KE: Węgry nie ograniczają deficytu. Możliwe zawieszenie funduszy UE

KE skrytykowała w środę Węgry za to, że nie realizują planu trwałego ograniczania deficytu finansów publicznych. Jako sankcję KE zaleciła otwarcie nowego etapu procedury dyscyplinującej wobec tego kraju, możliwe jest nawet zawieszenie wypłaty funduszy UE.

- Ponieważ Węgry nie są członkiem euro, nie dotknie ich perspektywa sankcji finansowych wynikających z sześciopaku; mogą spotkać się z zawieszeniem zobowiązań (wypłaty - PAP) funduszy spójności, począwszy od stycznia 2013 r. - powiedział w środę podczas konferencji prasowej w Brukseli wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej i komisarz ds. gospodarczych i walutowych Olli Rehn. Dodał, że zwróci się z tym do ministrów krajów UE w przypadku braku korekty ze strony Węgier.

Zdaniem KE, Węgry jedynie na papierze spełniły w 2011 r. formalny wymóg ograniczenia deficytu poniżej 3 proc. PKB zgodnie z wymaganiami Traktatu z Maastricht. Rehn podkreślał jednak na konferencji, że nadmierny deficyt na Węgrzech nie jest "niczym nowym" i że nie można za to obwiniać tylko obecnego rządu, ale także poprzednie rządy "wszystkich politycznych kolorów".

Reklama

- Komisja podjęła decyzję o rekomendowaniu sankcji wobec Węgier, które wprawdzie będą miały formalny deficyt prawdopodobnie w okolicach 3 procent (PKB - PAP) albo poniżej w tym roku, natomiast dokonane to zostało na zasadzie różnych manipulacji budżetowych, które nie wróżą poprawy sytuacji w następnych latach - powiedział w środę komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski.

KE twierdzi, że formalnie pozytywny wynik kryje w istocie pogorszenie strukturalnej sytuacji budżetowej. I choć w 2012 r. deficyt ma pozostać na poziomie poniżej 3 proc. PKB, to w 2013 r. ma ponownie wzrosnąć do 3,25 proc. PKB, nawet jeśli nie weźmie się pod uwagę negatywnego wpływu złej sytuacji makroekonomicznej i rosnących kosztów obsługi węgierskiego długu - podała KE.

"Podsumowując, korekta nadmiernego deficytu w 2011 r. nie ma charakteru trwałego. Węgry nie podjęły skutecznych działań w odpowiedzi na zalecenie Rady UE z lipca 2009 r. (ws. korekty deficytu - PAP)" - ogłosiła KE.

Następnym etapem procedury, który proponuje KE, będzie stwierdzenie przez Radę ministrów finansów krajów UE (Ecofin), że Węgry nie wdrożyły zalecanych działań. Na tej podstawie KE wyda kolejne zalecenie pod adresem Węgier, określające termin i sposób trwałego ograniczenia deficytu poniżej 3 proc. PKB.

KE w środę uznała natomiast, że Polska, Belgia, Cypr i Malta, które także są objęte procedurą nadmiernego deficytu, podejmują działania i są na drodze do trwałego zredukowania deficytu poniżej 3 proc. PKB.

Węgry pod rządami konserwatywnego premiera Viktora Orbana są w sporze z KE, nie tylko jeśli chodzi o ich finanse publiczne, ale także o kontrowersyjną ustawę ograniczającą niezależność banku centralnego i inne nowe przepisy, które ich krytycy uznają za zamach na demokrację.

Węgry, które nie są w stanie same finansować się na rynkach, potrzebują zewnętrznej pomocy szacowanej na ok. 20 mld euro. Rząd w Budapeszcie wstępnie ogłosił gotowość do rozważenia zmian w ustawie o banku centralnym. 20 stycznia br. komisarz ds. gospodarczych i walutowych Olli Rehn spotka się z węgierskim ministrem odpowiedzialnym za pomoc finansową dla Węgier Tamasem Fellegim.

Rzecznik Rehna Amadeu Altafaj Tardio informując o tym spotkaniu zaznaczył, że jest "wiele tematów", które będą poruszone w jego trakcie. Wymienił m.in. kwestię dodatkowych środków budżetowych, jakie Węgry miały zapewnić, by w 2012 r. zejść ze swoim deficytem poniżej 3 proc. PKB, zgodnie z kryteriami z Maastricht. "Kolejne kwestie to rozmowy w związku z prośbą władz węgierskich o zapobiegawczą pomoc finansową oraz niezależność banku centralnego tego kraju" - powiedział rzecznik.

Zarówno KE jak i MFW ogłosiły, że nie wydadzą decyzji ws. nowej pomocy, o jaką zwrócił się w grudniu 2011 r. rząd Węgier, dopóki nie zostanie wyjaśniona sprawa niezależności banku centralnego.

KOMENTARZ INTERIA.PL

O tym, że będziemy mieć w Warszawie Budapeszt - czyli Polska znajdzie się w sytuacji Węgier - marzył zaraz po wyborach Jarosław Kaczyński. Lider PiS chciał wobec tego modelu państwa, w którym łamane są podstawowe prawa i którego sytuacja gospodarcza jest niezwykle trudna. Jednym słowem Kaczyński chciał pożaru, na którym mógłby ugrać swój kapitał polityczny. Kosztem kraju i obywateli. Dlatego właśnie Kaczyński przegrał sześć kolejnych wyborów i ma malutką szansę na zwycięstwo w następnych.

Kaczyński przeniósł potem swoje sympatie z Węgier na Chiny. To wybór jeszcze gorszy.

Krzysztof Mrówka

PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »