Reklama

Kilka sposobów uzdrawiania szpitali

Co zrobić, aby położyć kres dalszemu zadłużaniu się publicznych szpitali w Polsce? W jaki sposób poprawić dostęp pacjentów do leczenia szpitalnego? Odpowiedzi na te pytania formułowane przez przedstawicieli prowadzących w przedwyborczych sondażach partii - PiS i PO - od lat są bardzo różne. Ewentualne przyszłe porozumienie w tej materii "ponad politycznymi podziałami" wydaje się na razie niemożliwe.

Reklama

W Polsce jest ok. 750 szpitali. Praktycznie już od reformy ochrony zdrowia w 1999 r. (wprowadzającej m.in. kasy chorych) eksperci rynku medycznego wskazują na potrzebę gruntowanej zmiany zasad finansowania i zarządzania szpitalami, a grupę najbardziej zadłużonych lecznic określają mianem "betonowych butów systemu".

Hodowanie zadłużenia

Od wielu lat politykom nie udaje się tych betonowych butów zdjąć, a przynajmniej porządnie skruszyć. Równie bezskuteczne pozostają próby skrócenia kolejek pacjentów do wielu szpitalnych procedur medycznych.

W ostatnich 10 latach kolejne regulacje (ustawa o pomocy publicznej i restrukturyzacji publicznych zakładów opieki zdrowotnej, następnie tzw. plan B oraz ustawa o działalności leczniczej) dawały lecznicom narzędzia umożliwiające, pod różnymi warunkami, redukcję zobowiązań. Mimo to ich ogólny stan pozostaje od wielu lat na tym samym poziomie.

W 2006 r. zobowiązania ogółem samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej (SPZOZ) wynosiły 10 mld 384 mln zł.

Ubiegły rok publiczne lecznice zamknęły łącznym zadłużeniem w wysokości 10 mld 334 mln zł, a pierwszy kwartał 2015 r. to już zobowiązania na kwotę 10 mld 549 mln zł.

Zadłużenie wymagalne (zobowiązania, których termin płatności już minął) publicznych placówek w 2006 roku wynosiło 3,6 mld zł; w 2013 r. - 1 mld 930 mln; w 2014 - 1 mld 855 mln zł, ale w pierwszym kwartale 2015 r. wzrosło do 1 mld 883 mln zł (dane ze stron Ministerstwa Zdrowia).

PO: Szpitalne spółki i mapy potrzeb zdrowotnych

Platforma Obywatelska konsekwentnie przekonuje, że jednym z koniecznych rozwiązań usprawniających funkcjonowanie publicznych szpitali jest ich przekształcanie - z samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej w spółki prawa handlowego. Zmiana formy prawnej placówek miała korzystnie wpłynąć na ich wynik finansowy. Niestety, nie wszędzie tak się stało, a trend ku przekształceniom ostro wyhamował.

W 2011 r. w życie weszła wspomniana ustawa o działalności leczniczej. Miała zachęcić organy założycielskie szpitali do wdrażania przekształceń publicznych lecznic w spółki. Na etapie tworzenia założeń do tej ustawy zakładano, że przekształconych zostanie ok. 500 SPZOZ-ów. Jednak w okresie obowiązywania jej przepisów przekształcono dotąd tylko 58 szpitali.

W większości przypadków jedynymi lub większościowymi udziałowcami tych spółek pozostają samorządy terytorialne. Wbrew obawom PiS, że te przekształcenia są jedynie wstępem do "dzikiej prywatyzacji", na palcach jednej ręki można policzyć przypadki zbycia udziałów utworzonych po 2011 r. szpitalnych spółek prywatnym inwestorom. Ci zresztą na razie niezbyt ochoczo wchodzą w ten segment szpitalnego rynku.

Problemem dla potencjalnych inwestorów pozostaje wadliwa struktura łóżek i oddziałów szpitalnych (często dublujących się i nie zawsze dostosowanych do realnych potrzeb) oraz nie do końca przejrzyste zasady i wysokość kontraktowania leczenia szpitalnego przez NFZ.

Aby zaradzić temu problemowi, politycy PO oraz przedstawiciele resortu zdrowia od kilku miesięcy lansują koncepcję tworzenia tzw. map potrzeb zdrowotnych w poszczególnych regionach kraju.

Trwają już prace nad takimi mapami. Ich główne cele sprowadzają się do racjonalnego planowania inwestycji w szpitalnictwie oraz dostosowania profilu lecznic do rzeczywistych potrzeb mieszkańców. Odpowiedzialnymi za sporządzanie i wdrażanie map są wojewodowie.

Platforma nie ukrywa również, że modyfikacjom powinien ulec sposób finansowania usług medycznych udzielanych w szpitalach. Dlatego PO zapowiada - choć na razie bez podawania konkretnych rozwiązań - zreformowanie Narodowego Funduszu Zdrowia.

PiS: Wrócimy do pomysłu sieci szpitali

Co ciekawe, od kilku miesięcy także Prawo i Sprawiedliwość mówi o konieczności precyzyjnego określenia zapotrzebowania na poszczególne świadczenia medyczne w każdym z regionów Polski. Ale na tym w zasadzie kończy się podobieństwo do pomysłu Platformy na przyszłe funkcjonowanie lecznictwa szpitalnego.

PiS zdecydowanie opowiada się przeciwko dalszej komercjalizacji szpitali (przekształcaniu SPZOZ-ów w spółki), a tym bardziej - prywatyzacji. Zdaniem posła PiS Tomasza Latosa, szefa sejmowej komisji zdrowia, konieczne jest właściwe koordynowanie polityki inwestycyjnej i kadrowej w polskich szpitalach.

- Decyzje te przełożą się na powstanie sieci szpitali, które zapewnią odpowiednią dostępność wszystkich świadczeń zdrowotnych z uwzględnieniem lokalnej specyfiki, epidemiologii i geografii - uważa Latos.

Podczas konwencji programowej PiS (Katowice, 3-5 lipca 2015 r.) poseł przypomniał, że projekt ustawy o sieci szpitali był już kiedyś gotowy. - Niestety, Platforma Obywatelska wyrzuciła go do kosza - mówił Tomasz Latos.

Politycy PiS nie ukrywają, że jeśli wygrają jesienne wybory, będą chcieli powrócić do projektu ustawy o sieci szpitali, który prawie 10 lat temu został przygotowany w resorcie zdrowia kierowanym wówczas przez prof. Zbigniewa Religę.

Ustawa ma m.in. określić zasady i kryteria kwalifikowania szpitali do ich regionalnych sieci. Placówki, które się w nich znajdą, będą mogły liczyć na publiczne finansowanie. "Podstawą dla tych działań będą jednostki publiczne służby zdrowia, a niepubliczne będą stanowiły uzupełnienie systemu" - czytamy w materiałach programowych PiS.

Zgodnie z koncepcją PiS, Narodowy Fundusz Zdrowia ma być zlikwidowany. Źródłem finansowania leczenia, m.in. w szpitalach, stanie się budżet państwa (poprzez wojewodów).

Lewica: Szpitale nie mają działać dla zysku

Inne grupowania nie ujawniają na razie szczegółowych pomysłów dotyczących funkcjonowania szpitali. Wiadomo natomiast, że zdecydowana większość przedstawicieli szeroko rozumianej lewicy przeciwna jest - podobnie zresztą jak PiS - urynkowieniu tego segmentu.

- Będziemy wywierać presję na parlament, aby odstąpił od utrzymania kierunku prywatyzacji i komercjalizacji służby zdrowia - zapowiedział jeszcze w ubiegłym roku były minister zdrowia Marek Balicki, który spotkał się z dziennikarzami w Sejmie przed seminarium organizowanym przez Klub Parlamentarny SLD i Ośrodek Myśli Społecznej im. F. Lassale'a.

W 2011 r., po przyjęciu ustawy o działalności leczniczej Balicki w jednym z wywiadów stwierdził, że "forma spółki (dla szpitala - red.) byłaby bezpieczna, gdyby stanowiła własność publiczną i funkcjonowała non-profit, czyli nie dla zysku". - Wszystkie przychody szpitala powinny być przeznaczane na jego rozwój, zakup sprzętu itd. - wyliczał.

Na drugim biegunie w tej kwestii jest np. Koalicja Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Nadzieja (KORWiN), opowiadająca się za prywatyzacją większości szpitali.

WOK, RR/Rynek Zdrowia

Więcej informacji w miesięczniku "Rynek Zdrowia"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »