Reklama

Gospodarka skurczyła się mniej niż oczekiwano

Polska gospodarka skurczyła się w II kwartale mniej niż oczekiwano, bo tylko o 8,2 proc. w porównaniu z II kwartałem zeszłego roku. Prawdopodobnie jest to jeden z "lepszych" wyników w Europie. Gospodarce wyraźnie pomaga eksport, a równocześnie niepokojące jest załamanie importu.

Główny Urząd Statystyczny ogłosił dane o PKB za II kwartał sporo lepsze od oczekiwań analityków, którzy sądzili, że gospodarka załamie się o blisko 10 proc. w porównaniu z II kwartałem poprzedniego roku. Są to dane wstępne i Urząd zastrzega, że będą podlegać rewizji, zwłaszcza w obecnej trudnej sytuacji, w której ich zbieranie powoduje wciąż problemy. Ostateczne wyliczenia poznamy dopiero 31 sierpnia.

Reklama

Ale wstępne dane budzą pewien optymizm. Dlaczego więc sytuacja gospodarcza jest lepsza od oczekiwań? Przypomnijmy, że w I kwartale polski PKB wzrósł o 2 proc. licząc rok do roku. Dodatni wynik za okres styczeń-marzec zanotowały tylko nieliczne kraje Europy. Wiadomo było, że w kwietniu aktywność gospodarcza bardzo głęboko spadła i popadliśmy w recesję. Recesja okazuje się jednak nieco płytsza od oczekiwań. Jest lepiej, niż można było sądzić.

- Choć od ponad dwóch miesięcy utrzymywaliśmy prognozę spadku (PKB) o 8,1 proc., dane GUS to lekkie pozytywne zaskoczenie. Nawet jeśli kwiecień i silny lockdown mocno zabolały gospodarkę widać, że dzięki zdrowej strukturze i "tarczom" aktywność zaczęła bardzo szybko się odradzać - mówi Interii Marta Petka-Zagajewska, szefowa zespołu makroekonomicznego w PKO BP.

W piątek cały czas napływają zrewidowane dane o PKB z niemal wszystkich państw Europy. Według danych wstępnych ogłoszonych przez Eurostat dwa tygodnie temu, Gospodarka strefy euro skurczyła się znacznie bardziej niż polska, bo o 12,1 proc., a Unii - o 11,9 proc. To dane o PKB tzw. wyrównanym sezonowo w porównaniu z poprzednim kwartałem. Tak liczony polski PKB skurczył się o 8,9 proc. Rok do roku zmniejszył się o 7,9 proc., gdy w Unii o 14,5 proc., a w strefie euro - o 15 proc.

- Widzimy pozytywny obraz w porównaniu do wyników innych państw. Polskę premiowało to, że weszliśmy w kryzys w dobrej kondycji. W danych miesięczny (od maja) widać było odbudowę popytu konsumpcyjnego. Silnie odbudowywał się eksport - mówi Marta Petka-Zagajewska.

Co do tego jak poradzi sobie polski eksport w czasach pandemii było bardzo wiele wątpliwość wyrażanych wcześniej przez analityków. Załamanie gospodarcze dotknęło naszych największych partnerów handlowych. PKB Niemiec spadł w II kwartale o 10,1 proc. kwartał do kwartału i o 11,7 proc. rok do roku. Opublikowane w czwartek dane NBP pokazały jednak, że eksport ma się wyjątkowo dobrze.

NBP ogłosił w czwartek, że w marcu i kwietniu eksport spadał bardzo mocno, jednak wraz ze znoszeniem obostrzeń, już w maju wyraźnie się poprawił. W czerwcu natomiast eksport odnotował już wzrost w ujęciu rocznym o 3,0 proc., liczony w euro.

To powód do optymizmu także na przyszłość, ale do PKB liczony jest tzw. eksport netto, czyli - w uproszczeniu - nadwyżka eksportu nad importem. Import jeszcze w czerwcu był o ponad 10 proc. niższy niż przed rokiem, a w poprzednich miesiącach tak samo eksportu nie mógł dogonić. Analitycy Pekao uważają, że w II kwartale wkład eksportu netto do wzrostu naszego PKB "mógł być bliski neutralnemu". Piotr Popławski, starszy ekonomista ING BŚK sądzi, że mógł być nawet dodatni.

Prawdopodobnie to właśnie eksportowi netto polska gospodarka zawdzięcza mniejsze załamanie niż doszło do niego w innych krajach. Ale jeśli przyjrzeć się głębiej relacjom miedzy eksportem i importem, to sytuacja nie wygląda już całkowicie różowo. Bo eksport netto wychodzi ponad kreskę także dzięki bardzo silnemu i trwającemu wciąż załamaniu importu. A załamanie importu może mieć dwie przyczyny.

Pierwszą jest czysta "baza". Co to znaczy? Wartość importu przed rokiem była znacznie wyższa z powodu cen sprowadzanych paliw. Teraz są one dużo tańsze, a polska gospodarka jest "paliwożerna". Gdyby więc ceny paliw były podobne jak rok temu, moglibyśmy wcale nie mieć "neutralnego", czy nawet "pozytywnego" wkładu eksportu netto do PKB. A zatem spadek PKB mógłby okazać się znacznie głębszy.

Druga przyczyna załamania importu może być znacznie gorsza dla gospodarki, a właściwie dla jej przyszłości. Mniejszy import może wynikać z tego, że doszło do znacznie większego - niż można było sądzić - zatrzymania inwestycji. Na długo przed pandemią widać już było, że polskie firmy nie inwestują, choć w czasach świetnej koniunktury ich moce produkcyjne dyszały z przepracowania.

To znaczy, że inwestycje mogły spaść w II kwartale bardzo głęboko. Jak bardzo - tego dowiemy się dopiero z pełnych danych GUS 31 sierpnia. Trzeba przy tym pamiętać, że pierwsze pieniądze z Unii, za które realizowana jest większość inwestycji publicznych, mogą napłynąć dopiero w połowie przyszłego roku. Może się zatem okazać, że przez kolejny rok polska gospodarka będzie wprawdzie rozwijać się lepiej niż w wielu innych państwach (w tym wypadku znaczy to, że mniej się skurczy), ale równocześnie dalej będzie zaprzepaszczała swoje szanse na rozwój w przyszłości.

Jacek Ramotowski

Dowiedz się więcej na temat: gospodarka | polska gospodarka | PKB | GUS

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »