Za 4,6 mln zł wylicytowano obraz "Święty Stanisław karcący Bolesława Śmiałego" Jana Matejki. Z opłatami aukcyjnymi licytujący zapłacił 5,5 mln zł. To jedna z najdrożej sprzedanych prac tego artysty, choć eksperci wskazywali na możliwość osiągnięcia 7 mln zł oraz jeden z zaledwie kilku obrazów, które zdobyły w Polsce kwotę powyżej 4 mln zł.
Obraz Jana Matejki 'Św. Stanisław karcący Bolesława Śmiałego' (fot. DESA Unicum)
Informacja prasowa
Jan Matejko sprzedany w DESA Unicum za 5,5 mln zł
Wystawienie na aukcji olejnego obrazu Jana Matejki pochodzącego z prywatnej kolekcji uznano za sensację i wydarzenie na rynku sztuki. - Licytacja obrazu Jana Matejki to wydarzenie wyjątkowe. W ciągu ostatnich 30 lat, dzieł tego wybitnego artysty, o tematyce historycznej, pojawiło się zaledwie cztery. W przypadku tego obrazu nie trzeba komentować kwoty jaka padła. To dzieło jest tak niepowtarzalne, że o cenie po prostu nie da się dyskutować - mówi Juliusz Windorbski, prezes DESA Unicum.
Obraz o wymiarach 47 x 35 cm powstał w 1877 roku, rok przed namalowaniem "Bitwy pod Grunwaldem". Płótno nawiązuje do sporu, przez który król Bolesław Śmiały popadł w konflikt z możnowładcami i biskupem Stanisławem. W 1079 roku władca nakazał zabicie biskupa i poćwiartowanie jego ciała. Według wersji przyjętej przez malarza, przyczyną konfliktu był związek króla z Krystyną, żoną niejakiego Mścisława.
Przedstawiona na obrazie scena rozgrywa się w królewskiej alkowie. Malarz uwidocznił biskupa wskazującego palcem na niebo i grożącego królowi potępieniem przez Kościół oraz siedzących za szkarłatną kotarą kochanków: ubranego w zbroję król oraz Krystynę.
Obraz "Święty Stanisław karcący Bolesława Śmiałego" przez lata, był uznawany za zaginiony. Po raz ostatni można było oglądać w 1921 roku na wystawie w Paryżu. Dzieło odnaleziono 12 lat temu i od tamtej pory należało do prywatnej kolekcji.
Cena wywoławcza płótna Jana Matejki wynosiła 3,9 mln zł. Podczas licytacji wartość ta wzrosła o 0,7 mln zł. Po doliczeniu opłat aukcyjnych płótno sprzedano za 5,5 mln zł. Nowy nabywca obrazu nie licytował osobiście, nie było go na aukcji.
Organizatorem aukcji "Sztuka Dawna. XIX wiek, Modernizm, Międzywojnie" była DESA Unicum. Wylicytowana kwota nie jest najwyższą osiągniętą na aukcji za obraz Jana Matejki. Przed rokiem, portret prof. Karola Gilewskiego z 1872 roku uzyskał 5,9 mln zł i z opłatami aukcyjnymi został sprzedany za 6,962 mln zł. Organizatorem aukcji był Polswiss Art.
Ewa Wysocka
Rynek sztuki nie obawia się bessy? AFP
Wielu inwestorów zaczyna się zastanawiać, czy opłaca się inwestować na tym rynku w okresie dekoniunktury? Czy sprawdzone nazwiska chronią kapitał? czy może warto inwestować w nową sztukę? Zdaniem prezesa domu aukcyjnego DESA Unicum, Juliusza Windorbskiego, na polskim rynku od lat utrzymuje się pewna równowaga między klasykami sztuki dawnej a klasyką sztuki powojennej i najnowszej. Muzealnej wartości dzieła sztuki dawnej uważane były zawsze za bezpieczną inwestycję. Problemem była oczywiście podaż i dostępność takich dzieł. Być może zawirowania na rynkach sprawią, że wybitne dzieła "wypłyną" z prywatnych kolekcji na rynek. Od kilku lat widać jednak rosnący potencjał sztuki współczesnej. Zarówno w Polsce jak i na świecie to sztuka współczesna bije rekordy cenowe i notuje wzrosty. Przykładowo w 2019 roku najdroższym obiektem sprzedanym na aukcji w Polsce była instalacja Magdaleny Abakanowicz "Caminando" za którą zapłacono ponad 8 mln złotych. Dobrym przykładem są też takie nazwiska jak Wojciech Fangor czy Ryszard Winiarski.
Spawdzone nazwiska na rynku sztuki zawsze się obronią AFP
W ciągu pięciu kolejnych lat, od 2009 do 2013 roku, sprzedaż dzieł sztuki na świecie wzrosła o około 60%. Jak mówił o tamtych wydarzeniach Thierry Ehrmann, założyciel i prezes Artprice, platformy online będącej największą bazą prezentującą ceny na rynkach sztuki, ujemne lub prawie zerowe stopy procentowe, które osłabiły wartość oszczędności, pchnęły kapitał w kierunku właśnie inwestycji alternatywnych, wśród których to dzieła sztuki zaczęły generować bardzo atrakcyjne zyski. Zaletą rynku sztuki jest niska wrażliwość na działanie cykli koniunkturalnych. Niepoddający się presji rynku indeks dzieł sztuki wyraźnie zwyżkował również w okresach dekoniunktury gospodarczej w latach 2000-2001 i 2007-2009. Z kolei na polskim rynku sztuki gwałtowny wzrost sprzedaży nadszedł w 2015 roku, w momencie kolejnego zawirowania na światowych giełdach. W porównaniu do roku 2014 był to wzrost o blisko 50%. Wtedy po raz pierwszy rodzimy rynek przekroczył barierę obrotów wynoszącą 100 mln zł. Później było już tylko lepiej. W okresie ostatnich zaledwie trzech lat rynek aukcyjny w Polsce urósł o blisko 80%.
Patrząc wstecz na to co działo się w czasach kryzysu finansowego w Polsce i na świecie, rynek sztuki zawsze radził sobie bardzo dobrze. To właśnie w czasach krachów inwestorzy jeszcze chętniej działali na rynku inwestycji alternatywnych. - Przemawiają za tym wszystkie dostępne nam dane. Polski rynek sztuki jest, mimo nieustannych wzrostów, wciąż niedoszacowany w porównaniu do rynku zachodniego. Tym razem to może być również dobry kierunek dla zagranicznych inwestorów - twierdzi Juliusz Windorbski, prezes domu aukcyjnego DESA Unicum. Gwałtowne zainteresowanie rynkiem sztuki nastąpiło w 2007 roku, w momencie rozpoczęcia ogólnoświatowych zawirowań na giełdach. Jak się okazało już później, to właśnie inwestycje alternatywne wykazały się najmniejszą zależnością od tradycyjnych rynków i odpornością na inflację. Nie tylko zresztą w Polsce. Ceny dzieł sztuki na świecie faktycznie spadły o 7,5% w pierwszym kwartale 2008 roku w porównaniu z czwartym kwartałem 2007 roku. Nie wydaje się to jednak dużo w porównaniu z ogólnymi spadkami na światowych giełdach, które w I kwartale 2008 roku oszacowano na około 14,1 procent.
- Ten segment jest bardzo odporny, częściowo dlatego, że jako klasa aktywów, nie jest zależny od łańcuchów produkcyjnych - powiedziała w wywiadzie dla niemieckiego portalu DW. To, że rynek sztuki bywa w niepewnych czasach alternatywną lokaty kapitału twierdzi również ekspert bliskowschodniego rynku sztuki Saleh Barakat. - Prawdą jest, że wraz ze spadkiem wartości inwestycji bankowych inwestorzy mogą ulec pokusie, aby kupić więcej dzieł sztuki, zamiast zostawiać zablokowane pieniądze w bankach - mówi Barakat w wywiadzie dla francuskojęzycznego portalu Le Commerce. - Eksperci wskazują jednak, że jeśli na rynek sztuki spojrzymy w zbyt krótkiej perspektywie to możemy szybko stracić. Dopiero podejście do inwestycji za założeniem perspektywy 5 czy 10-letniej pozwoli mówić o bezpieczeństwie. Ważna jest także dywersyfikacja koszyka. Warto dodać, że średnia stopa wzrostu w przypadku 15-letniej inwestycji w sztukę na polskim rynku w 2015 roku wyniosła 46,6%.
Czy korononawirus zatrzyma hossę na rynku sztuki? Informacja prasowa