce będą rosnąć w efekcie globalnego odbicia gospodarczego. Dobra podstawowe też będą drożeć. Do tego w Polsce mamy do czynienia ze wzrostem stawki bazowej, która jest zależna od płac. A te nieprzerwanie rosną bardzo szybko. To wszystko powoduje, że nie ma co liczyć na spadek inflacji. W przyszłym roku będzie się ona utrzymywać w okolicach 3 proc.

Trzeba się przygotować na skokowy wzrost deficytu budżetowego na koniec roku. Po październiku wynosił on 12 mld zł z zakładanych 109 mld.

- Dynamika wydatków rośnie najwięcej w grudniu. Czy ten deficyt będzie zrealizowany w pełnym rozmiarze 109 mld - tego nie wiem. Niedługo się przekonamy. Zgodnie z założeniami Ministerstwa Finansów w 2021 r. deficyt ma się zmniejszyć do 82 mld zł. Sytuacja budżetu wydaje się stabilna. Przy założeniu, że prognozy na przyszły rok MF są konserwatywne, a muszą takie być (wzrost PKB, inflacja, dochody i wydatki państwa), a sytuacja gospodarcza nominalnie będzie się rozwijać jednak znacznie lepiej od przyjętych w ustawie budżetowej założeń, to te oczekiwania odnośnie do spadku deficytu są jak najbardziej wiarygodne. Nie powinno być z tym problemu.

Rozmawiał Bartosz Bednarz

***

Trwa wielka loteria na 20-lecie Interii! 

Weź udział i wygraj! Każdego dnia czeka ponad 20 000 złotych - kliknij i sprawdź

***

Dowiedz się więcej na temat: polska gospodarka | PKB

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »