Reklama

Jacek Ramotowski. Dlaczego powinienem głosować w amerykańskich wyborach

Chciałbym głosować w dzisiejszych amerykańskich wyborach prezydenckich. Choć oczywiście nie mam do tego żadnych formalnych praw. Jestem obywatelem Polski i Unii Europejskiej. W Ameryce nawet nie byłem i nigdy nie marzyłem szczególnie o tym, żeby tam pojechać. Ale w wybory prezydenckie chciałbym się wmieszać. Dlaczego?

Ameryka jest zbyt wielka i potężna, żeby decyzje o jej losach pozostawić wyłącznie Amerykanom. Nie dlatego, żebym nie wierzył w ich rozsądek i - mimo wszystko - w miłość demokracji. Ale wpływ, jaki to imperium ma na sprawy świata, nie pozostawia złudzeń, że każdy powinien się po części czuć za nie odpowiedzialny. Poniekąd więc też jestem amerykańskim patriotą.

Reklama

Na dodatek jako Polak czerpałem korzyści z potęgi Ameryki. Na początku lat 90. zeszłego stulecia nie było całkiem pewne, że świat uzna, iż mój kraj powinien być stabilnym i w miarę bezpiecznym terytorium. To przekonanie za granicą jako pierwsi wyrazili Amerykanie. Dopiero potem przyłączyli się Niemcy i Francuzi.

Zawdzięczam zatem Ameryce sporo, więc głosując w wyborach prezydenckich, mógłbym jej ten dług choć w niewielkim stopniu spłacić. Czy to nie wystarczający powód, żebym mógł oddać głos w wyborach prezydenckich?

Dodam, że był precedens, iż w wyborach na prezydenta USA brali udział nie tylko Amerykanie. W poprzednich wyborach w 2016 roku - co zostało już dobrze udokumentowane - wziął udział Władimir Putin. Dlaczego Władimir Putin może - a ja nie? Pod jakim względem jestem gorszym od niego Amerykaninem? 

Skoro pomimo tego Ameryka jest nadal wielka i potężna, świat wciąż naśladuje Amerykę. Gdyby nie zmiany, jakie stopniowo wprowadzali u siebie Amerykanie przez ostatnie 50 lat, być może w Europie obowiązywałby jeszcze model "państwa dobrobytu". To dzięki ideom płynącym zza Atlantyku w niektórych krajach Starego Kontynentu już całkiem zardzewiał. Taki dług też powinniśmy spłacać.

Ameryka jest wciąż supermocarstwem, ale supermocarstwem, które upada. Od tego, czy upadnie i w jaki sposób upadnie, zależy życie milionów ludzi na całym świecie. Najgorszy scenariusz byłby taki, jak w gniewie pisał jeden z jej najwybitniejszych poetów: "America (...) Go fuck yourself with your atom bomb.". To jednak scenariusz skrajny i na szczęście mało realistyczny. Nawet ZSRR nie doprowadził do takiej ostateczności.    

Porównanie sytuacji w USA z chylącym się do upadku ZSRR jest jednak na rzeczy. "Podobnie jak Związek Radziecki w ostatnich latach, Stany Zjednoczone cierpią z powodu katastrofalnych niepowodzeń przywództwa i dawno tłumionych napięć społeczno-gospodarczych, które w końcu się ujawniły" - pisał podczas protestów, jakie wybuchły po zamordowaniu przez policjantów George’a Floyda, profesor spraw międzynarodowych na Uniwersytecie Princeton Harold James. Czy klęska przywództwa w USA będzie trwać kolejne cztery lata? Chciałbym by Ameryka mogła tego uniknąć i oddać głos w wyborach prezydenckich.   

Nie chcę dywagować, czy Ameryka musi upaść, tak jak zdarzyło się to bardzo dawno temu Rzymowi, a nie tak dawno - ZSRR. Myślę, że to nie jest wcale przesądzone. Ale musi pogodzić się z tym, że obok wschodzą inne potęgi. Nie będą przyjmować dyktowanych im warunków, tak jak świat zgadzał się na nie przez wiele dekad. To już się dzieje naprawdę i prezydent USA musi być tego świadomy. A tylko jeden z kandydatów to rozumie. 

"Wojny handlowe" USA z Chinami są wyniszczające dla gospodarek obu potęg, ale też dla światowego handlu. Te wojny muszą się zakończyć, póki jeszcze nie przeszły z etapu "zimnych" do "gorących". Ta rywalizacja, bardziej niż cokolwiek innego, prowokuje Chiny do  umacniania swoich wpływów wszelkimi możliwymi, także brutalnymi środkami, jak ostatnio w Hong Kongu. Napięcie rośnie. Konieczna jest deeskalacja.   

Za czasów prezydentury Donalda Trumpa USA zerwały z metodami, którymi zdecydowana większość państw posługiwała się przez ostatnie dziesięciolecia, by uzgadniać swoje sprzeczne interesy. Multilateralizm nie jest idealnym mechanizmem, ma wiele wad, ale dotąd nie wymyślonego lepszego. USA muszą także to zrozumieć, zamiast zrywać porozumienia i grozić wywróceniem instytucji międzynarodowych.

USA to jedyna światowa potęga, która jednoznacznie odrzuciła postanowienia Porozumienia Paryskiego w sprawie ochrony klimatu. Przypomnijmy, ostatnio Chiny zadeklarowały, że osiągną neutralność klimatyczną w 2050 roku. Postawa USA stwarza zagrożenie dla nas wszystkich. Również dlatego chciałbym głosować w tych wyborach.

Wcale nie mniej ważne są dla mnie amerykańskie sprawy wewnętrzne. Pandemiczny kryzys ujawnił w USA krańcowy brak spójności społecznej i być może dlatego wymknął się spod kontroli. Teraz podziały rosną w przyspieszonym tempie, a niebawem staną się większe niż kiedykolwiek w przeszłości. Do niespotykanych dotąd rozmiarów powiększa się liczba ludzi wykluczonych z jakichkolwiek praw społecznych, w tym z prawa do edukacji i ochrony zdrowia. Dlatego boję się o Amerykę. Także o to, że słuszny gniew społeczny pogrąży globalne mocarstwo w anarchii. I dlatego chciałbym głosować.

Joe Biden nie jest kandydatem moich marzeń. Znam wiele głosów publicystów i analityków, którzy mówili, że "American Live Matters" zaszły tak daleko, iż USA potrzebują prezydenta na miarę Abrahama Lincolna. Ale to mimo wszystko najważniejsze wybory prezydenckie od dziesięcioleci. Także dlatego chciałbym głosować.

- Ameryko, kiedy staniesz się anielska? - marzył cytowany już Allen Ginsberg.  

Odpowiedź jest oczywista - nigdy. Ale najważniejsza jest próba zmiany kursu. Ma ona cywilizacyjne znaczenie. 

Jacek Ramotowski

We wtorek, 3 listopada, od g. 22:30 do g. 2:00 w środę, widzowie będą mogli śledzić na bieżąco przebieg wyborów prezydenckich w USA w Polsat News w specjalnym programie "Ameryka Wybiera", który poprowadzą Agnieszka Laskowska i Marta Budzyńska. Wśród gości będą m.in. były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, były szef polskiego MSZ Witold Waszczykowski oraz Daniel Fried, były ambasador USA w Polsce. Relacje zza oceanu prowadzić będzie z kolei korespondentka Polsat News w Stanach Zjednoczonych - Magda Sakowska. Program rozpocznie się o godz. 22.30 i potrwa do godz. 2 nad ranem.

Dowiedz się więcej na temat: Ameryka | Donald Trump | Joe Biden | wybory USA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »