Reklama

JWC: Koniec z finansowaniem piłki!

Właściciel piłkarskiej Polonii Józef Wojciechowski zapowiedział po meczu z Ruchem Chorzów, że nie zamierza dłużej wykładać pieniędzy na futbol. W piątkowym spotkaniu 27. kolejki Ekstraklasy warszawski zespół przegrał u siebie 0:1 i niemal stracił szansę na mistrzowski tytuł.

Mecz Polonii z Ruchem był konfrontacją czwartej z trzecią drużyną tabeli. Przed spotkaniem przewaga chorzowian nad stołecznym zespołem wynosiła tylko punkt, więc piątkowe starcie na Konwiktorskiej miało duże znaczenie dla kolejności w czołówce Ekstraklasy. Ostatecznie "Poloniści" przegrali 0:1 po golu obrońcy Ruchu Zeljko Djokica.

Po spotkaniu Wojciechowski, który sponsoruje Polonię od 2006 roku, zapowiedział wycofanie się z finansowania futbolu. Szef firmy J.W. Construction nie ukrywał dużych pretensji pod adresem sędziego Pawła Gila. Zapomnijmy o mistrzostwie Polski. Zagraliśmy dobry mecz, ale sędzia zepsuł widowisko. Nie mam większych pretensji do zawodników, ale ja pieniędzy do piłki więcej wkładać nie będę - mówił Wojciechowski zgromadzonym wokół niego dziennikarzom.

Reklama

Właściciel Polonii już wcześniej zapowiadał, że przestanie finansować drużynę, jeśli ta nie zdobędzie mistrzostwa Polski. Do końca sezonu jeszcze trzy kolejki, a Polonia ma matematyczne szanse na tytuł. Wczoraj jednak prezes stracił cierpliwość, więc oberwało się też trenerowi Michniewiczowi. Mamy kadrę trenerską taką, jaką mamy. Można by tu sprowadzić najlepszych piłkarzy, ale jak widać nie muszą oni być nawet w pierwszym zespole - komentował właściciel "Czarnych Koszul".

Maciej Jermakow

RMF FM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »