Reklama

Inflacja znów zaskoczyła. A będzie jeszcze drożej

To już kolejny wyższy od oczekiwań rynku wzrost inflacji. We wrześniu w ujęciu rocznym wyniosła ona 5,8 proc. Nic nie zapowiada jednak, by miał to być maksymalny w tym roku odczyt: rosnące ceny żywności, dalsze podwyżki cen energii i paliw sugerują, że już w październiku ceny rok do roku mogą wzrosnąć o 6 proc. - Oby nie więcej. Zła wiadomość jest taka, że to jeszcze nie koniec wzrostu inflacji - mówi Interii Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Ekonomiści ankietowani przez PAP Biznes szacowali, że ceny towarów i usług we wrześniu wzrosły rok do roku o 5,6 proc., a miesiąc do miesiąca o 0,3 proc. Z danych opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny wynika, że w ujęciu rocznym wzrost sięgnął 5,8 proc., w ujęciu miesięcznym natomiast 0,6 proc. Ostatni raz tak wysokie wskaźniki inflacji były notowane w sierpniu 2000 r. (6,2 proc.) i wrześniu 2000 r. (5,9 proc.).

Reklama


- To jest naprawdę duży wzrost w skali miesięcznej - mówi Interii Kurtek i tłumaczy, co jest dzisiaj powodem dla tak szybko rosnących cen. - Mamy wzrost cen żywności miesiąc do miesiąca, gdzie sezonowo one jeszcze we wrześniu spadały. Na globalnych rynkach mamy drożejącą ropę i do tego słaby jest złoty - te dwa czynniki powodują, że ceny paliw bardzo szybko rosną. Wszyscy widzimy, co się dzieje na stacjach paliw. Do tego dochodzi wzrost cen węgla, gazu, wszystko idzie w górę. Skutek jest taki jaki jest, a zła wiadomość jest natomiast taka, że to jeszcze nie koniec - wyjaśnia Kurtek.

Wzrost cen nie wyhamuje

Podwyżka cen energii jest praktycznie przesądzona. Kolejne firmy energetyczne składają wnioski do URE o wzrost cen nawet o kilkadziesiąt procent. O to samo wnioskują firmy ciepłownicze. Drożeje gaz, co pozwala sądzić, że ostatnia podwyżka taryfy (wejdzie w życie 1 października), nie będzie ostatnia.

- Wszystko wyglądać zaczyna niepokojąco. Wzrost cen paliw i energii rozlewa się w gospodarce, wszystkie firmy dotyka - zauważa Kurtek. I ostrzega, że rosnąca inflacja w połączeniu z wygasaniem aktywności gospodarczej rodzi coraz silniejsze obawy o wystąpienie zjawiska stagflacji (połączenie wysokiej inflacji i stagnacji gospodarczej).

Wskaźnik PMI w polskim przetwórstwie obniżył się trzeci miesiąc z rzędu, do poziomu z lutego br., tj. czasu wzrostu obaw o trzecią falę pandemii koronawirusa. Wskaźnik wciąż jeszcze pozostaje na wysokim poziomie (przed pandemią notowany był poniżej 50 pkt), niemniej - ocenia Kurtek - wyraźnie zwiastuje wyhamowanie aktywności gospodarczej w najbliższym czasie.

Polski przemysł coraz bardziej odczuwa skutki globalnych braków podaży i coraz bardziej doskwierają mu rosnące koszty produkcji. Dużym problemem staje się także pozyskanie nowych pracowników. Materializują się, tym samym, obawy sprzed kilku miesięcy o to, że mimo ogólnie dobrej kondycji i potencjału, wzrost polskiego przemysłu może być hamowany i przez czynniki globalne, od niego niezależne, i również wewnętrzne, jak ograniczona podaż rąk do pracy.

Czy grozi nam stagflacja?

- Firmy z przetwórstwa przemysłowego wskazują na bardzo szybko rosnące koszty produkcji, które przenoszone są - na drodze wzrostu cen produktów gotowych - na konsumentów. Będziemy musieli płacić jeszcze więcej - podkreśla Kurtek.

Jak dodaje: wyłania się z tego niepokojący scenariusz stagflacyjny. - Mamy z jednej strony przyspieszający wzrost cen, z drugiej dane, które zaczynają sugerować wygaszanie aktywności ekonomicznej - zauważa. I jest to o tyle istotne, że nawet pomimo dobrych perspektyw gospodarczych na kolejny rok, sytuacja może szybko się odwrócić. 

- Szybko może się zmienić. Inflacja z miesiąca na miesiąc idzie tylko w górę. Mamy na ten rok prognozy średniorocznego wzrostu cen na poziomie 4,6 proc. Niewykluczone, że będzie wyżej. IV kwartał będzie kluczowy - dodaje Kurtek. To oznacza, że na przyszły rok ta ścieżka inflacji też idzie mocno w górę. - Może być w okolicach 4,5 proc., co jest dużą podwyżką do wcześniejszych prognoz. Oczekiwania, że w 2022 r. inflacja będzie silnie hamować mogą się nie zrealizować. Tak samo, chociaż dzisiaj prognozujemy wysoką aktywność gospodarczą, nie jest przesądzone, że tu też nie będziemy urealniać wzrostu w dół - tłumaczy ekonomistka.



Ekonomiści Credit Agricole Bank Polska, piszą natomiast, że "wyraźne spowolnienie produkcji w połączeniu z silnym wzrostem cen oznacza, że mamy obecnie do czynienia ze stagflacją w polskim przetwórstwie. Uważamy jednak, że jest to zjawisko przejściowe. Wsparcie dla takiej oceny stanowi utrzymujący się wysoki poziom indeksu dla oczekiwanej produkcji za 12 miesięcy. Można to interpretować, że wraz ze stopniowym ustępowaniem barier podażowych firmy oczekują spadku cen i ożywienia produkcji oraz popytu".

Będzie jeszcze wyżej, a RPP czeka

Najpewniej już w październiku zobaczymy inflację na poziomie 6 proc. Wpływ na to ma już zapowiedziana podwyżka gazu, ale również dalszy wzrost cen żywności, które ze względu na kończący się sezon zwyczajowo zaczynają drożeć. Czy te 6 proc. wyczerpuje potencjał dla dalszych wzrostów? Pojawiają się już opinie, że na koniec roku inflacja może sięgnąć w ujęciu rocznym nawet 7 proc. - Może się tyle rzeczy wydarzyć, że nie jest to niewykluczone, ale byłby to naprawdę pesymistyczny scenariusz - zauważa Kurtek.

Trzeba też dodać, że do tej pory Rada Polityki Pieniężnej nie zareagowała na rosnące ceny, podnosząc np. stopy procentowe. W odróżnieniu od Polski, banki centralne Czech i Węgier, realizują odmienną strategię. Wczoraj Bank Centralny Czech zdecydował się na podwyżkę stóp o 75 pkt bazowych (konsensus zakładał wzrost o 50 pkt bazowych), trzeci raz w tym roku do łącznie 1,50 proc. Narodowy Bank Węgier podwyższył stopy już czterokrotnie w tym roku do 1,65 proc. (przy inflacji 4,9 proc.). "Jeżeli chodzi o politykę pieniężną, to region coraz bardziej nam ucieka" - ocenili wczoraj ekonomiści Banku Pekao.

Tymczasem RPP czeka. Prezes NBP podczas konferencji prasowej po wrześniowym posiedzeniu rady mówił, że chciałby, aby warunki do podwyżki stóp procentowych nastąpiły jak najszybciej, już w I kw. 2022 r.". Dodał również, że podwyżka stóp proc. o 15 pkt bazowych nie miałaby wpływu na gospodarkę, a inflacja może obniżyć się do ok. 3,5 proc. w II poł. przyszłego roku.

- Nie możemy wykluczyć, że pierwszy ruch rada zrobi w listopadzie. Ale wydaje się, że prezes Glapiński pierwszą podwyżkę widziałby dopiero w styczniu. Wszyscy mówią o łagodnym rozpoczęciu, ale za kilka miesięcy może się okazać, że pierwsza podwyżka będzie musiała być większa - ocenia Kurtek.

W podobnym tonie wypowiada się także jeden z członków RPP prof. Łukasz Hardt. "Czas na sygnalną podwyżkę st. proc. mija. Jeśli nie zostanie ona wkrótce dokonana, to - biorąc pod uwagę rosnącą inflację i dobrą sytuację gosp., zmiany w otoczeniu zewn. i spodziewany wzrost ekspansji fiskalnej, reakcja Rady w przyszłości będzie musiała być bardziej wyraźna" - pisze.

Co ciekawe, z opisu dyskusji RPP z dnia 8 września, wynika, że pojawił się wniosek o podwyżkę stopy referencyjnej do 2 proc. Rada odrzuciła tę propozycję, tak samo zresztą jak wniosek o podniesienie stopy głównej o 15 pkt bazowych.

Bartosz Bednarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »