Reklama

Klęska żywiołowa czy nie?

Bankowcy nie boją się już kredytować przedsiębiorców, można zatem uznać, że z kryzysu wychodzimy obronną ręką. Pieniądze na kredyty są, firmy zachowują rozsądek, mają nawet sporo oszczędności. Pojawiła się jednak jeszcze jedna przeszkoda na drodze do eldorado - powódź.

Nawoływania Polaków do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej na terenach dotkniętych powodzią, a nawet w całej Polsce, mogą się jednak okazać zgubne. Faktem jest, że ogromna liczba ludzi straciła domy i mieszkania wraz z całym dobytkiem. Faktem jest również, że wraz z wodą spłynęły setki, tysiące mikro, małych i średnich firm. Duże firmy i korporacje również poniosły znaczące straty. W najbliższej przyszłości budżet państwa będzie musiał sprostać ogromnym wydatkom na odbudowę infrastruktury, ochronę zdrowia i środowiska (zalane są wszak cmentarze, wysypiska śmieci, stacje benzynowe etc.), a także obiecane powodzianom zapomogi.

Reklama

Warto jednak pamiętać, że po wprowadzeniu stanu klęski żywiołowej obowiązują nieco inne prawa, a wolności tak osobiste jak gospodarcze są mocno ograniczone (w tym m.in. zawieszenie działalności określonych przedsiębiorców, nakaz lub zakaz prowadzenia działalności gospodarczej określonego rodzaju itp.). Nasuwa się zatem pytanie, czy wprowadzenie stanu klęski żywiołowej pomoże przedsiębiorcom i ludności wyjść z tego nieszczęścia w miarę szybko, czy spowolni ten proces i dodatkowo pogorszy warunki w jakich poruszać się będą poszkodowani w powodzi mieszkańcy i przedsiębiorcy?

Wielkie sprzątanie

Gospodarka na powodzi nie ucierpi, a jeśli już to nieznacznie. Tam gdzie woda już opadła zaczęło się wielkie sprzątanie. Za chwilę zaczną się remonty domów, mieszkań, ulic, zakładów pracy. Potrzebne będą firmy i rzesze pracowników zdolnych poradzić sobie z naprawą dróg, mostów, sygnalizacji świetlnej. Do remontu nadają się także szkoły, przedszkola, urzędy, dziesiątki prywatnych domów i mieszkań, budynki zajmowane przez firmy, placówki banków i poczty. Wymianie podlegać będzie sprzęt elektroniczny, AGD, meble, leki w aptekach i szpitalach, samochody. Odzież i buty powodzian także trzeba wymienić, również tą, która czekała na klientów w sklepach (po powodzi w 1997 roku straty wyniosły ogółem ok. 12 mld zł, w tym ponad 7 tys. osób straciło domy, zniszczeniu uległo ponad 14 tys. km dróg, 4 tys. mostów, niemal pół miliona hektarów upraw, a ponad 9 tys. przedsiębiorców poniosło mniejsze lub większe straty materialne). Całe to wielkie sprzątanie i odbudowa spowoduje zwiększenie konsumpcji i produkcji, a także zwiększenie zatrudnienia, głównie w sektorze budowlanym i usługowym. Nie ma zatem mowy by powódź wpędziła kraj w przepaść. Stanie się raczej motorem napędowym. Wielkość strat poznamy najwcześniej za miesiąc lub dwa.

Co banki mają z tym wspólnego?

Zaraz po tym, jak podliczą własne straty i uporają się z naprawą zrujnowanych przez wodę oddziałów, rozpoczną obsługę kredytową firm i klientów indywidualnych, którzy muszą sfinansować w jakiś sposób powrót do normalności. Można wszak liczyć na pomoc rządową, ale ta nie spadnie z nieba na pstryknięcie palcem i z całą pewnością nie pokryje wszystkich strat. Wypłaty odszkodowań z firm ubezpieczeniowych (wyłącznie dla tych, którzy poszli za radą Włodzimierza Cimoszewicza i ubezpieczyli się zawczasu), choć realizowane w trybie uproszczonym i przyspieszonym również nie wystarczą na pokrycie wszystkich strat.

Sektor bankowy jest gotowy na zwiększone zapotrzebowanie na kredyty. Pieniądze czekają na przedsiębiorców już od dawna, ci jednak dotychczas postępowali rozsądnie i zaciągali nowych zobowiązań wystrzegając się także inwestycji. Teraz sytuacja się zmieni, zwłaszcza wśród przedsiębiorców działających na terenach zalanych przez wodę.

Więcej. Firmy, które nie inwestowały w rozwój z uwagi na kryzys, a ucierpiały na powodzi, podczas remontu i wymiany sprzętu i parku maszynowego, będą miały okazję zmodernizować się i unowocześnić. Staną się zatem bardziej konkurencyjne i zyskają w oczach kontrahentów i odbiorców.

Według wyliczeń przeprowadzonych przez Kredyt Bank na podstawie danych pozyskanych z NBP, IBnGR, GUS i PARP, banki zarobiły w ubiegłym roku na klientach ok. 40 mld złotych, z czego większość na klientach indywidualnych. Przedsiębiorstwa przyniosły bankom łącznie ok. 13,8 mld złotych, w tym najwięcej małe i średnie (jest ich 304 tysiące) ok. 5,3 mld zł. Krzysztof Kokot, wiceprezes Kredyt Banku odpowiedzialny za bankowość korporacyjną uważa, że w tym roku wynik ten może być dużo lepszy.

Małgorzata Alicja Dudek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »