Reklama

Jak regiony UE odchodzą od węgla - Czesi stawiają na gaz i atom, Niemcy wydają 40 mld euro

Czechy i Niemcy chcą zakończyć proces dekarbonizacji swoich gospodarek do 2038 roku, jednak napotykają na problemy. W Niemczech, które inwestują 40 mld euro w regionach górniczych, jest niska akceptacja społeczna dla transformacji na terenach dawnej NRD. Czechy borykają się natomiast z opóźnieniami w rozbudowie energetyki jądrowej oraz niepewnością co do polityki unijnej względem gazu jako paliwa zastępującego węgiel w okresie przejściowym.

Realizacja unijnego celu zeroemisyjnej gospodarki do 2050 roku jest jednym z głównych tematów najnowszego wydania kwartalnika "Territoriall" przygotowanego przez europejski program badawczy ESPON. Jego autorzy udowadniają, że różne tempo transformacji energetycznej w poszczególnych regionach wynika przede wszystkim z potrzeby zapewnienia lokalnym społecznościom bezpieczeństwa i poczucia sprawiedliwości.

Współtworzący magazyn "Territoriall" eksperci przedstawili proces zmniejszania udziału węgla na rzecz gazu i odnawialnych źródeł energii w regionach w miksie energetycznym w poszczególnych państwach Europy, m.in. Czechach i Niemczech. Analiza danych pozwala stwierdzić, że ścieżki prowadzące do całkowitej dekarbonizacji znacząco różnią się od siebie za sprawą specyfiki poszczególnych regionów, zaszłości historycznych oraz potencjału ekonomicznego każdego z tych krajów.

Reklama

W Czechach najwięcej energii elektrycznej, około 37 proc., wciąż wytwarza się z węgla. Elektrownie jądrowe generują 33,6 proc. czeskiego miksu energetycznego, gaz - ok. 11 proc., zaś z OZE uzyskuje się niecałe 10 proc. energii w tym kraju. Na terenie Czech funkcjonuje obecnie 26 elektrowni spalających węgiel brunatny o mocy zainstalowanej powyżej 100 MW, z których siedem znajduje się w pierwszej dziesiątce firm emitujących dwutlenek węgla. Problemem są również elektrownie zanieczyszczające powietrze rtęcią. Największy tego typu obiekt, położony w pobliżu granicy z Niemcami, nie spełnia w tym zakresie norm europejskich, ale otrzymał od władz regionalnych zwolnienie od limitów europejskich na kolejne cztery lata.

Program odchodzenia od produkcji węgla w Czechach powstaje w ramach rządowej Komisji Węglowej skupiającej przedstawicieli różnych resortów, samorządów, pracodawców i związkowców. Nad Wełtawą najbardziej prawdopodobną datą zakończenia dekarbonizacji jest rok 2038 - choć część organizacji ekologicznych domaga się tego już w roku 2033. Za późniejszym terminem przemawiają opóźnienia procesu rozbudowy energetyki jądrowej i niepewność co do kierunku polityki unijnej względem gazu. To w dużej mierze na ten surowiec postawił czeski rząd jako na substytut węgla i konieczne zaplecze dla rozwoju OZE.

Rok 2038 to również termin wygaszenia ostatnich elektrowni węglowych w Niemczech. Rząd federalny wraz z władzami regionalnymi wynegocjował z operatorami kopalni i elektrowni porozumienie obejmujące harmonogram wygaszania siłowni oraz kwestię rekompensat finansowych. Za należące do koncernów RWE i LEAG bloki wycofywane do 2029 r. koncerny otrzymają łącznie 4,35 mld euro. Operatorzy obiektów, które zostaną wyłączone po tym terminie, nie mogą liczyć na rekompensaty. Harmonogram zakłada, że aż do końca 2038 r. będą mogły pozostać czynne siłownie na węgiel brunatny o łącznej mocy 6 GW. Kształt porozumienia wzbudził wątpliwości Komisji Europejskiej i jest obecnie przedmiotem badania zgodności z prawem unijnym dotyczącym pomocy publicznej.

Rząd niemiecki przeznaczył rekordową sumę 40 miliardów euro na restrukturyzację rejonów węglowych, jednak problemem pozostaje niska akceptacja społeczna dla wygaszania wydobycia i produkcji, zwłaszcza na obszarze byłej NRD, wciąż wyraźnie zacofanym i biedniejszym wobec zachodnich landów. Swoje obawy Niemcy wyrazili podczas wrześniowych wyborów do Bundestagu - w większości regionów węglowych zlokalizowanych na wschodzie kraju, głównie w Saksonii, zwycięstwo odniosła Alternatywa dla Niemiec - ugrupowanie kontestujące m.in. unijną politykę klimatyczną.

Polski punkt widzenia na kwestię osiągnięcia celów klimatycznych przedstawiła Marta Koreniecka z Uniwersytetu w Białymstoku. Ekspertka przypomina, że Polska jest jednym z dwóch ostatnich państw Wspólnoty, w których wciąż wydobywa się węgiel kamienny - choć jego ilość systematycznie spada. Jednak, jak podkreśla, kluczowym elementem i wyzwaniem jest przekonanie do transformacji obywateli regionów, które czekają rewolucyjne wręcz zmiany. Bez społecznej akceptacji, na co wskazują doświadczenia niemieckie czy czeskie, sukces całego Zielonego Ładu może stanąć pod znakiem zapytania.

"Dekarbonizacja jest już faktem i należy do niego podejść w sposób racjonalny, uwzględniając interesy lokalnej społeczności, troskę o tysiące miejsc pracy oraz bezpieczeństwo energetyczne całego kraju. Żadne z państw, w przeszłości górniczych, które odchodziły od wydobycia węgla, nie było sobie w stanie z tym rozwodem dobrze poradzić. Rany krwawią do dziś w Anglii czy Francji, a to przecież zamożne państwa zachodu. My jesteśmy bogatsi o te doświadczenia, możemy uniknąć ich błędów i wykorzystać dobre pomysły" - pisze Marta Koreniecka.

Ekspertka przypomniała, że zmianom w górnictwie musi towarzyszyć kompleksowa modernizacja całego systemu paliwowo-energetycznego oraz liczne inwestycje w niskoemisyjne technologie produkcji energii elektrycznej i ciepła, a także powszechna termomodernizacja budynków. Jako przykład rozłożonej w czasie, udanej transformacji wskazała Górny Śląsk. Tam nieużywane i często zdegradowane tereny górnicze przekształcane są na ekonomicznie opłacalne przedsięwzięcia, takie jak instalacje fotowoltaiczne czy małe elektrownie wiatrowe, zachowujące miejsca pracy i stwarzające szanse ochrony zabytkowej, industrialnej architektury.

"Lata 2030 i 2050 wyznaczają ramy realizacji założeń Europejskiego Zielonego Ładu. W tym czasie z Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji będzie można wykorzystać 17,5 mld euro w cenach bieżących na łagodzenie społecznych i gospodarczych skutków dekarbonizacji" - pisze w najnowszym wydaniu magazynu "Territoriall" Wiktor Szydarowski, dyrektor ESPON.

To właśnie kierowany przez polskiego naukowca międzynarodowy program ESPON dostarcza instytucjom europejskim informacji dotyczących różnorodności regionów wchodzących w skład Wspólnoty oraz państw z nią stowarzyszonych. Dane te pozwalają na dostosowywanie kolejnych projektów wspólnotowych do realnych potrzeb i oczekiwań poszczególnych obszarów i społeczności.

"Drogi do realizacji tego celu różnią się znacznie w poszczególnych regionach i mogą mieć znaczące konsekwencje społeczno-gospodarcze. W związku z tym należy dzisiejszą niepewność przekuć w strategie regionalne, w ramach których decydenci polityczni na wszystkich szczeblach zarządzania terytorialnego będą wypracowywać metody przeprowadzenia sprawiedliwej transformacji" - apeluje Wiktor Szydarowski.

Źródło: PAP MediaRoom

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »