Reklama

Jak gazowo rozbrojono Polskę?

Z prezesem Bartimpeksu Aleksandrem Gudzowatym rozmawia Roman Mańka. Indolencja polityków spowodowała, że my po prostu nie jesteśmy zarządzani przez fachowców, tylko przez słabeuszy.

Jak pan jako przedsiębiorca - jeden z największych w Polsce, prezes jednej z największych firm - patrzy na polską gospodarkę? Jak ocenia pan to, co się obecnie dzieje?

Reklama

- Ja akurat mam w firmie regres. Wspomagany, że tak powiem przez...

Przez kogo? Przez rządzących?

- Tak, mogę to już w tej chwili powiedzieć z całą pewnością. Ale nie o to chodzi. Wyjdźmy poza moje sprawy do ogólniejszych. Podstawową sprawą dla Polski jest fakt, że my nigdy nie dawaliśmy pierwszeństwa polityce rozwoju kraju, a zawsze polityce podziału. To wynika ze słabości kadry politycznej, która jest słaba do bólu. Nie mówię o wszystkich, oczywiście, ale mówię o swojej masie... A poza tym z tego, że kadra polityczna wytworzyła się u nas poprzez interes przywódców partii, a nie poprzez interes państwa, jest pewna izolacja od interesu państwa.

- Moim zdaniem oni w ogóle nie biorą pod uwagę tego czynnika, z wyjątkiem sytuacji, kiedy interes kraju staje się dokuczliwy dla nich, czy gdy istnieje brak jakiegoś sukcesu, tak jak na przykład z OFE. Patrzę na sprawę z oburzeniem. Polska nie jest państwem bogatym. Do oceny sytuacji trzeba przyjmować ludzkie kryteria. Jeżeli mamy do czynienia z dużą grupą emerytów na groszowych uposażeniach, to proszę zobaczyć, że przez wszystkie lata prowadzonej polityki życie emeryta staje się coraz gorsze, bo jeżeli im nawet podwyższają emerytury, to pieniądz traci wartość. A więc de facto rachunek jest ciągle dla emerytów niekorzystny.

- A poza tym o kraju, w którym dożywia się półtora miliona dzieci, nie można mówić, że jest to "zielona wyspa" na mapie Europy. I dlatego uważam, że indolencja polityków spowodowała, że my po prostu nie jesteśmy zarządzani przez fachowców, tylko przez słabeuszy. Dla mnie jest oczywiste, że zbliża się milowymi krokami kryzys ekonomiczny i społeczny.

Mówi pan o Polsce?

- Mówię o świecie. Kryzys jest nieunikniony. Przyczyny są znane, ale nikt nie wymyślił na to lekarstwa. Istotne są dwie rzeczy - globalizacja i korupcja. Korupcja, która powoduje nieracjonalne decyzje, czyli sytuację, że nie są one korzystne dla całych społeczeństw, ale dla grup, tych głównie globalnych właścicieli majątków. Dalej... Uprzedmiotowienie pracy przez rozwój postępu technicznego jest duże i to jest z jednej strony korzystne, a z drugiej niekorzystne, przez to, że generuje bezrobocie i dla tych ludzi nie ma pracy.

- Zobaczmy, co się dzieje w krajach arabskich?! Tam mamy akurat przykłady na globalizację, jako na niszczącą siłę i sytuacje korupcyjne. Taka charakterystyczna cecha: czy znalazł się prokurator, który od razu ministrom i prezydentowi konta zamroził? Przecież działalność tych ludzi nie była tajemnicą.

Uważa pan, że w Polsce poziom korupcji jest wysoki?

- Są dwa poziomy korupcji. Jeden to ten powszechny, masowy, czyli żeby coś załatwić, to się daje jakieś drobne pieniądze - w urzędach, urzędniczkom czy urzędnikom. Ale jest też drugi poziom, ten już elitarny, że następuje przywłaszczanie majątku przez wąską grupę wybranych przyjaciół, kolegów, polityków itd. O tym świadczą niektóre prywatyzacje. To przejmowanie majątku za nieprawdziwe pieniądze.

Spotkał się pan w swojej działalności z oczekiwaniami korupcyjnymi ze strony polityków?

- A jakie są powody tego, że ja nie jestem tolerowany? Jak pan myśli?

Wie pan, ja być może mam własną intuicję, ale czytelnik chce usłyszeć konkretną odpowiedź.

- Oczywiście, że tak. Wyczekiwania pomocy w stosunku do mnie ze strony polityków były bardzo czytelne.

Czyli można powiedzieć, że politycy chcieli od pana pieniądze?

- Coś ich trzyma przy tej władzy. Pycha i chciwość. Proszę zobaczyć na przykładzie prywatyzacji w Polsce. Ja nikogo nie atakuję i nie mam zamiaru być osobą oceniającą - zwłaszcza autorytety. Ale prywatyzacja w Polsce to jest rozbrojenie kraju. I właśnie w etap kryzysu wchodzimy dużo słabsi, bo część majątku oddaliśmy globalnym, dużym przedsiębiorstwom zagranicznym. To nic innego jak "odkurzacze". I to jest inicjatywa do tej pory pokutująca jako lekarstwo na polskie długi. A to nie jest żadne lekarstwo. Lekarstwem na polskie długi jest rozwój gospodarczy.

Oczywiście!

- No tak, oczywiście! Ale to pan mówi, ja to mówię, a Balcerowicz dostał, że tak powiem, "przezwisko" najmądrzejszego ekonomisty, wybawcy narodu. Ale to on pierwszy zaczął prywatyzację. Mało tego, pod jego skrzydłami powstała grupa specjalistów wyceniających wszystkie obiekty podlegające prywatyzacji. I można powiedzieć, że napięcie długu było tak silne, że rządy musiały sprzedawać majątek narodowy, aby uzyskać środki przeznaczane na płacenie emerytur, ale to świadczy właśnie o tym, że te rządy były tak słabe, że szukały najprostszych rozwiązań, a same delektowały się swoją pozycją.

Sugeruje pan, że zarzut pojawiający się dość często w dyskursie publicznym, jakoby w Polsce dokonano grabieży majątku narodowego, jest słuszny?

- Słuszny. Może nie grabieży..., ale pozbycia się majątku narodowego. Bo na przykład sprywatyzowanie banków to w ogóle było harakiri, cokolwiek by mówić. Mało tego, te wszystkie obiekty sprzedano za małe pieniądze.

NFI też wcześniej nie wypaliły?

- A ile poszło tego towaru? Czyli rząd się bawił w delikatesy.

To było kilka rządów, jeżeli chodzi o proces prywatyzacji...

- Wszystkie! To świadczy o poziomie kadry politycznej. Poza tym my nie mamy rosnącej kadry politycznej. Nasza kadra polityczna jest bardzo stabilna. Oni się ciągle przemiennie wybierają. Niech pan zobaczy - to są ciągle te same nazwiska, które przechodzą przez poszczególne fazy rządzenia krajem. Tak więc my jesteśmy sami sobie winni, że rozbroiliśmy Polskę.

W czym pan dopatruje się przyczyn tego stanu rzeczy? Dlaczego elita polityczna nie musi liczyć się ze społeczeństwem, z głosem przedsiębiorców, z ekspertami ekonomicznymi?

- Po pierwsze dlatego, że taka jest moda na świecie. Żadna polityka nie liczy się ze społeczeństwem. Mówi, że się liczy, ale de facto się nie liczy.

Ale w krajach o rozwiniętej demokracji działają jakieś mechanizmy kontroli?

- Nie wszędzie. Mamy teraz Egipt - prawda. W Ameryce rzeczywiście, jak kogoś złapią, to jest skończony. Nawet na 190 lat do więzienia pójdzie. W Izraelu mają to z głowy, potrafią, jak potrzeba, wsadzić do więzienia nawet prezydenta. Czyli jest ten obowiązek szanowania, czego u nas nie ma.

- U nas jest wolna amerykanka władzy. Politycy uważają, że nie zarządzają krajem, a rządzą. To jest różnica. To jest uzurpacja. Nieprzestrzeganie prawa przez polityków to jest kolejna nasza klęska. Ja mam ciągle na myśli przykłady ze swojego podwórka. Na przykład prywatyzacja PGNiG to był jeden wielki przekręt.

Wypowiada pan bardzo poważne oskarżenie. Dlaczego był to przekręt?

- Dlatego, że PGNiG wyceniono za nisko. Pierwszy z brzegu przykład - Europol Gaz, którego majątek trwały był olbrzymi, wyceniono na podstawie wartości księgowej, a więc wzięto pod uwagę akcje itd. To wszystko chyba wyceniono na 400 milionów. I w ten sposób doszło do PGNiG, które jest właścicielem Europol Gazu, co wskazuje na to, że w przyszłości jest jakieś zapotrzebowanie na zakup PGNiG przez - jak myślę - obcy kapitał. Jak obserwuję... albo Niemcy, albo Rosja.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »