Reklama

Gospodarkę czeka spokojny wzrost bez inflacji

Rozpędzona polska gospodarka zwolni w przyszłym roku, ale i tak będzie jedną z najszybciej rozwijających się w Europie. Ten rachunek uwzględnia największe ryzyka - twardy brexit, wojny handlowe toczone z umiarkowaną siłą, zaostrzające się kłopoty włoskiej gospodarki, spowolnienie wzrostu w strefie euro, a zwłaszcza w Niemczech oraz napięcia geopolityczne.

Rozpędzona polska gospodarka zwolni w przyszłym roku, ale i tak będzie jedną z najszybciej rozwijających się w Europie. Ten rachunek uwzględnia największe ryzyka - twardy brexit, wojny handlowe toczone z umiarkowaną siłą, zaostrzające się kłopoty włoskiej gospodarki, spowolnienie wzrostu w strefie euro, a zwłaszcza w Niemczech oraz napięcia geopolityczne.

Ogłoszone przez GUS wyniki naszej gospodarki za III kwartał dolały optymizmu. Wzrost PKB wyniósł 5,1 proc., choć większość ekonomistów przewidywała, że 5-procentowego pułapu nie przebije. Gospodarka rosła w tempie przekraczającym 5 proc. już piąty kwartał z rzędu. Przyszedł czas na odpoczynek, co może sugerować także wskaźnik PMI - po raz pierwszy od czterech lat spadł poniżej 50 pkt. (granica między rozwojem i recesją).

GUS podał ponadto, że w III kwartale inwestycje skoczyły aż o 9,9 proc., a więc tak wysoko, jak nie zdarzyło się to od ponad trzech i pół roku. Zaskoczyły też ogłoszone tego samego dnia dane o inflacji. Ceny w listopadzie wzrosły zaledwie o 1,2 proc. rok do roku, mimo, że przez ostatnie pół roku rosły znacznie szybciej. To oznacza, że nie ma obaw, iż zaczną w niekontrolowany sposób przyspieszać.

Reklama

Dobre prognozy na przyszły rok mają zresztą globalne instytucje dla wszystkich państw naszego regionu. Agencja ratingowa Fitch napisała właśnie, że wzrost gospodarek w Europie Środkowej i Wschodniej wprawdzie zwolni, ale pozostanie wciąż silny. Równocześnie oznaki przegrzania tych gospodarek będą ustępować. Warunki zewnętrzne będą jednak mniej korzystne, a ryzyko polityczne i geopolityczne może wzrosnąć.

Co zatem Polskę czeka w przyszłym roku?

Czeka nas wzrost PKB w granicach 3,5 proc. a jak napięcia na świcie przygasną, to nawet 4 proc. Bardzo umiarkowany wzrost cen nie powodujący obaw o to, że cel inflacyjny zostanie przekroczony. Wyhamowanie eksportu, choć wcale nie gwałtowne. Dość przyzwoity wzrost konsumpcji o ok. 4 proc. wsparty wzrostem wynagrodzeń, jednak nie tak szybkim jednak jak w ciągu minionych dwóch lat.

- Nadal prognozujemy, że wzrost gospodarczy w Polsce wyniesie w przyszłym roku nieco poniżej 4 proc. - mówi Interii Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.

Analitycy PKO BP na razie podtrzymują swoją wcześniejsza prognozę wzrostu PKB w przyszłym roku o 3,7 proc. Piotr Bujak nie wyklucza, że zostanie ona podwyższona.

- Jest szansa na mocniejszy wzrost w przyszłym roku, ale trzeba pamiętać o tym, że u naszych głównych partnerów handlowych w strefie euro, a w szczególności w Niemczech, koniunktura uległa istotnemu pogorszeniu i to będzie wywierać negatywny wpływ najpierw na polski sektor eksportowy, a pośrednio na całą gospodarkę - dodaje.

To, co może spowodować, że polska gospodarka będzie w przyszłym roku rosła trochę szybciej lub nieco wolniej zależy od sytuacji w Europie i na świecie. W naszej gospodarce nie pojawiły się jak do tej pory zagrożenia dla silnego wzrostu ani też - o co obawiali się już niektórzy ekonomiści - "przegrzania". Polega ono na tym, że długo trwający boom doprowadza w końcu do dużej nierównowagi. Jaka może być duża ta nierównowaga? Pokazał to kryzys sprzed 10 lat.

- Nie dostrzegam znaczących nierównowag w polskiej gospodarce - mówi Interii Jakub Borowski, główny ekonomista banku Credit Agricole Polska.

- Nasz bardzo szybki wzrost gospodarczy nie powoduje nierównowag makroekonomicznych, a zatem nie ma obaw, że zapłacimy za ten wzrost cenę w postaci bolesnego dostosowania w przyszłości - dodaje Piotr Bujak.

Cykl wzrostowy dobiega końc

a

Dlaczego więc polska gospodarka nie będzie dalej rosła w podobnym tempie jak w tym roku?

Bo na świecie cykl wzrostowy dobiega końca. A może być jeszcze gorzej, jeśli znane nam już wojny handlowe, które rozpoczął prezydent USA Donald Trump, rozgorzałyby z większą siłą. Na razie - po spotkaniu Donalda Trumpa z przywódcą Chin Xi Jinpingiem w Buenos Aires - widać, że może nastąpić pauza. Nawet amerykański prezydent potrzebuje momentu na zastanowienie i policzenie strat. A na wojnach handlowych tracą wszyscy.

U naszych największych partnerów handlowych w strefie euro sytuacja nie wygląda różowo. PKB 19 krajów używających wspólnej waluty wzrósł w III kwartale zaledwie o 0,2 proc., a w całej Unii - o 0,3 proc. Do pogorszenia się koniunktury w strefie euro dołoży swoje fatalna sytuacja gospodarki włoskiej. Ale największym zagrożeniem dla Polski jest to, że PKB Niemiec spadł w III kwartale o 0,2 proc. A Niemcy to nasz największy partner handlowy na świecie.

- Dla eksportu spowolnienie w Niemczech i całej strefie euro będzie poważnym wyzwaniem, ale dzięki fundamentalnemu niedowartościowaniu kursu złotego oraz dzięki temu, że dynamika płac w Polsce była niższa niż u naszych konkurentów w regionie, polski eksport pozostaje mocno konkurencyjny. To powinno spowodować, że osłabienie wzrostu eksportu będzie relatywnie słabe, mniejsze niż w innych krajach naszego regionu - mówi Piotr Bujak.

Kolejnym zagrożeniem dla gospodarki europejskiej jest brexit, a zwłaszcza nie rozwiane jeszcze widmo "twardego" brexitu, czyli rozstania Wielkiej Brytanii z Unią bez żadnej umowy (wynegocjowaną niedawno umowę musi ratyfikować brytyjski parlament, a może tego nie zrobić). Brexit na pewno przyczyni się do pogorszenia koniunktury u naszych partnerów handlowych, w tym w Niemczech.

- Hard brexit, gdyby do niego doszło, wprowadziłby nerwowość na rynkach finansowych. Byłby też znacznie większym problemem dla Wielkiej Brytanii niż dla Unii Europejskiej. Przy takim udziale eksportu wprowadzenie kilkuprocentowych ceł nie powinno doprowadzić do załamania polskiego eksportu do Wielkiej Brytanii - mówi Jakub Borowski.

Jeśli Wielka Brytania rozstanie się z Unią bez umowy, wprowadzi cła na importowane towary, ale takie same cła będą obowiązywać na import ze wszystkich innych krajów. Choć do Zjednoczonego Królestwa trafia 6,1 proc. towarów wywożonych z Polski i jest ono dla nas trzecim rynkiem zbytu, polscy eksporterzy nie będą w gorszej sytuacji niż inni. Konkurencja pewnie się zaostrzy, bo eksporterzy z Unii nie będą korzystać z premii w postaci braku ceł.

- Większość analiz pokazuje, że Polska będzie krajem umiarkowanie dotkniętym brexitem - mówi Piotr Bujak.

Najtrudniejszy do przewidzenia jest rozwój konfliktu rosyjsko-ukraińskiego i jego konsekwencje. Dopóki do napięć dochodzi ponad tysiąc kilometrów od polskiej granicy, dla naszej gospodarki nie ma to znaczących skutków.

Pytanie o inwestycje

Polski eksport na pewno trochę ucierpi w przyszłym roku. Piotr Bujak ma nadzieję, że gospodarkę ciągnąć będą inwestycje, które bardzo wyraźnie odbiły w III. Część analityków zwraca jednak uwagę, że były to głównie inwestycje publiczne, a zwłaszcza domykanie i rozliczanie inwestycji przez samorządy w przededniu październikowych wyborów. A ten scenariusz w kolejnych kwartałach się już nie powtórzy.

Niemniej Polska ma jeszcze do wydania miliardy złotych z funduszy unijnych i to na pewno będzie pozytywnie wpływać na nasz PKB w przyszłym roku.

- Wzrost gospodarczy w Polsce na relatywnie wysokim poziomie będzie utrzymywać rosnąca aktywność inwestycyjna, na co wskazują dane GUS za III kwartał tego roku. Bez względu na to, jaka jest struktura wzrostu inwestycji, w ciągu następnych kwartałów będą one rosły w wysokim jednocyfrowym tempie, powyżej 5 proc. - mówi Piotr Bujak.

- Będzie się to wiązać z wykorzystaniem środków unijnych, co będzie nas chronić przed skutkami spowolnienia w strefie euro, w tym w Niemczech - dodaje.

Jakub Borowski uważa jednak, że inwestycje przedsiębiorstw będą zbyt małe, żeby można było mówić o tym, iż wzrost polskiej gospodarki zyskał w nich trwałe wsparcie. Dlatego jego prognozy wzrostu inwestycji w przyszłym roku są skromniejsze.

- Inwestycje publiczne podbijały całe inwestycje w 2018 roku. Inwestycje przedsiębiorstw mają większą wagę, ale ten cykl inwestycyjny będzie krótki, ożywienie, które mamy obecnie, potrwa kilka kwartałów. Od II kwartału 2019 wzrost inwestycji będzie znacząco niższy. Średniorocznie inwestycje wzrosną w 2019 roku o ok. 4 proc. - mówi.

- Tworzy się wyższa baza dla przyszłorocznego wzrostu i wyższa baza w inwestycjach. Na razie nie ma podstaw do tego, żeby rewidować w górę przyszłoroczną prognozę wzrostu PKB o 3,5 proc., a nawet mogą być podstawy do tego, żeby zrewidować ją trochę w dół. Do tego uprawniałoby nas jeszcze większe pogorszenie koniunktury za granicą - dodaje.

W III kwartale konsumpcja po raz pierwszy od dłuższego czasu wyraźnie spowolniła, rosnąc o 4,5 proc. rok do roku. Boom konsumpcyjny się już zakończył, ale jego koniec oznacza powrót do równowagi z nieco niższym tempem wzrostu wydatków konsumpcyjnych.

- Konsumpcja powinna sobie radzić relatywnie dobrze, choć następuje jej oczekiwane spowolnienie, co pokazały dane za III kwartał. Wzrost konsumpcji w okolicach 4 proc. będzie jednak nadal ważną siłą napędową wzrostu gospodarczego w Polsce. Dynamika wynagrodzeń pozostanie dość wysoka w przedziale 5-7 proc. nominalnie i łączne dochody gospodarstw domowych z pracy będą rosły w blisko dwucyfrowym tempie, zapewniając solidny wzrost konsumpcji o ok. 4 proc. - mówi Piotr Bujak.

Zaskakujące dane o inflacji za listopad - wzrosła ona o 1,2 proc. rok do roku - pokazują, że gospodarka będzie sunąć wolniej, ale po równych torach.

- Dane o inflacji z listopad sugerują, że procesy inflacyjne są cały czas pod kontrolą. Jesteśmy krajem z jednym z najniższych wskaźników inflacji w Europie. Inflacja pozostanie w Polsce na umiarkowanym poziomie. Trudno prognozować, żeby miała wzrosnąć w ciągu najbliższych dwóch lat powyżej pasma dopuszczalnych odchyleń od celu. Przy normalizacji wzrostu gospodarczego i przewidywalnej inflacji, w paśmie przewidywanych odchyleń od celu, nie spodziewam się, żeby RPP mogła podjąć decyzję o zmianach stóp - mówi Piotr Bujak.

Jakub Borowski zwraca uwagę, że listopadowe dane mogą świadczyć o tym, iż inflacja będzie niższa niż oczekiwano do tej pory, a sytuację może jeszcze poprawić trwający od kilku tygodni spadek cen ropy.

- Mamy prognozę inflacji 2,2 proc. na przyszły rok, ale dane listopad oznaczały spadek głębszy od oczekiwań i bardzo zaskoczyły. Inflacja bazowa obniżyła się znacząco, prawdopodobnie do 0,6 proc., co pokazuje, że presji inflacyjnej w gospodarce nie ma. Jeśli nawet będzie ona narastać, to i tak inflacja będzie niska, prawdopodobnie poniżej celu inflacyjnego. Do tego dokłada się bardzo duży spadek cen ropy w ostatnich tygodniach, co może oznaczać, ze inflacja będzie niższa od tej, którą obecnie prognozujemy - mówi ekonomista.

Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku uważa nawet, że jest bardzo prawdopodobne, iż podwyżek stóp można spodziewać się dopiero za kilka lat, kiedy gospodarcza lokomotywa ponownie zacznie ruszać pełną parą. A to znaczy, że do tego czasu cena kredytu nie powinna wzrosnąć.

Jacek Ramotowski

Inflacja, bezrobocie, PKB - zobacz dane z Polski i ze świata w Biznes INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »